Obóz biegowy to petarda treningowa

Wstajesz o 7 i robisz krótki rozruch. Po śniadaniu bieganie, kilka godzin później ćwiczenia na siłowni. Wszystko pod okiem trenera. Obóz biegowy jest tylko dla zawodowców? Nieprawda.

Wydaje Ci się, że się nie nadajesz, bo biegasz tylko 5-kilometrową pętlę po osiedlu dwa razy w tygodniu? Nic bardziej mylnego. Być może tobie obóz da więcej niż sąsiadowi, który ma za sobą kilka maratonów.
Na obozie biegowym trenujesz w grupie dopasowanej do twojego poziomu, poznajesz metody treningu, o jakich nie miałeś pojęcia, możesz zapytać o wszystko profesjonalistów. Przez tydzień robisz dwa treningi dziennie i wracasz do domu jako biegacz na wyższym poziomie. A przy okazji - dobrze się bawisz.
- Fizycznie najbardziej skorzystają ci, którzy dopiero zaczynają biegać, bo oni jeszcze nie wiedzą, jak trenować, jak się rozciągać - mówi Jacek Gardener, trener biegaczy związany z Obozybiegowe.pl. - Ale ludzie doświadczeni i dobrze wytrenowani, którzy chcą poprawić formę, również zyskają bardzo wiele - oni wiedzą o co pytać - dodaje.

Wszystko jest nowe

- O czymś takim, jak obóz biegowy, dowiedziałam się w dzień maratonu w Nowym Jorku w 2009 r. Justyna Kowalczyk, moja biegowa koleżanka (nie mylić z Justyną narciarką) startowała, ja, marząca wciąż o maratońskim debiucie, tylko kibicowałam - wspomina Małgorzata Smolińska, koordynatorka akcji Polska Biega. - Justyna była wcześniej w Szklarskiej Porębie na obozie Fundacji Maratonu Warszawskiego. Enigmatycznie poradziła: "Pojedź, to naprawdę dużo daje". Pojechałam. Miała rację. Na pierwszym obozie wszystko było nowe. Jakby mi się jakieś klapki w głowie otworzyły. Że nie tylko mam klepać w moim ulubionym żółwim tempie przez 45 minut, ale że dobrze dodać podbiegi, siłownię, szybsze treningi, że są jakieś plany treningowe - opowiada Smolińska - To był wycisk, ruch trzy razy dziennie i upał, a do tego fajni ludzie, z którymi można było gadać i śmiać się do późnych godzin nocnych, nawet dostałam łomotu serca z tego wszystkiego. Ale łomot minął, a klapki otworzyły się na stałe - po powrocie do Warszawy wzięłam się za regularne treningi i... dotrenowałam się do maratońskiego debiutu.

Szklarska Poręba na pograniczu Karkonoszy i Gór Izerskich to kultowe miejsce dla biegaczy. Tu przygotowywały się do startów sławy lekkoatletyki - chodziarz Robert Korzeniowski, maratończycy: Henryk Szost, Grzegorz Gajdus, a kiedyś Zdzisław Krzyszkowiak, złoty medalista z IO w Rzymie na 3000 m z przeszkodami. Ale obozy odbywają się też na nizinach, np. w niewielkiej miejscowości Brzoza koło Bydgoszczy albo Poddąbie nad Bałtykiem, gdzie biegacze trenują pod okiem rekordzistki Polski w maratonie Małgorzaty Sobańskiej i byłego rekordzisty na tym dystansie Jana Huruka.

Obóz biegowy w Tatrach zorganizowany przez Tatra Running Team
Fot. Tatra Running Team - Obóz biegowy w Tatrach

Plan dnia

Jeszcze przed śniadaniem uczestnicy obozu spotykają się na poranny rozruch, czyli krótki bieg połączony z gimnastyką. Godziny przedpołudniowe przeznaczone są na właściwy trening - niekiedy są to długie biegowe wycieczki albo podbiegi, podczas których kształtuje się wytrzymałość i siłę biegową. Czasem ćwiczy się również szybkość na stadionie - jeśli ma się szczęście, w Szklarskiej, w szczycie sezonu treningowego, można biec po bieżni równo (albo prawie równo) z reprezentantami Polski. Po południu robi się drugi trening - najczęściej na hali sportowej: rzuty piłkami lekarskimi, biegi przez płotki, ćwiczenia rozciągające, czasem basen albo rowery. Każdy trening odbywa się pod okiem specjalistów - trenerów lekkiej atletyki, fizjoterapeutów. Na bieżąco korygują błędy i pokazują, jak usprawnić trening. Po kolacji jest czas na teorię. Są wykłady, czasem spotkania ze znanymi sportowcami.

Obóz biegowy w Tatrach zorganizowany przez Tatra Running Team
Fot. Tatra Running Team

Organizatorzy często zachęcają do zabierania ze sobą rodziny, wielu zapewnia opiekę nad dziećmi, gdy ty spędzasz czas na treningach. Dzięki temu nie znikasz z domu na tydzień, ale zabierasz swoich bliskich na aktywne wakacje.

Zamiast Majorki?

Nikt raczej nie kwestionuje sensowności wyjazdu na obóz biegowy.
- Jakby w ciemno zadzwonić do trenera lekkiej atletyki, który nie organizuje obozów, to pewnie powie, że przez jeden wakacyjny tydzień nie zagwarantujesz nikomu poprawienia życiówki na jesieni - mówi Wojciech Staszewski, dziennikarz i trener na obozach biegowych. - Ale na obozie ciało biegacza dostaje wyraźny bodziec treningowy, który przestawia go na wyższe obroty.
Nikomu też nie odradza się wyjazdu, chyba że z powodów zdrowotnych: - Na obóz nie powinien jechać człowiek po kontuzjach czy z gorączką - podkreśla Jacek Gardener.

Zwykle cena tygodniowego obozu to 1500-1600 zł, która obejmuje zakwaterowanie, jedzenie, opiekę trenerską i konsultacje ze specjalistami. Zamiast tego można by wyjechać na zagraniczne wakacje. Z drugiej strony - z obozu wracasz z wielkim bagażem doświadczeń, z nowymi znajomościami, lepszą formą, być może taką, w jakiej nigdy jeszcze nie byłeś. Niektórzy organizatorzy zapraszają na obozy zagraniczne - zwykle zimą, gdy u nas aura do treningu nie zachwyca. Jeździ się do Portugalii, Włoch, Hiszpanii albo w Alpy zakosztować treningu wysokogórskiego powyżej 2 tys. m n.p.m.
Piotr Mańkowski, mąż i trener Małgorzaty Sobańskiej, mówi: - Dla amatora obóz to "petarda treningowa", skok jakościowy. Po raz pierwszy ktoś patrzy na to, jak trenujesz, zwraca uwagę na błędy. Poza tym obecność "współtowarzyszy niedoli" zapewnia dużą wymianę doświadczeń  To coś wyjątkowego - dodaje.

Magdalena Derezińska-Osiecka, młodzieżowa mistrzyni Polski w biegach górskich, organizatorka obozów biegowych w Tatrach, wspomina z zachwytem pierwszy obóz kobiecy: - Trzeciego dnia zrobiłyśmy 18 km w deszczu z ok. 400-m przewyższenia. Niektórym ciężko było uwierzyć, że się uda. Nie tylko dobiegłyśmy do Morskiego Oka, ale też przebiegłyśmy się po jego zmrożonej tafli! Znów potwierdziło się, jak bardzo nasz trud zostaje wynagradzany. Niesamowite.

Dołącz do nas na Facebooku.