AREC 2013: Polacy Mistrzami Europy w Adventure Racing! Relacja z 80-godzinnej walki z mrozem, snem i skrajnym zmęczeniem

Prawie 80 godzin ścigania non-stop i 500 km pokonanych w całości na orientację: pieszo, rowerem, na biegówkach i konno. Siedem zadań specjalnych, 54 zaliczone punkty kontrolne, kilkanaście upadków, naprzemienne wychłodzenie i przegrzanie, jedyne 2,5 godziny snu i halucynacje, piękna walka o zwycięstwo i ogromna radość na mecie - tak w skrócie wyglądały zakończone w sobotę w Beskidzie Niskim Mistrzostwa Europy w Adventure Racing. Zwyciężyli Polacy z Salewa TrailTeam.

Zimowy rajd przygodowy na długiej, 480-kilometrowej trasie to wyzwanie, które zakrawa o szaleństwo. Decyduje się na to zwykle niewielka grupa śmiałków, bo trzy dni skrajnego wysiłku, na mrozie, prawie bez snu, gdy nie jest się w stanie policzyć ile razy telepało nas z zimna - to zbyt wiele niż w ogóle można sobie wyobrazić. Choć warto porozmawiać z tymi, którym udało się dotrzeć do mety. Satysfakcja z pokonania chociaż części trasy jest potężna, a doświadczeń, które zdobywa się podczas takiego przedsięwzięcia nie da się z niczym porównać. Warto posłuchać, pomyśleć i... podjąć wyzwanie samemu. Na krótszej, choć bardzo wymagającej trasie. W tym roku Rajdowi 360, mającemu rangę Mistrzostw Europy w Adventure Racing, towarzyszyła 160-kilometrowa trasa w Beskidzie Niskim. Śmiałkowie, którzy stanęli na starcie mieli ją pokonać poruszając się biegiem, na rowerach górskich, na nartach biegowych i mierząc się ze specjalnymi zadaniami linowymi. Zwyciężyli - Marek Woźniczka i Stanisław Odróbka z Non Stop Adventure, pokonując trasę w 27,5 godziny. Na drugim miejscu dotarli Łukasz Szumiec i Arkadiusz Krzesiński z JSC Bateam Żbiki, na trzecim - Salomon Trail w składzie: Janus Hohne i Tea Storm Hendriksen.

Długa trasa ruszyła w środę, 23 stycznia rano na Rynku w Gorlicach. Na starcie stanęły czteroosobowe drużyny z Polski, Czech, Rosji, Białorusi, Estonii i Niemiec, w tym zespół Salewa Trailteam w składzie: Justyna Frączek, Maciek Dubaj, Artur Kurek i Łukasz Warmuz.

AREC 2013 - pierwszy dzień Mistrzostw Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Polacy od początku należeli do grona faworytów rajdu, jednak równie groźni byli doświadczeni Rosjanie, Czesi i Estończycy. Warunki na trasie były bardzo wymagające - tuż przed zawodami spadło dużo śniegu, a pod nim kryła się warstwa lodu po wcześniejszej odwilży. Nie było aż tak zimno jak w ubiegłym roku. Mimo że w czasie zawodów termometry nie pokazywały zwykle mniej niż -12 stopni, zimny wiatr i duża wilgotność sprawiały, że temperatury odczuwalne były znacznie niższe.

Od samego początku tempo zawodów było ostre, jak na wyścig, który ma trwać ponad trzy dni non-stop. Podczas początkowych etapów zawodnicy próbowali biegać nawet pod górę, w trudnym terenie, grząskim śniegu. Dopiero po wielu godzinach, gdy opadły pierwsze emocje - tempo spadło. Sporym problemem zespołów, które chciały pokonać całą trasę, były mocno wyśrubowane limity na niektórych punktach kontrolnych. Ich przekroczenie groziło nie tylko brakiem zaliczenia danego punktu, ale też karą punktów ujemnych. Nawet zwycięzcy - Salewa Trailteam kilkukrotnie byli dosłownie o włos od porażki, przybywając na punkty ledwie kilka minut przed wyznaczonymi limitami.

