Spełnia marzenia niepełnosprawnych, organizuje dla nich biegi: "Żyję z żebraniny" [WYWIAD]

Zaczynamy wielką biegową akcję - Weekend Polska Biega! Wśród set biegów i 120 tysięcy biegaczy jest kilka wyjątkowych imprez - dziś o 11 na Stadionie Narodowym pobiegnie 70 niepełnosprawnych - niewidomych, poruszających się o kulach, z opiekunami. To wszystko zasługa Janusza Bukowskiego. Potrzeba naprawdę niewiele, by z biegania uczynić nie tylko inwestycję w siebie. Wystarczy "widzieć więcej niż czubek własnego nosa".

Biegowe ciekawostki, porady i newsy. Śledź nas na Facebooku i Twitterze @PolskaBiega

Trwa 10. Weekend Polska Biega. W całym kraju organizowanych jest kilkaset imprez biegowych. Między 23 a 25 maja znów pobiegnie z nami ponad 100 tysięcy biegaczy.

„Widzieć więcej niż czubek własnego nosa” to motto Janusza Bukowskiego, prezesa Stowarzyszenia Dać Siebie Innym i twórcy imprezy „Wybiegaj Sprawność”, dzięki której wielu niepełnosprawnych ma szansę na uprawianie sportu.

Damian Bąbol: „Mam zgodę na bieg na Narodowym podczas majowego Weekendu Polska Biega!” - takiego SMS mi napisałeś. Jak to będzie wyglądało?

Janusz Bukowski: Bardzo lubię waszą akcję. Sam w niej uczestniczyłem wiele razy. Teraz zależało mi, aby włączyć się w nią jako organizator. Zrobię symboliczny bieg na Stadionie Narodowym dla osób niepełnosprawnych, które poruszają się na wózkach, kulach lub są niewidome. Mam nadzieję, że to będzie dla nich niesamowite przeżycie. Liczę, że weźmie udział około 50 osób niepełnosprawnych wraz z opiekunami. Zrobimy kilka kółek po płycie Narodowego. Będzie catering, zrobimy sobie wspólną fotkę i spędzimy fajny dzień. Chciałbym, żeby to był symboliczny manifest. Ci ludzie naprawdę wiele znaczą. Wielkość tego stadionu porównuję z ich wielkością.

Dlaczego tak się zaangażowałeś w pomoc innym?

- Bo są dla mnie prawdziwymi bohaterami, też kochają sport. Często powinni być wzorem dla wielu zdrowych osób, którzy narzekają na życie albo martwią się, bo np. brakuje parę tysięcy do miliona i jeszcze im mało. Niepełnosprawni w ujmujący sposób potrafią cieszyć się z życia. Dzięki determinacji przekraczają największe granice. Powinni być dla nas przykładem.

Jesteś prezesem stowarzyszenia „Dać Siebie Innym” i organizatorem corocznej imprezy „Wybiegaj Sprawność”. W tym roku będzie jej czwarta edycja. Pamiętasz początki?

- Zaczęło się od bezdomnych. Najpierw organizowałem dla nich zbiórki odzieży i żywność. Przez kilka lat jednej parze udało się załatwić mieszkanie komunalne, później się pobrali, znaleźli pracę, wyszli na prostą. Kiedyś też zaprosiłem kilku bezdomnych do siebie na wigilię.

Później pomyślałem właśnie o niepełnosprawnych. Biegam prawie od 30 lat, kocham ten sport. Pamiętam, że ponad cztery lata temu, po wbiegnięciu na metę przeżyłem olśnienie. Nagle pomyślałem, że tą radością z biegania można dzielić się z innymi potrzebującymi i przy okazji pomagać. Wróciłem do domu i oznajmiłem córkom, że spróbuję zorganizować imprezę „Wybiegaj Sprawność”. To był pierwszy krok. Założyłem stowarzyszenie i już po pół roku udało się zebrać pieniądze na specjalny wózek dla Adama, który urodził się z porażeniem mózgowym. Można znaleźć na YouTube jak dziękuje wszystkim darczyńcom. To był wzruszający moment.

W pierwszej edycji „Wybiegać Sprawność” wystartowało w 400 osób. To ogromny sukces.

- Uzbieraliśmy pieniądze na dwa wózki. Jeden z nich dostał Maciek. Kiedy miał 24 lata pijany kierowca wjechał w jego samochód. W sekundę stał się niepełnosprawny. Potrzebował wózka elektrycznego. Marzył, żeby jechać do przedszkola i samemu odebrać córkę. Drugi wózek trafił do Pawła, który również miał sparaliżowane nogi. On z kolei marzył, żeby pokonać maraton. Wszystko skończyło się szczęśliwie, ale nie było łatwo. Martwiłem się, czy dam radę zebrać tyle pieniędzy.

Ile kosztuje jeden wózek?

- 16 tys. zł.

I jak sobie poradziłeś?

- Na początku wszystko szło dobrze, dostałem nawet honorowy patronat od Pierwszej Damy. Myślałem, że to pomoże, ale rozczarowałem się. Niektórzy ludzie zarzucali mi, że popieram akurat PO, a przecież to nie o politykę tu chodzi. Byłem w trudnej sytuacji i nawet zacząłem myśleć o kredycie lub pożyczeniu pieniędzy od przyjaciół. Zastanawiałem się tylko, jakbym później te pieniądze oddał. Nie mogłem jednak zawieść tych ludzi, siebie oraz Pani Anny Komorowskiej. Zacząłem pukać do sponsorów, prosić o pomoc. W ostatniej chwili wszystko się udało. Wspomógł nas m.in. Mercedes. Nieoczekiwanie odezwał się biznesmen i przekazał 5 tys. zł. Do tej pory nas wspiera. Pomaga nam też Urząd Dzielnicy Warszawa-Żoliborz, który udostępnia teren na Kępie Potockiej.

