Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

14.04.2017 13:53

Zielone nie jest złe, czyli jak się przekonałam do zielonych koktajli

Podzielę się z Wami przepisem na mój ulubiony zielony koktajl. Taki, do którego przekonałam się niedawno i którego zieloność bardziej zachęca mnie niż zniechęca. Ale czemu zielony kolor miałby zniechęcać? Ano właśnie... Najpierw kilka słów o mojej przygodzie z warzywami.

Od dziecka nie lubiłam surówek, a moim najbardziej znienawidzonym warzywem był surowy ogórek. Wcale nie wynikało to ze złego odżywiania, jakie fundowała mi mama i związanego z nim braku przyzwyczajenia do "zdrowego". Wręcz przeciwnie - podczas gdy inne dzieci objadały się chipsami, ja nigdy nie "widywałam" podobnych produktów na liście domowych zakupów, a czekoladę mama wprowadziła do mojego jadłospisu stosunkowo późno (kilka lat później polubiłam ją sama bardzo skutecznie - patrz Wyznania słodyczoholiczki).

Niestety, surówki z jakiegoś powodu po prostu nie przechodziły mi przez gardło. Do dziś pamiętam pewną scenę z przedszkola. Był ciepły, słoneczny dzień i wszystkie dzieci po zjedzeniu obiadu poszły bawić się na zewnątrz. W sali przedszkolnej zostałam tylko ja i duża pani Ania - zawzięta i nieznosząca sprzeciwu. Oświadczyła, że dopóki nie zjem całej surówki, nie wyjdę na zewnątrz. Siedziałam nad talerzem i ze łzami w oczach przełykałam kolejne porcje znienawidzonego miksu surowych warzyw, za każdym razem mając odruchy zwrotne. To było dla mnie naprawdę traumatyczne przeżycie!

Dziś bardzo lubię surówki. Po trochu zaczęłam się do nich przekonywać i choć sam zapach surowego ogórka w dalszym ciągu wywołuje u mnie mdłości, to większość warzyw zjadam chętnie. A co z powszechnymi dziś zielonymi koktajlami?

To moje odkrycie! Jeszcze kilka lat temu słysząc słowo "koktajl" wyobrażałam sobie niezmiennie truskawki zmiksowane z mlekiem. Nie słyszałam o koktajlach owocowo-warzywnych ani tym bardziej o powszechnie znanych dzisiaj zielonych koktajlach. Gdy natrafiałam na zdjęcia zielonych "mikstur", od razu widziałam w nich głównie paskudnego ogórka w połączeniu z zieleniną. Obrzydliwość! Na szczęście pewnego dnia przyjaciółka zaserwowała mi koktajl ze spiruliną...Mała łyżeczka sproszkowanych alg morskich nadała napojowi zaskakująco dziwny i podejrzanie ciemny kolor. Trochę wahałam się czy próbować, ale w końcu... Koktajl okazał się pyszny!!! ;)

W ten sposób przekonałam się do zielonego koloru. Wprawdzie alga to jeszcze nie zielenina, ale wiedziałam już, że smak takiego napoju może być zaskakująco dobry mimo swego koloru. Zachęcona faktem, że zielone nie musi być złe, postanowiłam wypróbować tak modny dzisiaj jarmuż.

Okazało się, że niepotrzebnie bałam się go przez tyle czasu! Jeśli lubicie kalafior, to podobnego smaku możecie spodziewać się po jarmużu. Natomiast w koktajlu, który piję - zupełnie go nie czuć! Wszystko to za sprawą intensywnego smaku jabłka oraz banana, a ten ostatni dodatkowo nadaje koktajlowi aksamitną, jogurtową konsystencję :)

No to przepis! I dużo zdjęć :)(jest tak prosty, że nie wiem czy wypada nazywać go "przepisem" :D

- 1 jabłko- 1 banan- trochę soku jabłkowego 100%, ilość wg uznania (ja wlewam niecałą szklankę)- kilka garści jarmużu

Jabłko dzielę na mniejsze części, żeby ułatwić zadanie blenderowi

 

W blenderze umieszczam najpierw jarmuż - po odwróceniu pojemnika "do góry nogami" będzie się miksował na końcu

 

Następne w blenderze ląduje pokrojone jabłuszko

 

Dolewamy sok jabłkowy...

 

I pokrojone banany :)

Zakręcamy, odwracamy blender, miksujemy wszystko i... voila! Gotowe :)

Koktajl najczęściej wypijam od razu po przygotowaniu, ale czasem zabieram go z sobą do pracy. Idealny na drugie śniadanie.

Czasami urozmaicam mój koktajl dodając kiwi, pomarańczę albo winogrona, a niezauważalność "zielonego" smaku dodała mi odwagi do wprowadzenia innych rodzajów "zieleniny", np. roszponki. Dalej nie czuć! A smak jest fantastyczny :)

Czytaj więcej na blogu Kasia Też Biega.

Zobacz także

O autorze kasiatezbiega

avatar

Kasia pewnego dnia po prostu wyszła z domu i zaczęła biec. Spodobało się jej! Wyszła jeszcze raz i jeszcze raz - i bardzo to polubiła smile Zaczęła biegać regularnie, bo w końcu zakochała się w bieganiu! Tak, Kasia Też Biega smile