Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

14.01.2015 00:14

Wariatów nie sieją, czyli trening którego nie zapomnę | everest run MER 2015

 

- pamiętajcie, jeżeli usłyszycie sygnał alarmowy, macie zejść po schodach i udać się do wyjścia. Ponieważ jest was aż 91 osób, będzie to jedyna sytuacja, kiedy schodzenie jest dozwolone. Jasne? No to zaczynacie!

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie z nich korzystać, robicie to na własną odpowiedzialność.]

[AKUTALIZACJA: RELACJA Z ZAWODÓW MER2015 EVEREST RUN]

Skoro wreszcie pozwolili, to zacząłem. Waaalczymy! Po 30 minutach tłoczenia się w klaustrofobicznej piwnicy ruszyliśmy na 136 metrów w pionie, rozbite na 42 piętra, gdyż naszym polem walki była klatka przeciwpożarowa w warszawskim wieżowcu - Hotelu Marriott.  

Co ja tutaj robię?

Mój trening miał jeden cel - sprawdzić jak się odnajdę na trasie zbliżającego się ze zastraszającą prędkością wyścigu MER 2015 czyli dobowej rywalizacji we wbieganiu po schodach, do której ja - szalony - zgłosiłem  akces. Wiedziałem już, że niełatwą sprawą będzie wyżywienie podczas dobowych zawodów, ale nie miałem rozeznania w temacie trasy. Klatka lewo czy prawoskrętna? Schodki równe czy wystające? Jak wysokie? Zakręty pod kątem prostym czy łukowate? Poręcz z dwóch stron czy jednej? Da się boso? Ciepło? Tyle pytań, tyle niezbędnej wiedzy do zdobycia. Póki się człowiek nie zacznie zastanawiać nad złożonością budowy schodów, nie jest świadomy ile tam zagadek się skrywa...

 

 

... nic zatem dziwnego, że korzystając z uprzejmości facebook'owej grupy Biegamy po Schodach postanowiłem wziąć udział w ich treningu na terenie przyszłych zawodów i sprawdzić na własnej skórze z czym zjeść tę żabę. Odkryć było kilka.  

Po pierwsze:

  • Po schodach biegają wszyscy. Serio! Starzy, młodzi (jak ja), bardzo młodzi (jak już nie ja) - w każdym wieku, z każdą wagą i bez względu na płeć. Towarzystwo chyba jeszcze bardziej zróżnicowane niż na maratonie. I jakieś takie wyluzowane. Fajnie!

Po drugie:

  • Tych szaleńców jest dużo. Na mój trening przyszło prawie 100 osób. Wszyscy z jedną myślą: a pobiegam sobie we wtorkowy wieczór dwie godziny po dusznej klatce schodowej. Wariaci...

Po trzecie:

  • Po schodach się nie biega. Po schodach się wchodzi. Wbiegać to sobie możecie na dziesiąte piętro, ale atakując czterdzieste i to kilka razy z rzędu wbiegając prosicie się o to samo, co na maratonie, jeżeli pierwszy kilometr pobiegniecie na 90% możliwości - o ZGON

Po czwarte:

  • Technika! Wchodzenie po schodach niby jest banalne, ale w szczegółach okazuje się całkiem skomplikowane. Co ile stopni stawiać stopę? Czy stawiać całą stopę czy tylko jej przód? Podnosić z palców czy równolegle? Jak wysoko podnosić kolana? Podciągać się na poręczy czy nie? Założyć opaski na kolana? Tyle rzeczy do sprawdzenia i podpatrzenia!  

Po piąte:

  • Chyba mi odbiło, że się do tego zgłosiłem...

Odbiło mi, gdyż:

Wyobraźcie sobie, że musicie przez dobę się ścigać. 

Wyobraźcie sobie, że wyścig toczy się na zamkniętej przestrzeni 

Wyobraźcie sobie, że jedno okrążenie zajmuje od 6:30 do 9:30 minut (w moim przypadku). Jak dobrze pójdzie, to zrobicie ich ponad 80

Wyobraźcie sobie, niosące się w klaustrofobicznej przestrzeni wokół was, godziny zwielokrotnionego echa tysięcy kroków, sapnięć i westchnień 

...a teraz dodajcie do tego brak okien, wąską cementową klatkę schodową i 200 innych freaków, z którymi będziecie się przez 24 godziny deptać. 

Albo nie męczcie swojej wyobraźnie i spojrzyjcie na to zdjęcie:

Sexy. Prawda? Tak będzie przez dobę! Jestem pewien, że przy odpowiednim nastawieniu te okoliczności przyrody pozwolą mi bardzo zbliżyć się do satori. Mam zamiar biegać z mantrami w odtwarzaczu mp3.

Schodowy trening 

Tu mam mieszane wrażenia. Świetna, pozytywna ekipa wariatów, ale pewne ograniczenia natury sportowej i logistycznej dały się we znaki bardziej niż bym sobie życzył. Przede wszystkim dlatego, że bieganie okazało się głównie chodzeniem w tłoku...

