Magia Zimowych Biegów Górskich

Trudno wyrazić co specjalnego jest w biegach górskich w Falenicy. Zawsze szukam czegoś takiego, w każdym biegu, o który pytam znajomych, w którym sama startuję. Może chodzi o to, że nigdy pod Warszawą nie spodziewa się trasy, która na 10 kilometrach potrafi tak dać w kość, w której w dodatku bardziej niż na płaskim potrzebna jest dobra taktyka.

Ściganie się na wydmie w Falenicy jest naprawdę emocjonujące. Poza tym - to czas, w którym nie odbywa się zatrzęsienie imprez, to czas poza sezonem startowym. Ale chętnych do pościgania się przecież nie brakuje. Dlatego biegi w Falenicy cieszą się coraz większym powodzeniem.

Przyjechaliśmy pół godziny przed startem - wyjątkowo wcześnie. I... cały czas do rozpoczęcia zawodów staliśmy w kolejce żeby się zapisać, a gdy biegliśmy na linię startu - kolejka nadal była bardzo długa. Jeszcze nie wiem ile osób pobiegło 17 grudnia po wydmie w Mazowieckim Parku Krajobrazowym, ale niektórzy żartowali sobie, że z każdym kolejnym okrążeniem będzie coraz łatwiej, bo wydma będzie niższa.

Wieczorem, poprzedniego dnia padał deszcz, dzięki czemu piasek, po którym biegliśmy był wilgotny a nie sypki. Mimo wszystko dawał się we znaki na zakończeniach niektórych podbiegów, których trzeba było zrobić aż 21 na cały dystansie, żeby „wspiąć się” o 255 metrów. Te podbiegi są już legendarne. Niektórzy mają je policzone z dawien dawna i niemal na palcach ręki odliczają ile zostało ich do końca. Siedem na każdej z trzech pętli. Można zdecydować tylko czy odliczać od początku czy od końca. Już dwa czy jeszcze 19?  Ci, którzy startują po raz pierwszy albo nie wpadli jeszcze na to by dokonać tych prostych rachunków często mają dość już na drugim okrążeniu. I każdy następny podbieg to dla nich utrapienie.

Ciężko wybrać taktykę. Nie da się cisnąć przez cały bieg tak samo. Robić mocno podbiegi czy na nich trochę odpuszczać żeby przygrzać trochę na płaskim czy w dół? A może skupić się na zbiegach? Wtedy pomaga nam grawitacja, ale z drugiej strony... dalej jest chwila po płaskim, a tu nie można odpuszczać. Może się okazać, że skończysz ten bieg i poczujesz, że mogłeś dać z siebie więcej. Ale raczej... rzadko. Na ogół w Falenicy robi się wyniki gorsze o około 2 minuty niż na płaskiej dyszce. Jeśli mieszka się w okolicy Warszawy - naprawdę warto tu przyjechać i poczuć ten bieg na własnej skórze. Na mecie poczęstują nas herbatą i "Grześkiem". To świetny pomysł na szybkie i siłowe treningi zimą.

Magda Ostrowska-Dołęgowska

Dołącz do nas na Facebooku.