AREC 2013 - pierwszy dzień Mistrzostw Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Pierwszego dnia zawodów zespoły pokonały 50 km pieszo, zaliczyły spektakularny zjazd linowy z 58-metrowej wieży w Bieczu i rozpoczęły długi, nocny etap rowerowy (ok. 130 km). Na drugim zadaniu specjalnym - biegu na orientację z GPSem, Łukasz Warmuz na tyle skupił się na trzymanym urządzeniu, że z całej siły uderzył głową o betonowy gzyms. - Leżałem przez dwie minuty i zastanawiałem się czy w ogóle wstanę. Mam nadzieję, że nie zacznę wymiotować, bo to by oznaczało wstrząśnienie mózgu - opowiadał w strefie zmian, przygotowując się na rower.

AREC 2013 - pierwszy dzień Mistrzostw Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

AREC 2013 - pierwszy dzień Mistrzostw Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska

Przygotowując się na etap rowerowy zespoły zaczęły wyciągać ze skrzyń ciężki oręż przeciwko mroźnej nocy. Czesi - grube botki na stopy i wielkie łapawice zamocowane na kierownicach, kryjące w swoim wnętrzu klamki od hamulców i manetki. W ruch poszły też gogle narciarskie, ogrzewacze do rąk. Irek Waluga z inov-8 team wyposażył się w elektroniczne podgrzewacze do stóp. Sabina Giełzak z jego zespołu nalała gorącej herbaty do bukłaka i założyła plecak pod kurtkę, by przez jakiś czas czuć ciepło herbaty. Maciek Więcej okładał się ciepłymi bidonami.

Łukasz Warmuz z Salewa TrailTeam opowiada o zderzeniu ze ścianą.

Relację z pierwszego dnia AREC 2013 i więcej zdjęć znajdziesz w artykule: Mistrzostwa Europy w Rajdach Przygodowych AREC 2013 - brodzenie w śniegu, 58 metrów zjazdu na linach i zimna noc na rowerze.

Po całej nocy spędzonej na rowerach zawodnicy dotarli do malowniczo położonego zamku w Szymbarku, z którego wyruszyli na trekking z dala od cywilizacji i dróg. - Na poprzednim punkcie spotkaliśmy Salewę (Salewa TrailTeam - przyp. red.). Wyglądali strasznie! Justyna rzuciła się Rafałowi (z inov-8 team - przyp. red.) na szyję, jakby miała go widzieć po raz ostatni - opowiadał Maciek Więcek. - Dużo poruszamy się poza drogami, ale w większości - mamy poprzecierane - dodał Rafał Bogacki. Specyfika zimowego rajdu przypomina czasem szachy. Gdy nie ma śniegu - zwykle wykonuje się krótsze warianty, omijając drogi. Biegnie się na przełaj, przez las. Zimą - wybiera się warianty okrężne, albo te, którymi poszedł inny zespół i już przetarł ścieżkę. Najgorzej jest trafić na dziewiczy, głęboki śnieg w lesie, i samemu torować sobie drogę. To bardzo wyczerpujące. Dlatego nawet zespoły myślące o walce o zwycięstwo nie garną się podczas takich etapów do bycia na prowadzeniu. Wolą puścić kogoś przodem i pójść po jego śladach. - Na Bergson Winter Challenge jeden z zespołów wyszedł na etap pieszy, zobaczył jakie są warunki i grzecznie wrócił do schroniska. Posiedzieli w cieple prawie dwie godziny, po czym szybko pokonali etap dobrze już udeptaną ścieżką - opowiada Krzysztof Dołęgowski - wielokrotny uczestnik zimowych rajdów przygodowych. A tu, w Beskidzie Niskim było co przecierać i udeptywać. W tym zakątku Polski dróg i ścieżek jest niewiele, a te które są, zimą tkwią pod warstwą śniegu, nieudeptanego przez turystów. Bo i tych nie jest aż tak wielu. Dzięki temu, etap był bardzo malowniczy, rzadko docierało się do cywilizacji.

