Bieganie i zwiedzanie - połączenie doskonałe

Widok wycieczki, prowadzonej po mieście przez przewodnika, która grzecznie wodzi wzrokiem za jego palcem i słucha opowieści o mijanych miejscach, jest czymś całkowicie naturalnym. Zwłaszcza w dużym mieście. Ale zmiana kilku szczegółów - butów, strojów i przyspieszenie sposobu poruszania, sprawia, że dostajemy widok niecodzienny, a dla nas, biegaczy - bardziej atrakcyjny. Małgorzata Smolińska opowiada o biegowych wycieczkach po miastach.

Ostatnie wakacje, Edunburg. Jestem tu pierwszy raz, odwiedzam przyjaciółkę Kasię, która razem z tysiącami innych wyjechała w poszukiwaniu pracy, gdy tylko tutejszy rynek pracy otworzył się dla Polaków.
Miasto piękne. Jest początek sierpnia, upał, podobno rzadko spotykany na szkockiej ziemi. Trwa Fringe, festiwal, o którym wcześniej nigdy nie słyszałam. To jak targowisko próżności, na Królewskiej Mili czyli głównej ulicy historycznego centrum, nie sposób się przecisnąć: setki przebierańców, magików, teatrów ulicznych, co krok ktoś nawołuje, że o tej i o tej, tu i tu odbędzie się jakiś pokaz. Fringe przyciąga i artystów i turystów: podobno w tym czasie liczba ludzi w Edynburgu wzrasta o milion.

Staying Alive Running Club - organizują biegowe wycieczki po EdynburguStaying Alive Running Club

Staying Alive Running Club - organizują biegowe wycieczki po Edynburgu.

Żyją bo biegają
Pewnego popołudnia wśród "nawoływaczy" zauważam trzy osoby w jednakowych niebieskich koszulkach trzymających tablicę Staying Alive Running Club - klub biegaczy "pozostających przy życiu" - zabawne zapożyczenie z piosenki Bee Gees. Zaczynam rozmawiać bo wątek biegowy przyciąga mnie zawsze jak magnes (notabene mam w torbie buty sportowe, które pokazuję na dowód, że nie jestem człowiekiem z przypadku). To grupka biegających przyjaciół. Chcieli urozmaicić zwykłe treningi i właśnie zaczynają cykl cotygodniowych wycieczek biegowych po Edynburgu. Następnego dnia na miejscu zbiórki okazuje się, że z całej ósemki, która przyszła, jestem jedyną nie-Szkotką. Do dziś wspominają w e-mailach "Margaret, byłaś naszym pierwszym biegaczem-turystą".
Prowadzą takie biegowe wycieczki po mieście do dzisiaj, przewinęły się tu chyba wszystkie nacje, wiem, że ostatnio byli i Węgrzy i Rosjanie, Niemiec, Grek i kilka osób z Afryki. Oraz Anglicy, których Klub konsekwentnie uważa za obcokrajowców.

Bokami po Edynburgu...
Na początku oddaję torbę z rzeczami do przebrania Mike'owi, ładuje ją do samochodu i dowiezie potem na ostatni planowany postój. To bardziej krajoznawcze niż biegowe doświadczenie, bo dystans ok. 6 km zajmuje nam 2 godziny. Zatrzymujemy się co moment i wtedy albo Tom, albo Liane, albo Lynne robią nam mały wykład o mijanych miejscach. Są świetnie przygotowani, w plecaczku mają notatki, wydruki. Zaczynamy na obrzeżach, mamy zakończyć na Grassmarket czyli placu pod Zamkiem, ale biegniemy bokami, zaliczamy miejsca "nieprzewodnikowe", m.in. nieczynny tunel, podobno najstarszy w Wielkiej Brytanii, przerobiony na ścieżkę rowerową i dowiaduję się, ile kosztowała budowa kontrowersyjnego budynku parlamentu Szkocji,
Moją wiedzą o tych edynburskich "bokach" zaskoczyłam przyjaciół mieszkających tam od lat.
Na Grassmarket nie rozchodzimy się tak po prostu, ależ skąd! Idziemy do pubu. Lokalne piwo serwuje mi Polka, rozmawiamy. Wiem, że finał w pubie to żelazny punkt programu do dziś.

 

Edynburg - tutaj również organizowane są wycieczki biegowe połączone ze zwiedzaniem miastaShutterstock

Edynburg - tutaj organizowane są wycieczki biegowe połączone ze zwiedzaniem miasta.

...i po prawdziwej Warszawie
O wiele dłuższe i wymagające wycieczki robią biegacze w Warszawie. Kilkanaście kilometrów, czasem nawet 25. Biegi po Prawdziwej Warszawie odbywają się co cztery tygodnie, kolejny - w Niedzielę Wielkanocną. Wymyślił je półtora roku temu Piotr Krawczyk aka "Dziki", zapalony biegacz, a każdą prowadzi - biegnąc - Rafał Staniszewski, psycholog, licencjonowany przewodnik po stolicy.
Bieganie przez 20 km i jednoczesne mówienie jest chyba wyczerpujące? - pytam Rafała. On się śmieje: - To dobre przygotowanie tlenowe do maratonów. Staram się mówić o wszystkim w biegu, ale gdy jesteśmy np. na takim Placu Narutowicza, gdzie roi się od zabytków, to musimy się zatrzymać.

