255 kilometrów wokół Warszawy - biegiem i na rowerze

Gazeta.pl > polskabiega >  informacje
Magdalena Ostrowska-Dołęgowska
02.07.2012 17:54
Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run (Krzysztof Dołęgowski)

26 ukąszeń komarów na jednej łydce, spalone słońcem plecy, spuchnięte nogi, odparzone stopy i potężna senność. To po stronie minusowej w bilansie Krwawej Pętli - wyzwania, z którym zmierzyłam się w ostatni weekend czerwca. Po stronie plusów - ogromna satysfakcja, radość ze wspólnego pokonania wymagającej trasy z przyjaciółmi. To będzie opowieść pełna kontrastów, bólu i perwersyjnej przyjemności.

- Skąd człowiekowi przychodzi do głowy żeby zabierać się za takie rzeczy? - rozmyślałam podczas swojej biegowej zmiany nieopodal Góry Kalwarii, tuż po siódmej rano gdy biegłam po wale w pełnym słońcu, w temperaturze powyżej 30 stopni. - A babcia Krzyśka (mojego męża) zawsze mawia: "Na cóż to biegać?". Normalnie mówię w takiej sytuacji, że dla przyjemności, satysfakcji, zdrowia i dlatego, że po prostu jest fajnie. Jednak gdyby ktoś zapytał mnie wtedy - "To jak to jest, Magda, to bieganie to fajne jest?" - pewnie nawet nie miałabym siły czegokolwiek wybełkotać.

Największą radość czuje się na mecie. Gdy wyciągasz odparzone, bolesne stopy z butów, gdy polewasz głowę wodą, bo już nie musisz się martwić, że nie wystarczy Ci jej do picia. Gdy ściskasz ręce swoich towarzyszy i każdego, kto ma to samo za sobą. Gdy jesz kanapki, które specjalnie dla ciebie zrobił organizator. Są najlepsze na świecie, a zwykła woda mineralna smakuje jak napój bogów. Masz ochotę się ze wszystkimi ściskać, jest tyle rzeczy do opowiedzenia. Wszystko, co wcześniej bolało i dokuczało - teraz staje się nieważne.

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run
Olek Tittenbrun z ekipy Centrum Biegowe Ergo nawiguje na rowerze

Kameralnie i po przyjacielsku

Wystartowaliśmy o 12:06 w sobotę, po krótkiej, kameralnej odprawie technicznej. Wyzwanie zorganizował miesięcznik Bieganie. Ponieważ chęć pokonania znanej trasy Krwawej Pętli w pionierskiej formule zgłosiły tylko dwie drużyny - było bardzo swojsko i koleżeńsko. O tym, w którą stronę będziemy pokonywać trasę dowiedzieliśmy się tuż przed startem - ruszyliśmy na północ, w stronę Rembertowa. Temperatura nas nie rozpieszczała - ponad 30 stopni powodowało, że bieganie było naprawdę wymagające. Zdecydowaliśmy się na trzykilometrowe odcinki. Ponieważ na ekipę czteroosobową przypadały trzy rowery (nie można się holować ani podwozić) - za każdym razem ktoś musiał biec. Krzysiek Dołęgowski i Kuba Wolski są szybcy - chłopaki robią spokojne wybiegania w tempie po 4:30 min/km, ja ok. 5:20, Piotrek Romejko podobnie. Po swoich trzech kilometrach wskakuje się na rower by odpocząć 9 km przed swoją kolejną zmianą.

Przed startem wydawało nam się, że ci, którzy będą jechać rowerami, będą mieli mnóstwo czasu by odetchnąć, zjeść, poleżeć w trawie. Jednak krótkie odcinki pozwoliły nam biegać szybko, a w terenie - gdzie wydmy, korzenie, piach i kręte ścieżki - biegacz miał nad rowerzystami przewagę. Zwłaszcza Krzysiek albo Kuba potrafili nas nieźle odstawić. Gdy ktoś chciał się zatrzymać na siku albo wskoczyć do sklepu po wodę i lody - musiał potem naprawdę się sprężać żeby dogonić ekipę.

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run
Na asfalcie można wyprzedzić biegacza i chwilę odpocząć. Na zdjęciu - Krzysiek Dołęgowski.

Sosnowe lasy i wydmy

Trasa prowadziła głównie czerwonym szlakiem dookoła Warszawy. Z Międzylesia, w którym startowaliśmy udaliśmy się na Rembertów, Zielonkę, Nieporęt, Chotomów i Nowy Dwór Mazowiecki. Dalej zielonym i żółtym szlakiem przez Kampinoski Park Narodowy do Leszna, niebieskim szlakiem do Zaborowa. Stamtąd na południe do Brwinowa, przez Podkowę Leśną do Trasy Katowickiej, przez Las Sękociński do Magdalenki, na południe do Chojnowskiego Parku Krajobrazowego, przez Zalesie Górne w kierunku Góry Kalwarii, gdzie powracaliśmy na prawą stronę Wisły. Dalej do Otwocka Wielkiego, przez Mazowiecki Park Krajobrazowy, do Wiązownej i z powrotem do Międzylesia. To naprawdę kawał drogi. Zalicza się tyle znajomych miejsc, do głowy przychodzi tyle wspomnień.