Etap pieszy kończył się wyczerpującym podejściem kątowym na linach, rozciągniętych nad wartką rzeką.  Wiele zespołów wycierpiało tu swoje. Podejście na linie, mimo użycia zaciskowych przyrządów, jest bardzo trudne i wymaga sporo siły albo świetnej techniki. Jeśli komuś jej brakuje - musi nastawić się na długą walkę. Największe wrażenie na organizatorach i obserwatorach zrobiła Ulrike Fuhrman z Teamu 360 Stopni. Pokonała to zadanie tak sprawnie, że wielu zawodników płci przeciwnej powinno oblać się rumieńcem.

Zespoły miały już za sobą około 210 kilometrów. Czekała ich kolejna, zimna noc na rowerze i nartach biegowych. Strefę zmian ulokowano tuż przy skansenie w Szymbarku, w budynku z wystawą szopek. Suszące się na nich koszulki, spodnie i skarpetki wyglądały bardzo intrygująco. Dodatkowym zadaniem do wykonania było znalezienie w skansenie punktów kontrolnych. Nikt jednak nie wiedział gdzie ich szukać, jedyną wskazówką były zdjęcia, które uczestnicy mieli obejrzeć i zapamiętać. Potem wystarczyło odnaleźć miejsca z obrazków i poszukać perforatora do odnotowania swojej obecności na punkcie. Zespoły coraz mniej chętnie zbierały się do wyjścia na mróz. Długo pili herbatę, zmieniali ubrania, jedli. Czekała ich druga noc rajdu. Zwykle decydująca. - Jeśli przetrwasz połowę rajdu to już nic nie sprawi, że się wycofasz. Dojdziesz do mety, choćby urwało Ci nogę - mówi Krzysztof Dołęgowski.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Na tym etapie rajdu coraz bardziej klarowała się sytuacja na czele stawki - wyglądało na to, że walka o zwycięstwo rozegra się między Salewa Trailteam a Rosjanami z Garmin/Arena/Red Fox, którzy szli łeb w łeb. Zespoły sprawnie ruszyły na kolejny odcinek rowerowy, który prowadził w większości drogami asfaltowymi. Polacy byli szybsi, jednak w rezultacie przypadła im wątpliwa przyjemność torowania niemal całej trasy etapu na biegówkach (ok. 35 km). Po tym odcinku nasz zespół zaliczył 2 godziny snu, które miały pomóc w regeneracji i walce na trasie w drugiej części rajdu.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagdalena Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Zmordowani, z podkrążonymi oczami, zakładając na siebie kolejne warstwy ubrań przed wyjściem na rower mówili, że etap biegówkowy bardzo ich wykończył. Niewiele dało się zrobić na nartach, bardzo strome podejścia na przełaj i zbyt trudne do zjazdu zbocza sprawiły, że większość etapu trzeba było pokonać pieszo, w butach do biegówek i z nartami w rękach. - Strasznie zmarzłam - mówiła Justyna Frączek. - W nocy zaczęło wiać, byliśmy przemoczeni od potu, mokro w butach, mokro w rękawiczkach - dodała. Niewesołą minę miał również Łukasz Warmuz. Gdy zmieniał koszulkę, na jego plecach można było zobaczyć kropki jak u biedronki. To ślady po bańkach. Łukasz próbował wyleczyć się z choroby, która dopadła go na krótko przed rajdem.

Na dalszą część trasy nie zdecydowała się wyruszyć ekipa inov-8 team. Rafał Bogacki miał zmasakrowane stopy - krwawe pęcherze pod paznokciami bolały przy każdym kroku. Nie był w stanie założyć butów do biegówek. Musiałby ten etap pokonać w całości pieszo. Zespół zdecydował się zjechać stąd od razu na metę.