Od początku czułem jednak, że podczas tej inicjatywy towarzyszyło mi jakieś duchowe wsparcie. Modliłem się, żeby wszystko się udało, żeby ten bieg doszedł do skutku. Pamiętam dzień biegu. Było zimno, pochmurnie, zanosiło się na deszcz. Wychodząc z domu, spojrzałem się na obraz Jana Pawła II i powiedziałem „Ojcze Święty pomóż. Spraw, żeby pogoda dopisała”. I pomógł. Godzinę przed biegiem zaczęło wychodzić słońce i przywitało nas piękne błękitne niebo. Ktoś wszedł na scenę i powiedział, że Janusz nawet pogodę zamówił (śmiech). Było pięknie! Teraz wszystko idzie z rozpędu. Polacy lubią pomagać. Mennica funduje mi piękne medale, pozłacane, srebrne i brązowe. Od Pierwszej Damy mam piękne puchary. W kolejnych edycjach uzbieraliśmy na kolejne wózki, kupiliśmy samochód dla pielęgniarek z Domowego Hospicjum oraz wysyłamy osoby na turnusy rehabilitacyjne.

W jaki sposób wyszukujecie osoby, którym pomagacie?

- To się roznosi tzw. pocztą pantoflową. Szukamy ludzi, którzy żyją bardzo skromnie. Nie dość, że spotkało ich nieszczęście, to tacy ludzie najmniej się upominają. Wręczając te wózki, wiem, że dostają je osoby, których nigdy nie byłoby na nie stać.

Muszę powiedzieć, że wspiera mnie dużo młodych ludzi. Garną się do wolontariatu. I to cieszy. Widzą też, jak wybieram korki od napojów z koszy na śmieci. To też jest jakiś sposób na zbieranie pieniędzy. Zbieramy m.in. w przedszkolach, domach opieki społecznej. W jednym roku uzbieraliśmy 40 ton korków, za które kupiliśmy wózek.

Jednym z podopiecznych twojego stowarzyszenia jest Zbigniew Stefaniak, niepełnosprawny maratończyk, który najbardziej zasłynął podczas Półmaratonu Warszawskiego. Co u niego słychać?

- Załatwiłem dla niego nowe kule. Te, na których do tej pory startował, są już mocno wyeksploatowane. Martwię się o jego ręce, są coraz słabsze.

 

Janusz Bukowski (z lewej) i Zbigniew StefaniakFot. Magda Sołtys (Janusz Bukowski z lewej i Zbigniew Stefaniak)

Mówił mi, że co drugi dzień pokonuje półmaraton...

-...No właśnie. Dlatego zbieramy pieniądze na specjalny wózek dla Zbyszka. Każdy może się przyłączyć do naszej akcji. Liczy się każde wsparcie. Numer konta można znaleźć na stronie stowarzyszenia. Mam nadzieję, że w tym roku będziemy mogli go przekazać. Chciałbym, żeby Zbyszek nie tylko biegał o kulach, ale też trenował na wózku. Bo to dla jego dobra.

Mówisz o sobie, że jesteś żebrakiem. Dlaczego?

- Bo tak jest. Często otrzymuję telefony z prośbą o wsparcie. Staram się nigdy nie odmawiać, ale zaznaczam, że żyję z żebraniny. Na różnych imprezach staram się podchodzić do biznesmenów, działaczy sportowych i proszę o wsparcie tych niepełnosprawnych.

Jak ich do tego przekonujesz?

- Przede wszystkim zwracam się z gorącą prośbą, aby nie wyrzucali wizytówki stowarzyszenia, które im wręczam. Apeluję, aby w tym swoim codziennym pędzie znaleźli chwilę i zajrzeli na stronę dacsiebieinnym.pl. To działa. Wielu przekonałem do pomocy m.in. Jana Kulczyka, który jest zalewany wieloma prośbami. Powiedział, że jest pod wrażeniem tej idei i mi pomógł, za co mu bardzo dziękuję.

Wiele osób w ramach majowego Weekendu Polska Biega organizuje charytatywne biegi. Jakbyś zachęcił innych, którzy się jeszcze wahają zdecydować na coś podobnego?

- Satysfakcja jest bezcenna. Potrzeba tylko trochę chęci, odwagi i konsekwencji. Nie zrażajmy się jakimiś niepowodzeniami. Nie ma chyba większej nagrody niż uśmiech szczęśliwego człowieka, któremu w jakiś sposób pomogliśmy. Ale nie musimy tylko pomagać niepełnosprawnym. Jest wiele innych inicjatyw. Możemy zebrać pieniądze na książki czy zabawki dla domu dziecka. Czasami warto spojrzeć przed lustrem i odpowiedzieć sobie, czy mogę zrobić coś dla innych. Czy stać mnie, żeby nieco zmodyfikować swój dotychczasowy styl życia.

Często startujesz w koszulce z napisem „Widzieć więcej niż czubek własnego nosa”.

- To moje motto. Uważam, że w każdym z nas jest potencjał. Nie możemy powiedzieć, że czegoś nie da się zrobić. Najważniejsze, żeby sobie zaufać i wierzyć, że możemy zrobić coś naprawdę fajnego. Nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko zdjąć tę blokadę w głowie i zacząć się rozglądać. Bo wokół nas są ludzie, którzy potrzebują pomocy.

Rozmawiał Damian Bąbol

Masz pytania? Podyskutuj z nami na FORUM!