W parkach krajobrazowych i narodowym, we wszystkich lasach, które się mija - jest okazja żeby przypomnieć sobie co nieco z lekcji geografii. Mazowsze kryje w sobie krocie wydm porośniętych suchymi lasami sosnowymi, w których próżno szukać zbawiennego chłodu. Sosny pachną pięknie, ale wszędobylski piach i korzenie dają się poważnie we znaki. Ale w lasach jest ładnie, tam, gdzie biega się lżej (zwłaszcza gdy ma się już w nogach dziesiątki nabieganych kilometrów) - czyli na asfalcie, panuje potworna spiekota i nie jest już tak malowniczo. Pięknie, choć okrutnie upalnie jest również na polach i wale wiślanym. Dopiero w tak ciepły dzień człowiek zdaje sobie sprawę, że naprawdę kiepsko tutaj z wodą. Taką do picia można znaleźć w sklepach - i szanuje się każdy jej łyk. Ale takiej do zmoczenia koszulki, chustki czy do zanurzenia się - bardzo brakuje. Jeśli już da się spotkać jakieś bajorko to przypomina ono raczej bagno i nie zachęca do podchodzenia bliżej. Za to ludzie po okolicznych wsiach i miasteczkach są nieocenieni - kilka razy korzystaliśmy z takiego przypadkowego wodopoju. A mnie marzyła się studnia albo ktoś podlewający ogródek.

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run
Okrutny upadł daje nam się poważnie we znaki.

Trudności

Na początku biegu to nerwowe tempo sprawia najwięcej dyskomfortu. Zwłaszcza, że dochodzi żyłka rywalizacji, która włącza się mimochodem. Jest bardzo gorąco, a zmiany krótkie, więc trzeba się spiąć, z początku mamy też wrażenie, że na rowerach będziemy odpoczywać, ale szybko nam to mija. Później - problemem staje się właśnie dopasowanie tempa na rowerze, nie ma szans na odpoczynki, postoje, wszystko robi się w pośpiechu. Do zrobienia jest wszak 255 kilometrów! Żeby zmieścić się w 24 godzinach trzeba utrzymywać średnią 10,6 km/h, dla biegaczy to średnia 5:38. Niełatwe zadanie. W dodatku w okolicach Chotomowa odpada mi korba od roweru. Przykręcamy ją ale trzyma się na słowo honoru. Dojeżdżam tak do Modlina i dzwonię do szwagra - mieszka niedaleko, podstawi mi swój rower. Organizatorzy godzą się na taki układ skoro są tylko dwie drużyny i pozwalają nam "bawić się" dalej. Nocą robi się znacznie przyjemniej - jeśli jest trochę asfaltu - można podjechać przed biegacza i poleżeć chwilę na ulicy, rozprostować kości, porozciągać się, zdjąć buty i dać stopom chwilkę na oddech. Ale nawet jeśli masz tą chwilę, okazuje się, że komary skutecznie utrudniają ci życie. 26 ukąszeń na jednej łydce, 22 na drugiej, nie licząc tych na kostkach, rękach, karku. Nie wzięliśmy niczego na komary, zapomnieliśmy. A w sobotni wieczór trudno coś takiego kupić. Wbrew pozorom, mimo zmroku, zmęczenia i senności - noc jest zbawienna. Zaczynamy odżywać. O piątej rano odbieram telefon od Marka Troniny - głównego organizatora przedsięwzięcia. - Potrzebujecie czegoś poza piciem? Właśnie się wybieramy na trasę - mówi. - Marzymy o słonych kanapkach - odpowiadam. Ala Tronina - żona Marka przechodzi samą siebie. Spotykamy ich w okolicach Zalesia Górnego - gdy w moje ręce trafia kanapka z serkiem i wędzonym łososiem mam ochotę skakać do góry z radości. Pochłaniam dwie. Będą mi się odbijać w czasie biegu, ale i tak jestem niesamowicie szczęśliwa i wdzięczna.

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run
Piotrek Romejko sprawdza na własnej skórze bieganie naturalne.