- Nie wiem czy to efekt zbyt dużego tempa na początku rajdu, czy tego że w zmęczeniu tłukłem palcami w zmrożoną warstwę lodu pod śniegiem czy tego, że założyłem folię na stopy, żeby odizolować stopy od wilgoci z zewnątrz - mówił Rafał. - Szkoda, bo naprawdę chciałem skończyć te zawody.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Na kolejnym, szybkim odcinku rowerowym na ekipy czekało bardzo wymagające zadanie specjalne. Salewa TrailTeam czekał prawie godzinę na swoją kolej, marznąc, przytulając się niczym pingwiny na Antarktydzie, ogrzewając ciepłej swych ciał. Później każde z nich musiało zmierzyć się z zadaniem linowym, które pochłonęło kolejną godzinę. Justyna Frączek wisiała bezradnie na linie przez dłuższy czas, zanim udało jej się przepiąć wszystkie przyrządy ze zjazdu do wychodzenia po linie. - Nie mam siły, nie mam już siły - powtarzała. Etap rowerowy doprowadził stawkę rajdu do schroniska Banica, skąd zespoły wyruszyły na długie  biegówki (65 km).

Na nartach biegowych zespoły wkroczyły w trzecią noc rajdu. Pierwsi ruszyli Czesi i to oni założyli ślady do nart klasycznych. Zapadający zmrok, silny i zimny wiatr oraz padający śnieg przypomniały dobitnie, że rajd zimowy potrafi dać w kość. Na szczęście większość trasy dało się przejechać. Duże wrażenie zrobiła znowu Ulrike Fuhrman. Siedząc zziębnięta nad zupą, umęczona, z czerwoną od mrozu twarzą mówiła: - Piękny rajd. Bardzo się cieszę, że w nim wystartowałam. Poprzednie biegówki były cudowne, zwłaszcza ten dziewiczy las. To wspaniałe tereny na rajd.

Organizatorzy, widząc że trasa sprawia spore trudności, zdecydowali się skrócić nominalny dystans biegówek o ok. 10-15 km. Mimo to, żadna ekipa nie zdołała zaliczyć całej trasy - nawet Salewa Trailteam i Red Fox zrezygnowali z 1 punktu. Po ok. 65 godzinach ścigania, zawodnicy mieli do wykonania zadanie logiczne. O ile niektórym zajęło ono prawie godzinę, Polacy wykonali je w 15 minut, natychmiast wsiedli na rowery i pognali na kolejne zadanie linowe.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Niedługo potem zawitali na przepak, czyli strefę zmian, w bazie rajdu, chwilę odpoczęli, zjedli coś ciepłego i wyszli na ok. 25 km trekking. Kilka zespołów pokonało ten dystans wspólnie, wzajemnie się pilnując i nie spuszczając z oczu innych ekip. Polacy i Rosjanie byli również w tej grupie. Sytuacja wyglądała tak, że oba teamy miały taką samą liczbę zgromadzonych punktów, ale ze względu na kary czasowe Red Foxa (nie wykonali zadania specjalnego i nie mieli wymaganego sprzętu na jednym z odcinków) i bonusy Salewa Trailteam (czekali na dowiezienie swoich rzeczy przez organizatorów do strefy zmian i w kolejce na wykonanie zadania linowego), polski zespół miał ponad 3 godziny "przewagi". Inne zespoły miały mniej podbitych punktów, więc nie liczyły się już w walce o zwycięstwo. Kluczowe było zatem pilnowanie Rosjan i robienie dokładnie tego co oni. Stojąc na 57 punkcie Artur Kurek podszedł do teamu Red Foxa pytając: - To jak, idziecie na 58? Bo wiecie, my pójdziemy wszędzie tam, gdzie wy. Zrezygnowani Rosjanie postanowili odpuścić i wracać do bazy - na ostatni etap konny. Trzecia doba rajdu, zwłaszcza zimowego dzieje się trochę w zwolnionym tempie. Zespoły poruszają się już wolniej, wolniej mówią i wolniej podejmują decyzje. Nikt już nie myśli o wycofaniu się, zakończeniu "męki", walki z mrozem i wycieńczeniem. W powietrzu czuć już zapach mety, ciało zaczyna przypominać sobie czym jest ciepły prysznic i jak miło będzie poleżeć pod kołdrą. Ale dopiero za kilka godzin, bo skoro przeżyłeś już tyle i tyle zniosłeś, to jak mógłbyś się wycofać, jak odpuścić?

