Licencje dla biegaczy. PZLA: "Nie chcemy biegaczy oskubać z pieniędzy" [WYWIAD]

25.11.2014 18:47
Coraz więcej Polaków trenuje bieganie

Coraz więcej Polaków trenuje bieganie (Fot. Sebastian Wolny/Agencja LIVE)

Zarzuca nam się, że planujemy skok na kasę biegaczy. To nieprawda. Dlaczego nikt nie mówi, że w ostatnich latach znacznie wzrósł koszt pakietów startowych? Ceny startów najczęściej zaczynają się od 50 zł. To nie jest kasowanie biegaczy? Pamiętam, że jeszcze niedawno wpisowe wynosiło 10 czy 15 zł - mówi Janusz Szydłowski, przedstawiciel PZLA, koordynator projektu związanego z licencjami dla biegaczy.

ff

Plan związku: wprowadzić dla amatorów darmową kartę biegacza i licencję, tzw. premium - za kilkadziesiąt złotych rocznie. Licencja premium dodatkowo dałaby mu ubezpieczenie, zniżki na sprzęt sportowy, rabaty na opłaty startowe oraz korzystne ceny za kompleksowe badania medyczne we wskazanych placówkach.

Związek chce też wydawać licencje imprezom. I oceniać poziom organizacji. Certyfikat byłby bezpłatny, ale warunkiem jego otrzymania byłoby spełnienie standardów bezpieczeństwa biegu. Projekt ma już nazwę: „Klub biegacza PZLA”. Jego koordynatorem jest Janusz Szydłowski.

"Pachnie to wyciąganiem pieniędzy" - internet krytycznie komentuje pomysł PZLA ws. licencji dla biegaczy

Pomysł PZLA wywołał burzę wśród biegaczy i organizatorów imprez. - Jaki bałagan w biegach amatorskich? Są na bardzo wysokim poziomie. Mam nadzieję, że ten głupi pomysł wyląduje tam, gdzie jest jego miejsce. Uważam, że to kolejny niemądry pomysł urzędników na to jak uzasadnić swoje istnienie i stworzyć kolejne miejsce pracy dla innych urzędników - uważa Marek Tronina, szef Maratonu Warszawskiego.

PZLA vs. organizatorzy biegów: "To niemądry pomysł urzędników"

Damian Bąbol: Ale się zagotowało...

Janusz Szydłowski: - Niestety, nie wiem o co tyle krzyku. Zostałem źle zrozumiany przez ludzi z Polskiego Stowarzyszenia Biegów, które najpierw poprosiło mnie o przedstawienie założeń i konsultację tego projektu podczas konferencji w Zielonej Górze z udziałem organizatorów biegów. Przyjechałem, opowiedziałem, a potem słyszę z ich strony zarzuty, że PZLA chce wprowadzać jakieś krzywdzące pomysły bez żadnej rozmowy. A przecież pojechałem tam właśnie po to, żeby z nimi to przedyskutować.

Organizatorzy imprez zarzucają PZLA, że niepotrzebnie angażuje się w rekreację i biegi masowe.

- Jeżeli imprezy biegowe nazywane są rekreacją, to dlaczego zapraszani są zawodnicy z Afryki? Dlaczego startują w nich reprezentanci Polski i innych krajów? To jest rekreacja? Ja uprawiam rekreację, kiedy wychodzę dwa razy w tygodniu do lasu, żeby pobiegać 5 km. Jeżeli biorę udział w zawodach, to przechodzę w sport amatorski. Kto inny jak nie związek ma się zajmować pewnym nadzorem i legislacją w tej sferze?

Dlaczego właśnie teraz PZLA bierze się za biegi?

- To rewolucyjny pomysł i być może dlatego ludzie mają problem z jego odbiorem. Chcemy uporządkować biegi amatorskie, wprowadzić jak najlepsze standardy bezpieczeństwa na imprezach. Nikogo do niczego nie chcemy zmuszać. Wychodzimy z ciekawą propozycją.

A mi się wydaje, że nagle PZLA zdał sobie sprawę, że pociąg o nazwie „biznes biegowy” rozpędza się coraz bardziej i jest ostatni moment, aby do niego wskoczyć i przy okazji zarobić.