- Przepraszam bardzo, ja tu służbowo na górę, czy Państwo mogą mnie przepuścić?

- Ależ oczywiście! Przy okazji prosimy, niech podrzuci pan do kuzynki Frani butelkę z wodą - Frania powinna dyszeć na 32-gim piętrze - a później pozdrowi od szwagrowej Zenona. Zenon jest na 40-tym i czeka na windę...

... oraz czekaniem na windę, by móc zjechać na dół. Wchodząc na granicy drugiego zakresu (tętno 150) potrzebowałem 6:25 by wejść na górę i następnych 10-ciu by móc zjechać na dół (winda mieściła maksymalnie 12 osób).

- ... Państwo rozumieją, jak wejdzie więcej to się przegrzeje. I tak przy ostatnim kursie musiałem ręcznie drzwi otwierać.

Dodatkowo, rychło po rozpoczęciu treningu... winda faktycznie nie wytrzymała obciążenia i się przegrzała. Zatem chcąc czy nie (ja nie chciałem) zamiast zjeżdżać musieliśmy schodzić i wymijać osoby podążające do góry. Na takie manewry nie było zbyt dużo miejsca, a kolana mówiły:

- Stary nie taka była umowa! Winda albo napieprzamy!

Toteż nie chcąc ich zbytnio drażnić, po dwóch wejściach stwierdziłem, że już wiem co miałem wiedzieć i się zawijam, a resztę zrobię w domu (co też uczyniłem: 15 x 6-te piętro).

Wróciłem nieco sfrustrowany (winda, tłok i brak okien), ale też podbudowany świadomością, że jeżeli transport nie nawali to spokojnie zrobię jedną pętlę w 9 minut (wchodzenie co schodek, tętno poniżej 120 uderzeń na minutę) bądź w 6:30 (wchodzenie co dwa schodki, tętno 150 uderzeń na minutę). Wolniejsze tempo powinno pozwolić mi na zasilanie tłuszczem, jako głównym źródłem energii, przez cały czas zawodów, szybsze - by ścigać się, jeżeli jednak najdzie mnie taka fantazja.  

Podbudował mnie też fakt, że nie odstawałem jakoś wybitnie od całej stawki, chociaż to było moje pierwsze zetknięcie się z takim treningiem / biegiem, i że boso było w porządku

No i samo wejście bez sapania na 40-te piętro daje pewną...hmm... satysfakcję? Niech no będzie to słowo. Gdyż daje.

Jeżeli poczekacie do 24 stycznia - zobaczycie ten sam kadr z tym samym gościem po dobie zawodów. Prawdopodobnie będzie kilka różnic... Równocześnie, jako że klatka ma zasięg (cuda się zdarzają), to pewnie zrobię relację na żywo - przecież muszę się czymś zająć,  by nie zasnąć na trasie. 

[AKUTALIZACJA: RELACJA Z ZAWODÓW MARRIOTT EVEREST RUN 2015]

Na marginesie. Jeżeli zaciekawił Was temat biegania po schodach, zobaczcie to wideo:

Biegacz Ma Wybiegane - moje treningi pod 42K/3h | bieganie boso.

Będzie mi miło, jeżeli zajrzysz do mnie na FB i zalajkujesz stronę bloga.

Czytaj więcej na blogu Zapomniałem butów.

Zobacz także

Komentarze (4)

  • roweremwszedzie

    Oceniono 1 raz 1

    Ale czad. Można się wspiąć na dowolny szczyt na świecie nie ruszając się z Warszawy. I to z poziomu morza!
    Czuję przemożną chęć zapolowania na następną edycję. Może to dlatego, że prawie całe życie mieszkałem na wysokim 4 piętrze bez windy a od roku w parterowym domku i jestem na schodowym głodzie.
    Liczę na jakąś fajną relację po zawodach i trzymam kciuki za Twą wspinaczkę na everest.

    • jakubabramczuk

      0

      @roweremwszedzie
      Czad bądź szaleństwo. Kwestia perspektywy :)
      Jeżeli Cię kręci to co tydzień są treningi (darmowe) Najbliższy 21-szego - także w Marriott'ice. Szczegółowy grafik na stronie grupy na FB - można sobie przez 2h poćwiczyć. Twardziele i kilometr przewyższenia robią w tym czasie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

O autorze jakubabramczuk

avatar

Po trzydziestce odkryłem bieganie. Po czterdziestce chciałbym je zrozumieć. Póki co jestem w lesie. Jak nie biegnę to robię dobre internety, m. in. odpowiadam multimedia w Gazeta.pl.

Cel 2015: 42K/3h. Ultra boso [JEST!]

Kontakt: jabbur@gmail.com | 100hrmax.pl

Blogi znajomych jakubabramczuk