Bieganie za wynikiem - czy liczby się liczą?

Liczba pokonanych kilometrów - jednorazowo czy w ciągu tygodnia, liczba startów w maratonach, życiówka na dychę, w półmaratonie... Numerki, statystyki, wykresy - niektórzy z nas zdają się mieć obsesję na ich punkcie, budząc niezrozumienie. Bo co za różnica czy pobiegniesz o 30 sekund czy minutę szybciej, skoro i tak będziesz setny albo 1538?

Biegacze lubujący się w statystykach, trenujący z zegarkami czy aplikacjami zbierającymi dane, nierzadko są pośmiewiskiem kolegów purystów, którzy nie lubią się obwieszać jak choinka i nawet nie biegają z muzyką. Budzą też śmiech wśród swoich niebiegających kolegów, którzy nie rozumieją co to znaczy urwać 10 sekund od poprzedniego rekordu na 10 km. Teoretycznie - trudno się z nimi nie zgodzić. Statystyki mają nam tylko pomóc przeanalizować to, co robiliśmy w ostatnim czasie i zobaczyć czy się rozwijamy, stagnujemy czy wręcz uwsteczniamy się, a nie być treścią treningu. Chociaż i te analizy - teoretycznie dla biegacza amatora nie mają znaczenia. Bo co z tego, że poprawi się o 5 minut w maratonie czy zejdzie odrobinkę ze swojego czasu na piątkę? Przecież i tak z wynikiem 3:30 na 42,2 km będzie tak daleko za czołówką, że nawet nie zobaczy ich wcinających makaron na mecie.
Kontrola motywuje

A jednak coś nas do tych statystyk ciągnie. Lubimy poobserwować słupki, liczby, pochwalić się tygodniowym kilometrażem albo wspaniałą jak na nasze możliwości życiówką. I nie ma się czego wstydzić, ani ukrywać, że ma to ogromne znaczenie. Przede wszystkim - motywacyjne. Nawet jeśli biegamy dla zdrowia i lepszej formy - większość z nas potrzebuje stosować różne triki, żeby stale napędzać się do treningu. Powiedzenie sobie przed każdym biegiem, że wychodzę bo przecież lubię ten sport i że robię to dla zdrowia - daje niewiele. Zobaczenie w dzienniczku treningowym konkretnych liczb, możliwość ich porównania z poprzednimi tygodniami, latami albo z tym, co robią koledzy - jest nieoceniona. Od razu widać czy się lenisz czy zrobiłeś postęp albo czy trenujesz za dużo i jesteś przemęczony.


Życiówka to najlepszy cel

Poprawienie wyniku na konkretnym dystansie jest dla nas motywacją do kolejnych treningów i swoistym uzależnieniem - znacznie lepszym niż papierosy czy zimne piwko co wieczór, o niebo lepszym niż zacięta walka o kolejne poziomy w grach komputerowych. Z resztą - do tych ostatnich zbieranie "statsów" treningowych jest bardzo podobne. Różnica polega na tym, że przy okazji robimy coś dla zdrowia, a nie tylko dla zabawy. Poprawianie wyników i zbieranie statystyk pozwala nam się ponadto porównywać z innymi - oczywiście gdy zaczyna to przybierać chorą formę, która nas frustruje - lepiej sobie darować podglądanie innych. Ale jeśli działa to na nas pozytywnie i zachęca do dalszych działań - to motywacyjny strzał w dziesiątkę.

Fajny dodatek

Biegacze amatorzy lubią statystyki - gdyby nie było to prawdą, to powstające aplikacje czy dzienniczki on-line nie święciłyby triumfów popularności. Lubimy się chwalić, porównywać i oglądać zgrabne wykresy, które pokazują nam w bardziej namacalny sposób co udało nam się osiągnąć. Dlatego - nie wstydźmy się statystyk i gadżetów pozwalających nam je zbierać. Wszystko co motywuje nas do działania na rzecz zdrowia i lepszej formy - jest wartościowe.


Nie pozwólmy tylko żeby te rzeczy odebrały nam przyjemność z biegania. To ma być fajnym dodatkiem a nie źródłem zmartwień i frustracji, że ktoś nas obiegał albo wpisał do dzienniczka większy kilometraż.

Dołącz do nas na Facebooku.

Komentarze (2)
Bieganie za wynikiem - czy liczby się liczą?
Zaloguj się
  • Gość: Maciej

    Oceniono 6 razy 4

    Uwielbiam takich purystów, którzy wylewają swój ból duży na ludzi biegajacych ze sprzętem na ramieniu. Jeśli są tacy szczęśliwy biegajac bez muzyki i gpsa to spoko. Ja nie ciągne beki z tego powodu, że biegają dla samego biegania. Ja osobiście lubię mieć LCD na ramieniu razem apką logującą HR jak i nawigacją. Jak biegnę we terenie którego nie znam to lubię sobie potem zobaczyć gdzie mnie poniosło. Jak dla mnie purysta trochę pachnie małym zaklamaniem. Bo czy purysta biegnący na najnowszych asicsach za 600pln to tez purysta? Temat rzeka. Thread closed.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX