Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

07.03.2017 17:22

Moje pierwsze bieganie czyli śladami Królowej Śniegu 217.

       Regeneracja była prawie trzydniowa,upragniony urlop,w sobotę 3 minuty zanurzenia w strumyku.Zimniutka woda postawiła moje nogi znów do pionu.

       Niedziela odpoczynek.

Poniedziałek trening siłowy,targanie po śniegu 2 ciężkich walizek,ramiona opuchnięte.

       Wtorek,3X4,5 km pchania na nartach.Siła jest techniki wcale.

Środa,szybkie(jak na moje możliwości)4X4,5 km na biegówkach.Głównie bezkrokiem i czymś co bezkrok przypomina.Potem chwila przerwy i 2 godziny nauki hamowania i skręcania na zjazdach pod okiem instruktora z Daga Sport Mateusza.Umęczony jak diabeł na pokucie.

       Czwartek,spacerek pchaniem na Polanę zmiana nart na wolniejsze łuski i dalej nauka pługowania i przekładanki na zjazdach.Zapoznanie się z najtrudniejszymi elementami trasy CT 50.Po obiadku pchanie do Stacji Orle.

Piątunio trochę wcześniej niż zwykle ruszamy z Mateuszem w trasy leśne w kierunku zajazdu U Rumcajsa bo większa część trasy CT 50 już zamknięta,Dalej nauka zjazdów na zakrętach ale mało perfekcyjnie w moim wykonaniu.Po obiedzie jak zwykle pchanie na Orle,gdzie pan Stachu raczy mnie najlepszym na świecie bigosem i kiełbaską na gorąco.

       Sobota,piłuję do Polany jak co dzień,odstawiam moje narty i pobieram od Mateusza przygotowane dla mnie łuski.Czekam w kolejce do startu,gdzieś tam miga mi w oddali w niebieskim stroju Królowa.Czołówka z Justyną na czele już dawno pobiegła.Ja mam nr powyżej 1600 więc ustawiają mnie na samym końcu stawki,w przedostatniej strefie.Na początku trochę nadganiam,przeskakuję środkiem między torami.Ciężko wyprzedzać takiego ludziowego węża.Tracę mnóstwo sił.Wg pomiaru na 6 km czas 24,28 i 261miejsce.Chyba za mocno ruszyłem.Do 20 km jeszcze w miarę szybko narty pracowały,szczególnie na podjazdach,na zjazdach traciłem sporo pługując by nie wypaść z trasy na zakrętach.Śnieg w wielu miejscach rozjeżdżony i watowaty,narty chwilami stawały w miejscu.Na szczęście ramiona i plecy nawykłe do wysiłku,więc dużo pchania.Do mety dobiłem ledwo żywy z czasem 4,39.To mój debiut na nartach biegowych.Ciężka trasa,mnóstwo podjazdów i ostrych zakrętów na zjazdach.Ostatecznie kończę bieg na 670 pozycji na ok 1600 zawodników.Po zawodach i obiedzie robię jeszcze 4,5 km pchania.

Niedziela,palce nóg popuchnięte,krwiaki pod paznokciami,pięty obdarte.Rano znowu pcham jakieś 4,5 km,docieram do Polany i pobieram łuski,te same co wczoraj.Znowu na starcie ustawiają mnie w ostatniej strefie,nr powyżej 1400.Śnieg trochę zimniejszy,lekkie zachmurzenie no i dystans o połowę krótszy niż wczoraj.Czuję w sobie dość sił by od startu mocniej ruszyć ale jest za gęsto nie ma się jak przebić,nawet międzytorza zajęte,prubuję poboczem ale tonę w miękkim śniegu i tracę mnóstwo sił.Dwa km tuptania za peletonem,czas ucieka.Dopiero na 3 km peleton trochę się rozciąga można użyć pchania.Wielu zawodników maszeruje,ja ciągle bezkrokiem,sporadycznie używam jednokroku.Zjazdy już nie takie straszne,już tyle nie pługuję,ale ciągle na nich tracę to co nadgoniłem  pod górę ale zjeżdżam znacznie płynniej niż wczoraj.Do mety docieram z czasem 2,13 netto.Miejsce open 456 na ok 1500 zawodników.Mam nadzieję,że w przyszłym roku dopuszczą mnie do startu tuż za elitą żebym mógł w pełni wykorzystać swój atut czyli pchanie.Debiut ten to ukoronowanie 4 letniej pracy nad budowaniem siły biegowej i wytrzymałości organizmu.Pierwszy mój trening biegowy pieszy odbył się 1 marca 2013 roku.Sila jest,wytrzymałość też a nad techniką się popracuje!

        Dziękuję Królowej Justynie,że swoim autorytetem mnie tu przyciągnęła!!!     

                c.d.n.             Zbigniew Kamiński Kamień!

Czytaj więcej na blogu pierwsze bieganie czyli śladami Królowej Śniegu..

Zobacz także