Już po piątej rano robi się bardzo ciepło. Gdy po siódmej biegnę swoją zmianę po wale w kierunku Karczewa upał jest już nie do zniesienia. Chłopaki też bardzo się męczą. Gdzieś trafiamy na małe jeziorko i moczymy głowy. Śmierdzi ale jest mokre i chłodne. Jestem cała w piachu od króciutkich nocnych odpoczynków na drodze i od pyłu, który unosimy w powietrze na wydmach. Tyłki bolą nas parszywie od rowerów. Ja, nieprzywykła do roweru szwagra cierpię bardzo. Nie udało się zmienić pedałów do butów SPD na zwykłe platformowe, więc bloki wbijają mi się w bardzo obolałe, odparzone stopy. Tyłek mam starty od siodełka tak, że sporo czasu spędzam pedałując na stojąco. Każda szyszka, każdy korzeń, czy nierówność w drodze albo tłuczeń, którym bywają wysypane szutrówki przyprawia mnie o ból, ale płakać nie będę - za bardzo jestem odwodniona. Zmiany biegowe są pod tym względem zbawienne, ale ból stóp również jest bardzo potężny. Praktycznie nie ma czasu żeby wysypać z butów piach, który zbieramy na wydmach. Wsypuje się przez siateczkę.

Piękna wykończeniówka

Gdy zbliżamy się do końca, trafiamy na najładniejszy fragment trasy. Czerwony szlak do Wiązownej wije się na skarpie tuż nad Mienią. Mamy ogromną ochotę wskoczyć do rzeki i siedzieć w niej przez pół dnia, ale wiemy, że musimy się spieszyć. Jeśli się nie sprężymy - nie zmieścimy się w limicie. Popsuł się mapnik rowerowy więc nie do końca wiemy ile nam jeszcze zostało. Chłopaki nie mają czasu na wydmach żeby się zatrzymać i to policzyć z mapy. Trzeba gonić biegacza. Gdy tak dywagują nad tym czy się w limicie zmieścimy czy nie - ja już mam dosyć, teraz odliczam już każde 10 metrów. Podczas ostatniej zmiany jest mi słabo. Nie mam siły już biec ani siedzieć na rowerze. - Jeszcze będziesz musiała pobiec - mówi w końcu Krzysiek. Teraz zmiany są bardzo krótkie - po pół kilometra - może 700 metrów. W końcu rzucam rower i biegnę samą tylko siłą woli. A na końcu ścieżki widzę grupkę ludzi - O mój Boże! Nie wierzę, to meta! - przyspieszam jeszcze choć nie wiem już z czego. Pojawia się euforia, ból staje się kompletnie nieważny. Siedzę na chodniku w kałuży wody, którą się wszyscy polewamy i znajduję ostatnią kanapkę z łososiem w sakwie. Najlepszą ze wszystkich.

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run
Stopy i buty po 255 km z czego ponad 60 km pokonanych biegiem.

Garść informacji:
Krwawa Pętla to 255 km szlaków turystycznych wokół Warszawy, tzw. Warszawska Obwodnica Turystyczna.
Trasę w formule Bike and Run pokonały dwa zespoły: Centrum Biegowe Ergo - 23 godziny i 20 minut w składzie: Janek Kaseja, Olek Tittenbrun, Piotr Kłosowicz i Arek Recław, oraz: Miesięcznik Bieganie  - 23 godziny i 40 minut, w składzie: Magda Ostrowska-Dołęgowska, Krzysiek Dołęgowski, Kuba Wolski i Piotr Romejko.
Rekord rowerowy trasy należy do Wojciecha Wasilewskiego - 13:41 brutto, 12:06 netto.
Na trasie dostępne są sklepy, w których można uzupełnić wodę i kupić jedzenie. Są też życzliwi i pomocni ludzie.
Oprócz jedzenia i picia warto wyposażyć się w krem do opalania i środek odstraszający komary - nie przeszkadza im ani nocny chłód ani dzienna spiekota.
Najpiękniejsze odcinki trasy to Mazowiecki Park Krajobrazowy, odcinek na wale wiślanym z Góry Kalwarii do Otwocka Wielkiego oraz w okolicy Nowego Dworu Mazowieckiego. Ładnie jest również w Lasach Chotomowskich i w Kampinoskim Parku Narodowym - ten jednak mijaliśmy nocą, stąd mniej wrażeń.
Na trasę warto wziąć sprawny górski rower - inny też da radę, ale im cięższy i mniej przystosowany do pokonywania wzniesień - tym trudniej.
Warto również zaprosić kibiców - spotkania z życzliwymi ludźmi są nieocenione w chwilach kryzysu.

Krwawa pętla - 255 km wokół Warszawy w formule Bike and Run
Wszyscy uczestnicy Krwawej Pętli w formule Bike and Run.
Fot. Marek Tronina


Relacja: Magda Ostrowska-Dołęgowska


Dołącz do nas na Facebooku.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: