Biegiem do pracy!

27.08.2012 14:14
Nie strać formy podczas wyjazdu

Nie strać formy podczas wyjazdu (Fot. Jan Zamoyski / AG)

- Zróbmy kampanię. Wszyscy razem w jeden dzień biegamy do pracy. Niestraszne nam słoty, biegiem do roboty! - napisała na Facebooku Monika Coś z Warszawy. Pod wpisem komentarze. - Gdybym tylko miał gdzie się umyć po biegu, tobym codziennie zasuwał - pisze Oskar.

- Prysznic mam, nawet kilka do wyboru. Z domu do pracy równe 15 km. Piszę się! - zapowiada Piotr.

- Kiedyś droga z pracy do domu zajmowała ok. kwadransa - wspomina Monika. - Teraz zdarza się, że jadę autem 40 minut. Gdy kolejny raz tkwiłam w korku, wymyśliłam akcję. To będzie ogólnopolskie wydarzenie na Facebooku - niech inni się dołączą i pobiegną do pracy wybranego dnia, a potem wrzucą zdjęcie na FB. - Do biura mam tylko 6 km, więc to żaden wyczyn. Ale są tacy, którzy mają 30 km. - Monika trenuje od pięciu lat, a w "robocie", czyli w Nike Poland, zajmuje się sprzętem dla biegaczy.

Doba za krótka

- Zawsze byłem chorobliwie pracowity i niechętny do traceniu czasu. Z biegania zrobiłem element zastępczy komunikacji miejskiej. Przez 11 lat z domu do TV i z powrotem truchcikiem! Byłem jedynym z ekipy, który ani razu się nie spóźnił, "bo był korek". Nie miałem czasu na bieganie na pusto, czyli na coś, co można by nazwać treningiem - opowiadał znany satyryk Jacek Fedorowicz.

Czasu na bieganie brakuje też Grzegorzowi Wasiakowi. Ma 40 lat, pracuje w firmie transportowej w Zielonej Górze. Wkręcił się niedawno: przebiegł półmaraton, maraton, schudł 25 kg. - Typowy kryzys wieku średniego - mówi Grzegorz. - Nie stać mnie na to, by po powrocie z pracy odsapnąć, zjeść obiad, i dopiero potem na trening. Doba za krótka. Do pracy biegnę jakieś 9 km, wychodzi tyle czasu, ile straciłbym na autobus.

Technik mechanik Piotr Serafin (43 lata, życiówka maratońska: 2:54) - biega od ponad 20 lat, nigdy według rozpiski. - Jak mam coś gdzieś załatwić, to zawsze biegiem - mówi. Pracuje na dwie zmiany w markecie spożywczym. Do sklepu ma ok. 13 km. - Kiedy mam zmianę o szóstej rano, wybiegam z domu o piątej.  Przez większą część roku jest wtedy ciemno, ulice puste, super.

- Dobre dziesięć lat biegałem do huty, normalnie 8 km, ale jak ładna pogoda, to dokładałem sobie kilometrów - opowiada Józef Konkol, który ma na koncie osiem maratonów. Zaczął trenować dość późno, gdy już odchował dwóch synów i zbliżał się do pięćdziesiątki. W hucie miedzi w Głogowie był automatykiem. Jak już się rozbiegał, to docierał w ten sposób do pracy aż do emerytury.

Zapas ciuchów i mydło


Monika Coś doradza, jak się przygotować na pierwszy bieg do pracy. - Wytyczyć trasę - najlepiej przez jakąś spokojniejszą okolicę, jak najdalej bez spalin, może przez park? Dzień wcześniej przywieźć do pracy ubranie na zmianę, kosmetyki, zostawić w pracy laptopa. Ja mogę siedzieć za biurkiem w stroju biegowym, ale inni muszą mieć garnitur czy spódnicę. U nas prysznic jest - zamontowano go na wniosek pracowników. Była obywatelska petycja tych, co biegają i jeżdżą na rowerze - mówi.

Brak prysznica da się obejść? - Natrysku w pracy nie mamy. Więc odpuszczam bieganie w upały - gąbka, mydło i zlew wtedy nie wystarczą - opowiada Wasiak. -  W firmie trzymam kosmetyki, ręcznik i cały zestaw ubrań: od bielizny, przez koszulki, po długie spodnie. Raz na jakiś czas biorę od żony auto i przywożę świeży zestaw.

Konkol zachwala warunki w głogowskiej hucie: - Zakład serwował posiłki regeneracyjne i nie trzeba było zabierać ze sobą kanapek. W szatni mogłem się umyć, przebrać w robocze ciuchy. I już byłem rozbudzony, rozbiegany, rześki, aż się człowiekowi chciało pracować. A moi koledzy - jeszcze dość sztywni - dopiero wychodzili z autobusów - mówi.

Dziś nie dziwi się nikt


Fedorowicz: - Kiedy zaczynałem, nigdy nie biegłem z pustymi rękami i - nie daj Boże - w stroju sportowym. Zawsze z jakąś paczką (leciutką!) pod pachą, żeby wyglądać na normalnego człowieka, który zmuszony jest podbiec, bo się spieszy. Społeczeństwo od biedy mogło wybaczyć biegnącemu młodzieńcowi. Ale biegnący czterdziestolatek? Wariat!

Serafin już w szkole średniej zostawiał kolegom z miasta teczkę na przechowanie, żeby biegiem wrócić do domu w podzielonogórskiej wsi Świdnica. - Teczkę dawałem do autobusu kolegom z mojej wsi. Ale jak nie miałem komu dać i zostawało dużo czasu do autobusu, to leciałem z teczką - opowiada.

Konkol: - Na początku ludzie się dziwili. Koledzy się zatrzymywali i pytali, czy nie podwieźć. A ja, że nie trzeba, bo trenuję. Potem nawet jak chciałem się z kimś zabrać, to nikt się już nie zatrzymywał.

Wasiak: - Jasne, że na początku był śmiech. Ale czasy się zmieniły. Teraz jest śmiech, gdy zdarza mi się przyjechać do pracy pożyczonym autem.

Przeczytaj również: Jak znaleźć czas na trening? Biegamy do pracy.


Biegasz do pracy? Przekonaj do tego innych - na naszym Facebooku.


Skomentuj:
Biegiem do pracy!
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX