Na tym samym wózku

Szybki powrót do biegania po porodzie to sposób na uniknięcie baby bluesa. Długie treningi z dzieckiem w wózku to szansa na pogodzenie sportowej pasji z obowiązkami ojca. Jak się do tego zabrać? Poradnik dla biegających rodziców.

Weteran biegania Piotr Pacewicz 30 lat temu próbował w parku dogonić psa, popychając zwykły głęboki wózek z synkiem. Najechał na mały krawężnik i wózek nakrył się kołami. Na szczęście nic się nie stało, a dziecko było wręcz rozbawione. W joggerze nie byłoby to możliwe, bo środek ciężkości znajduje się nisko i jest umieszczony blisko tylnych kół, dzięki czemu przednie bez problemu pokonuje krawężniki, wyboje, korzenie. Ułatwia to też skręcanie. Im wózek dłuższy i im większe ma koła, tym łatwiej nim manewrować.

Magdalena Gągalska ze sklepu internetowego 3kola.pl opowiada, że prototyp joggera skonstruował dla siebie 20 lat temu biegacz majsterkowicz w USA. Wziął stary drewniany wózek podobny do taczki i doczepił do niego kółka od roweru.
Teraz wózki są stalowe (cięższe) lub aluminiowe (lżejsze). Ceny - od tysiąca złotych, ale najlepsze mogą kosztować i cztery tysiące. Są modele, w których przednie koło można jednym ruchem odczepić i użyć wózka jako przyczepki do roweru. Albo takie, które mają licznik jak w rowerze, dzięki czemu biegacz wie, ile przebiegł, i może obliczyć średnią prędkość. Albo takie, które mają wbudowane głośniczki - podłączamy MP3 i puszczamy dziecku muzykę albo bajki. Bajery wedle uznania. Warto jednak zwrócić uwagę na szybkę w daszku, która pozwala spojrzeć na dziecko bez ekwilibrystycznych sztuczek. I jeszcze na osłonkę przed deszczem oraz moskitierę przeciw owadom. Bo najlepszym środkiem biegacza na komary jest tempo - przy 11-12 km na godz. komar na nas nie siądzie (może mu się ślizgają łapki?). Ale dziecko jedzie nieruchomo, komar więc skorzysta z transportu połączonego z wyszynkiem. Koła - najlepsze są dwudziestocalowe, zwłaszcza jeśli chcemy biegać po wybojach. Da się też biegać z kołami szesnastocalowymi.

Rączka powinna być na takiej wysokości, żeby wygodnie pchać wózek ręką w trakcie biegu, czyli lekko poniżej wysokości łokcia. Jeżeli z wózkiem ma biegać dwoje rodziców o różnym wzroście, dobrze poszukać wózka z rączką o regulowanej wysokości.
Waga wózka nie jest decydującym parametrem. Zresztą trzeba się przygotować na to, że waga układu dziecko-wózek będzie z miesiąca na miesiąc rosła. Wózki są obliczone przynajmniej na 20-kilogramowe dziecko (niektóre nawet na 30 kg). Prędzej dziecko przestanie się mieścić w wózku (z powodu wzrostu) albo straci zainteresowanie dla takiego podróżowania, niż zrobi się za ciężkie.
Istotniejsze są opory toczenia. Dobry wózek lekko popchnięty powinien sam jechać po gładkiej nawierzchni. Dlatego - chociaż najłatwiej znaleźć jogger w sklepach internetowych - warto poszukać sklepu stacjonarnego w okolicy i sprawdzić wózek w praktyce lub poradzić się innych rodziców.

Kupowanie używanego joggera to duże ryzyko. Wózek po dwóch-trzech sezonach biegania z dzieckiem zaczyna się w naturalny sposób niszczyć. Najpierw kruszy się miękka okładzina na rączce, potem przeciera siedzisko, a na końcu zaczyna szwankować układ jezdny. Jeśli już używany, to tylko od znajomych, u których pomysł się nie sprawdził. Ewentualnie wózek z najwyższej półki od pierwszego właściciela.

Wózek wózkowi nierówny

Na bieganie lekarze pozwalają zabrać dziecko powyżej 6-8 miesięcy - musi umieć stabilnie utrzymywać głowę. Kupujemy wózek biegowy, tzw. jogger. Różni się od zwykłego:
- ma trzy koła, duże, pompowane jak w rowerku,
- przednie koło nie skręca się (tylne kółka oczywiście też nie) - to bardzo ważne, nie dajcie się nabrać na zwykłe trójkołowce z blokadą przedniego koła, bo przy bieganiu taka blokada bywa zawodna,
- ma lżejszą konstrukcję i małe opory,
- można doczepić go do ręki "smyczą”,
- hamulec doczepiony do rączki (uchwyt podobny do hamulca rowerowego) pozwala zwolnić tempo wózka, gdy zbiegamy ze stromej górki.

A jak bieganie z wózkiem wygląda w praktyce?
Andrzej Piotrowski, ojciec, trener i współwłaściciel kliniki Ortoreh, o technice biegu:
- Pchasz wózek jedną ręką z otwartą dłonią, bez kurczowego trzymania rączki. Świetnie można robić z wózkiem długie wybiegania, o ile dziecko nie marudzi. Oraz podbiegi - brzuch, grzbiet, obręcz barkowa pracują nawet lepiej niż przy bieganiu. Nie da się robić szybkich treningów, bo będziemy uderzać kolanami o wózek. To nie jest może bardzo wygodne, ale wolę tak biegać z wózkiem w dzień niż samemu o 23, gdy maluch pójdzie wreszcie spać.
Na bieganie z dzieckiem trzeba zabrać picie (dla dziecka i dla siebie), trochę zabawek i koniecznie moskitierę na wózek, bo w czasie biegu będzie łapał owady jak siatka na motyle.

Łukasz Gasiński, który od półtora roku biega z bliźniakami, opowiada:
- Jak są małe, to śpią. Z moimi zacząłem na wakacjach, kiedy chłopcy postanowili się budzić o 5.20 i żona błagała, żebym ich gdzieś zabrał. Jak tylko zaczynaliśmy biec, zasypiali. Od półtora roku można im opowiadać bajki, co w długim wybieganiu nie przeszkadza, a wręcz pomaga utrzymać właściwe, wolne tempo. Czasem trzeba się zatrzymać, żeby obejrzeć kotka albo straż pożarną. Kiedy mieli około roku, bieganie było najtrudniejsze, bo chłopcy już nie spali, a jeszcze nie potrafili się skupić.

Wózek po dwóch-trzech sezonach biegania z dzieckiem zaczyna się w naturalny sposób niszczyć. Najpierw kruszy się miękka okładzina na rączce, potem przeciera siedzisko, a na końcu zaczyna szwankować układ jezdny.

 

Trzeba się liczyć z reakcjami przechodniów, którzy zamartwiają się, że zły rodzic zadręcza dziecko. Gdyby doszło do rozmowy, Ewa Witek-Piotrowska z Ortorehu, propagatorka kobiecego biegania podpowiada argumenty: dziecko może sobie pospać na świeżym powietrzu, a jak się zbudzi, to ma masę nowych bodźców.

Tego bluesa nie tańcz

Ewa niedawno została drugi raz matką. Biegała zarówno w ciąży, jak i w połogu. Co jej to dało? Po pierwsze powrót do formy fizycznej. Po drugie poprawienie nastroju, samorealizację.
- Narodziny dziecka to radość nie do opisania. Ale także szok dla obojga - zaczyna Ewa. - Kobiecie towarzyszą także ogromne zmiany hormonalne - jakby ktoś odkręcił kurek i hormony "wypłynęły". W pierwszych dniach po porodzie kobieta robi się płaczliwa, wszystko widzi w czarnych barwach. Do tego masa nowych obowiązków, niewyspanie. Baby blues może przerodzić się w depresję.

Na ogół przez kilka pierwszych dni w domu jest mąż, który pomaga w opiece nad dzieckiem. Urlopy tacierzyńskie to jeszcze rzadkość, więc mama szybko zostaje sama. Karmi, przewija, pielęgnuje, sprząta, pierze, gotuje Można się załamać.

Ewa Witek-Piotrowska:
- Po urodzeniu długo oczekiwanego dziecka pojawił się u mnie baby blues. Mąż także był rozdrażniony. Zaczęliśmy się kłócić. W dodatku bardzo bolał mnie kręgosłup, bo źle trzymałam dziecko przy karmieniu, bolały mnie też powłoki brzuszne po cesarce.

W dziewiątym dniu po porodzie wyszła z mężem na narty biegowe, a kilka dni później na pierwszy, pięciokilometrowy marszobieg.
- Miałam przypływ radości, poczułam się lepiej fizycznie i psychicznie. Szybko wróciłam do formy i sylwetki sprzed ciąży. A kilka miesięcy później na Maratonie Warszawskim zrobiłam życiówkę, o jakiej mi się nie śniło.

Po drugim porodzie było znacznie ciężej. Ewa miała powikłania: krwotok, transfuzję, dodatkową operację. Kilka dni po porodzie dowiedziała się, że mama ma raka. Do tego mąż uległ wypadkowi samochodowemu.
- To mnie przerosło. Siedziałam i płakałam, nie widziałam nadziei. Po trzech tygodniach zmusiłam się do pierwszego biegania, wlokłam się jak ślimak, wszystko mnie bolało. Z razu na raz było przyjemniej. Zaczęłam układać sobie wszystko logistycznie. Depresja ustąpiła.

Maraton z dzieciakiem


Nie zdarzyło się jeszcze, żeby organizatorzy biegu ulicznego w Polsce mieli coś przeciwko startowi z wózkiem. Stań tylko taktownie z tyłu, żeby nie przeszkadzać tłumowi biegaczy na starcie. W biegu z chipami i tak liczy się czas netto (od przekroczenia linii startowej).
Jednym z pierwszych Polaków, który przebiegł cały maraton z dzieckiem w wózku, był w 2007 r. Piotr Sawicki z Warszawy. Trasę Maratonu Warszawskiego pokonał w 3 godz. 28 min. rewelacja.
- Ruszyłem prawie z końca, na początku był hard core. Czułem się bardziej jak kierowca niż biegacz, sporo pracowałem głową, opracowując kolejne manewry - opisuje Sawicki na forum biegajznami.pl.
- A potem do mety wyprzedziłem dwa tysiące osób.

Sawicki wspomina, że nigdy nie miał większego dopingu na trasie.
Dwa lata temu przebiegł z małą Zuzią maraton w 3 godz. 22 min. Daniel i Kamil Głembscy z naszej drużyny zamierzają poprawić ten rekord.

01.07.2011 WARSZAWA , DANIEL GLEMBSKI BIEGACZ , POLSKA BIEGA 3 MARATONY . FOT. ROBERT KOWALEWSKI / AGENCJA GAZETA

Wojciech Staszewski

Dołącz do nas na Facebooku.