 

Biegi po Prawdziwej Warszawie - wycieczki biegoweArchiwum Piotra Krawczyka

Warszawskie wycieczki - w przeciwieństwie do tych edynburskich - to za każdym razem inna dzielnica, inna trasa, dlatego trzeba sprawdzać na Facebooku, gdzie danej niedzieli jest start. Ale tak jak w przypadku moich szkockich przyjaciół, warszawiacy biegają nie tradycyjnymi szlakami turystycznymi, ale docierają też do miejsc nieodkrytych lub zapomnianych: ogrodów Ulrychów na Woli, na miejscu których rozpanoszyło się centrum handlowe czy do kamienic na Pradze Północ, gdzie widać jeszcze rosyjskie napisy z czasów zaborów. Na "mecie" każdej wycieczki jest quiz z nagrodami wykonanymi przez podopiecznych Ośrodka Integracji Społecznej Stowarzyszenia Terapeutów: dzieciaki i starszych z autyzmem. - Robią fantastyczne medale: biegnącą syrenkę, biegnący pałac kultury. - mówi Rafał. A Dziki dodaje: - Aż czasem nie chce mi się wierzyć, że ludzie biegnąc tak pilnie słuchają i potem pamiętają, kto zaprojektował jakąś willę na Saskiej Kępie.

Biegi po Prawdziwej Warszawie - wycieczki biegoweArchiwum Piotra Krawczyka

Radość w czystej postaci
Organizatorzy cieszą się z każdego nowego krajoznawczo-biegowego zapaleńca, ale woleliby, żeby liczba osób na każdym spotkaniu nie przekroczyła 50, bo wtedy trudniej zapewnić komfort i bezpieczeństwo biegu. I mogliby zagubić trochę tego familijnego radosnego klimatu, jaki panuje teraz. Rafał Staniszewski dodaje: - Mam donośny głos, to - nawet jak przychodzi na spotkanie 40 osób - jeszcze daję radę, czasem przypinam do paska mały "przewodnicki" głośnik. Ale jak będzie nas np. setka, to chyba Dziki będzie musiał sprzęt nagłaśniający w plecaku nosić, tak jak to robią na pielgrzymkach. A pamiętam, że na pierwszym biegu było nas czterech. Jak skończyliśmy biegać po Żoliborzu, to zasiedliśmy w słynnym barze mlecznym "Sady" na pomidorówce z bułeczką.

Biegi po Prawdziwej Warszawie - wycieczki biegoweArchiwum Piotra Krawczyka

Ale nie trzeba zorganizowanej grupy, żeby zwiedzać biegając. - Miałem kiedyś na obozie w Brzozie taką parę - brali plecaczki na plecy i biegli kilka kilometrów do Bydgoszczy, żeby pozwiedzać. - mówi Piotr Mańkowski, trener maratonki Małgorzaty Sobańskiej, teraz organizator obozów biegowych. - Myślałem, że chłopak jest jakimś architektem, bo tak pięknie potrafił o tych bydgoskich budynkach i kanałach opowiadać.
Mańkowski potwierdza, że na obozy biegowe często przyjeżdżają ludzie, którzy łączą trening z oglądaniem świata, niektórzy nie ruszają się bez aparatu fotograficznego i potem robią zdjęcia w biegu. Charakterystyczne jest, że nie ma tu parcia na wynik, na poprawianie życiówki, jest czysta radość z ruchu i kontaktu ze światem.

 

Central Park w Nowym Jorku - to wyjątkowe miejsce, które przyciąga biegaczy jak magnesShutterstock

Central Park w Nowym Jorku - to wyjątkowe miejsce, które przyciąga biegaczy jak magnes

Nowy Jork i Chengdu
- Gdziekolwiek się wybieram, zabieram buty biegowe. Jak jestem na wakacjach w nieznanym miejscu, biegnąc bardziej skupiam się na zwiedzaniu niż na wysiłku. No i oczywiście tak można zobaczyć dużo więcej niż chodząc - mówi Ania Trzcińska, 35 lat, z Warszawy, na koncie cztery maratony, kilkanaście półmaratonów. Zwiedziła tak wiele polskich miast, ale też Berlin, Rzym, Genewę.
Najciekawsze zwiedzanie w biegu zdarzyło jej się jednak dużo dalej: w Nowym Jorku. - Zaczęło się niewinnie od Central Parku. To klasyk gatunku - biegacz nie może tego odpuścić. Ale po godzinie kręcenia się w kółko wśród setek innych ruszyłam w miasto. Wolę, gdy coś mnie zaskakuje za każdym rogiem: nowe budynki, sklepiki, stragany.
Chciała biec Broadwayem, ale był zbyt duży tłum, mimo wczesnej pory. Krążyła więc po mniej uczęszczanych uliczkach bocznych. Zapomniała o zmęczeniu. Jedynie co godzinę zatrzymywała się w sklepiku, by uzupełnić i w kawiarni, by oddać płyny.
- Nie wiem ile zrobiłam kilometrów, ale tak mnie wciągnął ten Manhattan, że gdy zegarek pokazał 4 godziny i 40 min, pomyślałam, że wypada kończyć. Nigdy nie biegłam tak długo! - mówi Ania.
Ale hitem ostatnich miesięcy było dla Anny bieganie w Chengdu w Chinach. - Byłam wyposzczona od biegania. Aż mi się nogi same kręciły. Zrobiłam 15 km po głównych ulicach miasta i wzbudzałam furorę. Bo tu każdy biały człowiek zwraca uwagę, a biegający biały człowiek tym bardziej. Ale jeśli jest to biała biegnąca wysoka kobieta to już atrakcja do kwadratu. Czułam, że nie tylko doznaję nowych wrażeń estetycznych, ale i przechodnie.

Tekst: Małgorzata Smolińska

Biegi po prawdziwej Warszawie - znajdź ich na Facebooku, sprawdź kiedy następna biegowa wycieczka i przyłącz się.

Staying Alive Running Club - jeśli chcesz przyłączyć się do grupy biegaczy w Edynburgu - znajdziesz ich na Facebooku.