- Biegi są integralną częścią lekkiej atletyki. Ten zmasowany atak na nasz projekt jest prowadzony głównie przez organizatorów biegów. Boją się, że PZLA będzie oceniał ich działania. Zarzuca nam się, że planujemy skok na kasę biegaczy. To nieprawda. Dlaczego nikt nie mówi, że w ostatnich latach znacznie wzrósł koszt pakietów startowych? Ceny startów najczęściej zaczynają się od 50 zł. To nie jest kasowanie biegaczy? Pamiętam, że jeszcze niedawno wpisowe wynosiło 10 czy 15 zł.

Będziecie promować tańsze imprezy?

- Nie. Podaję tylko przykład, bo nam się zarzuca, że chcemy oskubać biegaczy z pieniędzy. Tylko nikt mi nie potrafi wytłumaczyć, w którym momencie ten rabunek miałby się odbywać.

Chcecie wprowadzić płatne licencje dla biegaczy.

- Tak, ale w zamian biegacz zyskuje liczne korzyści: m.in. zniżki na zakup sprzętu sportowego oraz rabaty na opłaty startowe i korzystne ceny za kompleksowe badania medyczne. Planujemy też wprowadzić darmową kartę biegacza, która również gwarantować będzie rabaty przy zakupach sprzętu sportowego.

Ile miałaby kosztować licencja?

- Cena będzie zależała od tego, ile profitów będzie się w niej zawierać. Choćby od tego, czy wprowadzimy do niej ubezpieczenie NNW. Bez niego koszt licencji wyniesie kilkadziesiąt złotych. W przypadku ubezpieczenia byłoby to około 30 zł więcej, ale nabywając licencję biegacz byłby ubezpieczony przez cały rok. Jeśli jednak okaże się, że biegacze nie zechcą dodatkowo za nie płacić, nie będziemy się upierać. Nie mamy w tym żadnego interesu. Chcemy też prowadzić bazę wyników, z której będzie można na bieżąco korzystać.

Baza wyników, czyli baza danych...

- Tak, bo przecież potrzebujemy jakichś danych, ale tylko - co mocno podkreślam - na użytek naszych partnerów. Oni będą mieli możliwość komunikacji z biegaczami z licencją poprzez adres mailowy, ale tylko po to, by poinformować o swojej ofercie.

Projekt „Klub biegacza PZLA” dotyczy się również biegów, które miałyby być certyfikowane - PZLA nadawałby gwiazdki w zależności od poziomu organizacji. Jak chcecie przekonać organizatorów, żeby przyłączyli się do tego pomysłu i starali się o certyfikat?

- Gwarantuję, że z kilkoma z nich rozmawiamy i w pełni akceptują nasze wytyczne.

Marcin Kuriata, dyrektor Biegu Niepodległości twierdzi, że nie widzi w waszej propozycji żadnych korzyści. Mówi wprost, że to skok na suwerenność i kasę biegaczy.

- Z panem Kuriatą jeszcze nie rozmawialiśmy, ale z szefami maratonów już tak. Dlaczego niektórzy organizatorzy tak się pieklą na nasz pomysł? Bo ktoś spoza środowiska chce ich obiektywnie zweryfikować?

Startowałem w Biegu Niepodległości. Trasa była świetnie zabezpieczona i oznakowana.

- Więc w czym problem? To oznacza, że poziom organizacji jest wystarczający do otrzymania certyfikatu PZLA. Jeżeli organizator nie będzie chciał naszej rekomendacji, to oczywiście nie będziemy go do tego zmuszać.

Certyfikat imprezy byłby bezpłatny, ale jednym z wymogów byłoby ubezpieczenie uczestników od nieszczęśliwych wypadków oraz pokrycie kosztów przyjazdu delegata związku.

- Chcemy, żeby zawodnicy byli ubezpieczeni, tak jak jest podczas imprez organizowanych pod egidą PZLA. Jest kilka możliwości, m.in. to organizator ubezpiecza wszystkich zawodników lub biegacze sami wykupują ubezpieczenie lub oświadczają, że takowe posiadają.

Ja nie mam żadnego interesu, żeby sprzedawać komukolwiek ubezpieczenie, jak mi niektórzy zarzucają. W myśl ustawy o sporcie uczestnicy muszą być ubezpieczeni od następstw nieszczęśliwych wypadków. Stąd pojawił się punkt o obligatoryjnych ubezpieczeniach. Ale jeśli organizatorzy stwierdzą, że nie jest im na rękę wymagać od uczestników ubezpieczenia NNW, to niewykluczone, że zrezygnujemy z tego wymogu.

