Potęga gestu

O inicjatywie "Biegiem na Majdan" opowiada jej ojciec-organizator, Piotr Pacewicz.

A gdyby tak na Ukrainę? Pomysł zaiskrzył w głowie Kamila Dąbrowy. Siedzieliśmy w dostojnych fotelach Polskiego Radia w trzech, z Wojtkiem Staszewskim i aż zaczęliśmy przebierać nogami. To co, sztafeta , jaką zrobiliśmy w „Polska Biega”? Do Kijowa? Smartfony powiedziały, że kilometrów jest 800. Daleko, ale spróbujmy tak wycyrklować, żeby wbiec na Majdan w dziesiątą rocznicę Pomarańczowej Rewolucji i pierwszą protestu, który dał Ukrainie wolność a potem przyniósł wojnę.

Zacząłem krążyć po biegających znajomych, głównie z mediów. Rozsyłałem tekst: „Chcemy wyrazić wdzięczność Ukrainie za przypomnienie Europejczykom, jak cenne są europejskie wartości. Głośno powiedzieć, że inter arma musae NON silent, że sztuka (także - sztuka biegania) nie powinna teraz zamilknąć”. Patetycznie, ale się podobało. Zgłaszał się, kto mógł. Dążyłem do parytetu, skończyło się na solidnej kwocie dziewczyn: 10/28.

Na Roberta Korzeniowskiego wpadłem wracając z treningu. Aż się wzruszył: „Ja mam ukraińskie korzenie, wiedziałeś o tym?”. Inni też mają powody: Marta Ciastoch ma chłopaka Ukraińca, Ania Dąbrowska i Piotr Skrzypczak otwierają Lublin dla imigrantów. Mirek Bieniecki poza morderczym „Rzeźnikiem” organizuje transgraniczny bieg „Polesie”. Piotr Kraśko robił „Wiadomości TVP” z Kijowa, gdy Majdan cieszył się Euro 2012 i gdy rok później broczył krwią.

Jacek Kozłowski bez zbędnej zwłoki wpisał daty w swoim kalendarzu wojewody. W 2008 r. biegł z nami do Krakowa, podobnie jak Witek Misztela, który ma życiówkę w maratonie 1:47. Nie pomyliłem się. On zapyla na wózku! I nie znosi Putina...

Założyliśmy średnie tempo 10 km/godz., bo przeszkadzać będzie noc, chłód, deszcz czy - nie daj Boże - śnieg. Żeby to nie trwało bez końca, trzeba pobiec- jak mówią Anglicy - round the clock. Żeby być w Kijowie 22 listopada rano musimy wyruszyć z Warszawy nad ranem 18 listopada.

Jak to zaplanować, żeby dać się ludziom czasem wyspać? I zabezpieczyć przed wściekle pędzącymi TIR-ami? W Polsce biegliśmy po lewej stronie drogi, a z tyłu toczył się bus. Teraz wybraliśmy inaczej: bieg po prawym poboczu w światłach busa, bo w listopadzie jasno jest tylko przez osiem godzin na dobę.

Bus wiezie kolejne „zastępy” po sześć osób, z których każda biegnie przez ok. godzinę i oddaje kolejnej pałeczkę. Dwa busiki krążą między trasą i hotelami odwożąc „zastępy” po biegu i dowożąc kolejne. Ułożenie tego rozkładu jazdy przypominało zagadkę o przewożeniu przez rzekę kozy, kapusty i wilka.

„Zastępy” będą cztery. Hotele trzy. Kierowców musi być czterech, bo mają swoje BHP. Organizujemy to wszystko we dwójkę - z Beatą Szulęcką, z którą prowadzimy Fundusz Mediów, fundację Towarzystwa Dziennikarskiego. Kupujemy: lampki tzw. czołówki, kamizelki odblaskowe, batony energetyczne, izotoniki, folie do okrywania się po biegu, plastry, opaski i bandaże, maści lecznicze, okłady z „lodu-żelu” (a więc i lodówkę samochodową), suszarkę do ubrań, bo mokre ciuchy to mogiła. Do tego hotele, transport, jedzenie. Kasy odmawiały nam firma po firmie. Już wpadaliśmy w rozpacz, gdy zgłosił się Wiesław Generalczyk („Poradnika handlowca”), zdobywca korony sześciu największych maratonów świata (!). Oczywiście miał biec z nami, ale zły los mu nie pozwolił. Ktoś dał mi telefon do Kulczyk Holding. „Ładny pomysł. Nie, żadnego logo nie trzeba. Wystarczy, że o nas wspomnicie” - Jarosław Sroka, do niedawna dziennikarz. No to wspominam.

Głównym partnerem został PZU. Dali wkład finansowy, rzeczowy (ubezpieczenia) i osobowy w postaci rzecznika Michała Witkowskiego.

Śladem Wyszehradu jest obecność Martina M. Simecki, pisarza i dziennikarza słowacko-czeskiego. Jego wytłumaczenie dlaczego biegnie wbiło nas w bieżnię, zwłaszcza kawałek o biegu „z Polakami - tymi zwariowanymi romantykami, którzy może już jako ostatni na świecie wierzą w potęgę gestu”. Właśnie - potęga gestu. Ale przecież gest może być fałszywy! Albo źle odebrany jako medialna lipa czy rozdmuchane polskie ego. Czy oni nie pomyślą, że mamy nierówno pod sufitem? - pyta aktywista Rafał Lipa. Reakcje z Kijowa pokazują, że nie. Oni są spragnieni gestu, tak jak my byliśmy w stanie wojennym. Wierzą, że nasz Bieg przypomni światu, że jest Ukraina w potrzebie, w żałobie, w nadziei.

Piotr Pacewicz

WIĘCEJ INFORMACJI O AKCJI CZYTAJ NA WWW.POLSKABIEGA/BIEGIEMNAMAJDAN

Partnerem strategicznym akcji jest:

Logo PZU ZdrowiePZU