Bieg ku pamięci Aleksa

Ponad 70 biegaczy w różnym wieku, amatorów i zawodowców, żegnało wczoraj w Warszawie swojego kolegę z biegowych ścieżek Aleksandra Fedorowicza. Bieg upamiętniający ofiary katastrofy pod Smoleńskiem wystartował po godz. 19.20.
Wcześniej pamięć zmarłego uczczono minutą ciszy i hymnem narodowym. Na start miała dotrzeć rodzina 39-letniego biegacza. Zostali jednak na Torwarze, gdzie modlili się o jego wieczny odpoczynek. - Mieliśmy dużo wspólnego. Ten sam rocznik, ta sama pasja. On uczył się rosyjskiego, a ja polskiego. Znaliśmy się z imprez biegackich - opowiada Ukrainka Olga Kruszewska, która z pl. Trzech Krzyży wystartowała razem z synem Robertem.

Uczestnicy pobiegli chodnikiem wzdłuż Al. Ujazdowskich do pl. Na Rozdrożu, dalej ul. Agrykola i z powrotem do pl. Trzech Krzyży. Większość z nich miała na koszulkach wydrukowany lub przyczepiony portret Aleksa z datą urodzin i śmierci. Biegacze skrzyknęli się spontanicznie, przez internet.

- Nie mogę pobiec z powodu urazu stopy. Inicjatywą jestem bardzo wzruszony, bo ważne, żeby pamiętać - mówi Wojciech Grabowski, weteran biegów, syn Kazimierza, porucznika Wojska Polskiego zamordowanego w Katyniu. Na znak solidarności z biegaczami włożył biało-czerwoną opaskę przepasaną kirem.

Robert, chrzestny Aleksa: - To on zaraził mnie bieganiem. Był człowiekiem zawsze uśmiechniętym, wręcz przewspaniałym. Dziękuję w imieniu rodziny, że biegniecie ku jego pamięci.

Dla większości uczestników biegu Aleks był jednak postacią anonimową, tak jak inni biegacze, którzy zginęli pod Smoleńskiem, oficerowie BOR-u: kapitan Dariusz Michałowski, porucznik Paweł Janeczek i młodszy chorąży Agnieszka Pogródka-Węcławek.

- Tragedia dotknęła wszystkich, ten bieg to dobry znak solidarności z rodzinami wszystkich ofiar - ocenia Patryk, 36-letni biegacz z Mokotowa.