Czy jeśli nie wyrobię karty lub licencji biegacza, to będę mógł pobiec w biegu certyfikowanym przez PZLA?

- Tak. Wszystko zależy od organizatora biegu. Jedynie w przypadku imprez rangi mistrzostw Polski klasyfikowani będą wyłącznie licencjonowani biegacze. Oczywiście zawodnicy bez takiej licencji też będą mogli wystartować i ich wyniki zostaną uwzględnione, ale nie będą brane pod uwagę tylko w rankingu mistrzowskim.

A co z cyklicznymi biegami, jak np. parkrun, które są darmowe i organizowane co tydzień w parkach? Nie będzie ich raczej stać, aby opłacać przyjazd delegatów PZLA?

- To impreza rekreacyjna, nastawiona bardziej na zabawę niż wynik, która nie musi podlegać certyfikacji. Jeśli jednak szefowie parkrunu będą chcieli się do nas przyłączyć, to chętnie udzielimy patronatu tej imprezie. Nasze logo może się tam pojawić, ale w innym wymiarze.

Kiedy chcecie ogłosić całość projektu?

- Trwają rozmowy z partnerami, a dopóki nie podpiszemy umów, nie możemy za wiele zdradzać. Na opinie ze strony organizatorów biegów czekamy do 5 grudnia. Projekt mógłby ruszyć w lutym lub marcu.

Naszym długofalowym celem jest zachęcenie biegaczy do przeniesienia się do klubów lekkoatletycznych. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kluby nie są jeszcze do tego gotowe na sto procent. Będziemy to poprawiać. Zależy nam, żeby biegacze mieli zapewnioną odpowiednią infrastrukturę, czyli szatnię, natryski oraz mogli w klubie znaleźć fachową pomoc, czyli wykwalifikowanego trenera.

W jaki sposób chcecie do tego doprowadzić?

- Na podstawie liczby biegaczy posiadających kartę lub licencję, chcielibyśmy się zwrócić do lokalnych klubów z ofertą. Moglibyśmy opłacić dwóch trenerów, którzy byliby dostępni dla biegaczy dwa lub trzy razy w tygodniu.  Chcemy pokazać ludziom, że jest istnieje jeszcze coś takiego jak klub lekkoatletyczny, że biegacze mogą i powinni zwracać się z poradą do instytucji sportowej, a nie do przypadkowych osób, które uczą jak biegać.

Rozmawiał: Damian Bąbol

O bieganiu dla początkujących i zaawansowanych przeczytaj w książkach >>

Komentarze (97)
Licencje dla biegaczy. PZLA: "Nie chcemy biegaczy oskubać z pieniędzy" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • Maciej Lukaszewicz

    Oceniono 245 razy 241

    Zajebisty pomysł, żeby coś co działa świetnie bez urzędników wcisnąć w ręce urzędników. Licencje, kluby lekkoatletyczne, delegaci, wystawiacze licencji, weryfikatorzy licencji, przetargi na systemy informatyczne, samochody dla delegatów, serwery, budynki które to pomieszczą, spotkania delegatów, spotkania z partnerami, przetarg na ubezpieczenia, przetarg na stronę z bazą wyników.... Ile nowych pięknych możliwości.

  • Alina Borkowska

    Oceniono 196 razy 166

    płacę składkę zdrowotną na ZUS z tytułu dwóch firm w których pracuję (swojej i męża), razem 540zł miesięcznie, ale teraz będzie jeszcze lepiej bo pzla weźmie ode mnie kolejną kasę za którą przyzna mi zniżki NA PŁATNE WIZYTY U KOLEJNYCH LEKARZY wyznaczonych przez pzla. tylko się wyprowadzić z takiego kraju!

  • czesu4f

    Oceniono 146 razy 146

    Następnym krokiem powinno być powołanie Polskiego Związku Polskich Związków, który zajmował by się wystawianiem licencji na zakładanie związków. Nie chcemy przecież żeby polskie związki wiązały się bez urzędniczej troski.

  • righttime

    Oceniono 139 razy 133

    Panie Szydłowski, pan kłamie! Jako szef jednego z najwiekszych maratonów napiszę - ze mną nikt z PZLA nie rozmawiał.
    Ile imprez masowych PZLA zorganizował bo nawet Mistrzostw Polski nie organizuje PZLA a prywatna firma, i jakie prawo ma do oceniania innych organizatorów?

