Nasze ulubione 10 kilometrów

W 421 biegach na 10 km, które w tym roku odbyły się w Polsce, wystartowało ponad 145 tys. zawodników. A przecież sezon jeszcze trwa! Skąd ten fenomen "dychy"? I jak popaść w to szaleństwo z głową?

CO, GDZIE, JAK - WSZYSTKO O XXV BIEGU NIEPODLEGŁOŚCI

Polska biega pełną parą, a Polacy pokochali biegi na 10 km. Liczba ponad 145 tys. osób, które w tym roku już zmierzyły się z tym dystansem, magnetyzuje.

Magnetyzuje obserwatorów, z których niemała część łyka bakcyla i zaczyna biegać. Magnetyzuje biegaczy, bo w takiej masie czuć moc. Magnetyzuje ekonomistów, kluby, trenerów, firmy i sklepy sportowe, bo wartość rynku biegowego szacuje się w Polsce już na

1,5 mld złotych. I wreszcie frapuje lekarzy, którzy biją na alarm, że zaczynamy biegać bez pojęcia o tym, jak powinno się to robić. Z większym lub mniejszym pojęciem z każdą kolejną imprezą biegową chętnych do startu przybywa. Limit 12 tys. miejsc na tegoroczny XXV Bieg Niepodległości wyczerpał się po 32 godzinach zapisów. "Dogrywka", w której do przejęcia było dodatkowe tysiąc pakietów, trwała niespełna pięć minut.

- Nie darowałbym sobie. Bieg Niepodległości ma niepowtarzalną atmosferę i choć jest naprawdę masowo, nie czuć w nim komercji - mówi Marek, który zdobył pakiet rzutem na taśmę . Filip biega regularnie, trzy-cztery razy w tygodniu. - 10 km to najwdzięczniejszy dystans. Na treningu przebiegam go bez najmniejszego problemu. Na biegu ulicznym lubię podkręcić tempo i rzeczywiście się pościgać. Atmosfera, kibice, adrenalina temu sprzyjają - przyznaje. Asia przekonuje, że na takim biegu więcej energii dostajesz, niż zużywasz. - Nie traktuję tego jako wyzwania sportowego. Biegnę, bo klimat takich imprez jest genialny. Zazwyczaj, jak uśmiechasz się do kogoś na ulicy, odwzajemnione ci zostaje zdziwione spojrzenie pt. "Czy my się znamy?". Tu wszyscy się do siebie szczerzą i nie ma w tym żadnego podtekstu. Wspólne bieganie to czysta radość - mówi. To będzie dopiero jej druga "dycha". Dla pana Jana byłaby dwudziestą szóstą, ale nie zdążył się zapisać. - Nie żałuję, przyjdę pokibicować tym, którym się udało - mówi.

f

Beztroska dycha

Dlaczego pokochaliśmy 10 km? Swoje robią trendy i rosnąca świadomość wagi aktywności fizycznej. Ale jego popularność bierze się też pewnie stąd, że wiele osób uważa ten dystans za satysfakcjonujący, a wciąż "bezkarny". Utarło się przekonanie, że jest stosunkowo łatwy, nie wymaga katowania się długimi wybieganiami, trwa tyle, ile przeciętny biegacz może poświęcić na trening (ok. godziny). Dla jednych to etap w drodze do maratonu, dla innych - szczyt biegowych marzeń. Efekt - do "dyszki" bierze się każdy.

- 10 km staje się dystansem powszechnym i byłoby dobrze, gdyby powszechna była także wiedza, jak się do niego przygotować - mówi Iwona Lewandowska, jedna z najlepszych polskich biegaczek długodystansowych. Dlatego w dodatku znajdziecie jej 10 porad na temat tego, jak zacząć biegać na tym dystansie (s. 3).

Coraz więcej osób przygotowuje się do biegów według profesjonalnych planów treningowych, szuka informacji, korzysta z otwartych treningów, bada się, dba o siebie i inwestuje w porządny sprzęt. Niemniej wciąż są tacy, którzy twierdzą, że 10 km można przebiec „z marszu”, czyli bez przygotowania.

Od zera do...

- Dla osoby początkującej przygotowanie się do biegu na 10 km powinno trwać minimum sześć miesięcy - mówi dr Andrzej Mioduszewski, specjalista od ortopedii i traumatologii w klinice Ortopedika. Zdrową zasadą jest wzrost obciążenia treningowego o

10-20 proc. co kwartał. W ten sposób dajemy organizmowi czas na wzmocnienie kolagenem naszych stawów i mięśni. To pozwala bez szwanku wytrzymać obciążenia związane z bieganiem długodystansowym. - Trzymając się tej reguły, gdy zaczynamy od zera, pierwszą „dychę” powinniśmy przebiec po 6-7 miesiącach przygotowań. Chodzi o stopniowe i naprawdę powolne zwiększanie obciążeń treningowych - tłumaczy dr Mioduszewski.

- Podstawowy błąd początkujących biegaczy to nabijanie na swój dopiero co uruchomiony biegowy licznik możliwie jak najwięcej kilometrów. Każdy trening to zawody. Biegają, ile się da, do granic wytrzymałości. Nie tędy droga - mówi Weronika Zielińska, była lekkoatletka, a dziś trenerka. Od kilku lat prowadzi treningi funkcjonalne przed Biegiem Niepodległości i innymi biegami z cyklu „Zabiegaj o pamięć”. Co czwartek na salę gimnastyczną WOSiR-u na Rozbracie przychodzą dziesiątki osób o bardzo różnym poziomie sprawności. - Do wszystkiego dochodzi się stopniowo. Na treningach w równym stopniu ćwiczyliśmy siłę i gibkość, co pokorę i wytrwałość - śmieje się Zielińska. Drugim najczęstszym błędem jest właśnie pomijanie takich elementów treningu, jak: rozciąganie, stabilizacja ogólna czy kształtowanie siły. - Bieganie to nie samo bieganie. Dopiero umiejętne przeplatanie różnych środków treningowych daje końcowy sukces - podkreśla.

Dlatego biegajmy z sercem, ale też z głową. Warto spróbować i poczuć tę moc! A przy okazji - bieganie to najlepszy sposób, żeby pozbyć się tych mniej ulubionych, nadprogramowych 10 kilo.