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Etap konny, który kończył rywalizację, był czystą formalnością. Każdy zespół otrzymał 2 konie, więc dwóch zawodników musiało iść, a dwóch mogło jechać, oczywiście z opcją zmieniania się. Konie, lekko speszone nieobeznanymi jeźdźcami, były nieco niesforne - niektóre stawały w miejscu, inne "porywały" zawodników szybkim kłusem nie w tę stronę co trzeba...
- Było zimno, bo tempo było bardzo powolne - opowiadała Justyna Frączek już na mecie. - Zmienialiśmy się czasem, raz szłam, innym razem jechałam wierzchem - dodaje. - W jednym z czeskich zespołów dziewczyna spadła z konia. Nic się nie stało, bo wpadła w śnieg - opowiada Piotr Dymus, który pojechał na rajd fotografować. Konie pojawiły się na polskim rajdzie po raz pierwszy w historii. Większość zawodników nie do końca wiedziała jak z nimi postępować, albo nie miała pojęcia. Mimo to, wjazd na metę na Hucułach był spektakularny.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Po blisko 80 godzinach rywalizacji, niezwykle zmęczony ale szczęśliwy zespół Salewa Trailteam przekroczył linię mety, zdobywając Mistrzostwo Europy w Adventure Racing. Nagrodą za zwycięstwo jest prawo bezpłatnego startu w Mistrzostwach Świata, które odbędą się pod koniec roku w Kostaryce! Nagroda jest tym bardziej cenna, że nie ma w zasadzie możliwości zapisu na te zawody - lista startowa już jest pełna.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Na kolejnych miejscach podium znaleźli się Rosjanie (Garmin/Arena/Red Fox) i międzynarodowy zespół estońsko-łotewsko-czeski (ACE Adventure Team/Ebike.lv). Ogorzałe, czerwone twarze, zmrożone ręce i stopy, obolałe ciało i wąskie, opuchnięte szparki zamiast oczu. Tak wyglądali ci, którzy docierali do mety przy stadninie koni w Regietowie. Mimo to wyglądali na bardzo szczęśliwych. Ostatecznie sklasyfikowanych zostało 9 ekip, w tym 4 polskie - dla wszystkich wielkie brawa za piękną walkę na trasie.

AREC 2013 - Mistrzostwa Europy w Rajdach PrzygodowychMagda Ostrowska-Dołęgowska (HTC One X)

Czy warto męczyć się na trasie takich zawodów, nie śpiąc, znosząc zimno, zmęczenie, pęcherze, obtarcia i ból mięśni? Dobrze podsumował to Konrad Ciuraszkiewicz z zespołu Tetrahedron: - Zajęliśmy 6 miejsce na Mistrzostwach Europy w Rajdach Przygodowych! Na niezwykle malowniczej trasie w Beskidzie Niskim spędziliśmy prawie 79 godzin. To były najbardziej wymagające zawody w jakich kiedykolwiek startowałem. Prawdziwe Adventure przez duże A.

Tekst: Michał Unolt, Magdalena Ostrowska-Dołęgowska

Przeczytaj również o ubiegłorocznej edycji rajdu zimowego w zapowiedzi AREC 2013.
Więcej informacji na stronie www.team360.pl