  • jakubabramczuk

    Oceniono 127 razy 109

    Bęc! Kolejny dzisiaj (pierwszy na bieganie.pl) "wywiad" przeprowadzony w oderwaniu od faktów, które przez ostatnie cztery dni wyciekają.

    - Ani mowy o slajdach z zapisami o obowiązkowym ubezpieczniu startujących, jeżeli organizator chce mieć "certyfikat" PZLA
    - Ani o tym, że PZLA już - według tylko sobie znanych "kryteriów" - przygotowuje listę firm, które "dostaną prawo" do badania i ubezpieczania biegaczy oraz robienia pomiaru tras.
    - Ani kwestii, co jeżeli biegacz - nawet z kartą - NIE CHCE - by jego historia była udostępniana sprzedawcą i rozsyłaczą spamu (dopasowane oferty, jassssne)
    - Ani pytania o tym, czy przypadkiem główną instytujcą, która zyska na przyciągnięciu ludzi do klubów sportowych będzie samo PZLA, któremu nagle podskoczy liczba członków (i poziom dotacji)

    Może lepiej nazwać to hmm.... rozszerzonym oświadczeniem PZLA w temacie prezentacji, która nie miała miejsca i sfałszowanej pamięci uczestników konferencji?

    --
    100hrmax.pl <- tu więcej info w temacie [możecie nie klikać]

  • skipper52

    Oceniono 86 razy 82

    A ile masowych biegów zorganizował PZLA? Żadnego? To dlaczego i jak chce oceniać innych organizatorów, którzy zrobili taki imprez sporo.

  • jbed

    Oceniono 71 razy 69

    Każda nowa inicjatywa, nawet najbardziej spontaniczna, musi dostać się w łapy urzędników, którzy natychmiast muszą stworzyć kolejne biuro, kolejny przepis, kolejne wymagania, kolejne ograniczenia i kolejne opłaty. Biurokracja w Polsce sięga zenitu i skutecznie rozwala wszystko.

  • bielik2

    Oceniono 66 razy 66

    tak czytam ten wywiad i przypomina mi się historia z nc+ sprzed kilku miesięcy... niby inne dziedziny, ale tam też panowie urzędnicy mieli jak najlepsze chęci tylko durne społeczeństwo nie zrozumiało, jak cudowna jest oferta proponująca mniej za dwa razy więcej... teraz też durne społeczeństwo nie może zrozumieć profitów, jakie spłyną na panów z PZLA, ekhhh, znaczy się na biegaczy amatorów, za jedyne kilkadziesiąt lub kilkaset (jestem na 99% pewien, że i takie oferty się pojawią) złotych rocznie....
    pan Szydłowski narzeka, że podrożało wpisowe? ciekawe o ile podrożeje jak trzeba będzie opłacić bandę darmozjadów z PZLA, żeby uzyskać "licencję" plus jeszcze jeden nieroba-delegat bezpośrednio na miejscu... nie wiem jakie są stawki za taki przyjazd, ale chyba spokojnie można założyć, że nie jest to klasyczna polska stawka pracownicza 5zł/h
    ciekawe, ile PZLA zarobi na udostępnieniu swoim "partnerom" bazy danych tych naiwnych, którzy się jednak skuszą... nie oszukujmy się, jest to klasyczny przykład szukania zarobku, jak zwykle w kieszeniach tych najniżej... jak tak to wszyscy krzyczą "biegajcie, to takie zdrowe, promujmy biegi" a jak ludzie zaczęli biegać to już klasycznie sytuacja się rozwija: "chcecie biegać, to płaćcie"...i niech mi tu nikt nie wyjeżdża z tym, że to nie będzie obowiązkowe... jak się już PZLA dorwie do choćby jednego biegu to zamieni go w maszynkę do robienia kasy, a potem już pójdzie z górki, byle zacząć... i tak Jan Kowalski najpierw z braku licencji nie pobiegnie w jednym biegu (decyzja organizatora, który z tego co czytam, będzie mógł zawodnika bez licencji odesłać), potem w drugim i trzecim a na koniec pan Kowalski będzie mógł biegać wokół piaskownicy przy swoim bloku, o ile sprzątaczka nie zażąda od niego licencji ;)

  • 77kiss

    Oceniono 67 razy 63

    Telefon do PZLA z prośbą o rozmowę z Panem Szydlowskim - konsternacja, gość nie jest pracownikiem Związku i Związek nie chce w opisywanej sprawie rozmawiać!
    O co tu chodzi?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX