Euforia biegacza...to mit? [FELIETON]

Uwierzyłeś uśmiechniętym twarzom biegowych blogerek, że bieganie to wiadro endorfin i nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu? Zasmucę cię - naiwnie dałeś się oszukać.

Bieganie to nie ciągła euforia. To nie zawsze poczucie wolności i nadludzkiej mocy. To nie możliwość bezrefleksyjnego opróżniania lodówki z czekolady i ciastek. Czym jest bieganie? Nierzadko to uczucie znużenia, zmęczenia, bezsensu. To opuszczone w połowie imprezy, brudne gary w zlewie i skarpetki nie do pary, bo nie było kiedy zrobić prania. To przelotne pocałunki na progu mieszkania bez zapowiedzi na coś więcej, drzemka przed monitorem komputera i wyrzuty sumienia, że zapomniałeś o jej urodzinach. Dlaczego więc sezon po sezonie masochistycznie katujemy się coraz to większym kilometrażem?

Bo bieganie jest jak związek z wyzwoloną, pełną pasji kobietą. Gdy wracasz do domu, chciałbyś z nią usiąść tak po prostu przed ekranem telewizora i śmiać się przy piwie z głupawego serialu. Tymczasem kiedy ty najbardziej jej pragniesz, ona właśnie wdrapuje się na Kilimandżaro lub robi rekord trasy podczas maratonu MTB. A gdy wraca, nie podaje ciepłego obiadu, nie przypomina modelek z wybiegu, tylko dotyka cię sękatą, popękaną od mrozu dłonią. Lecz dla ciebie to najpiękniejsza dłoń na świecie. Bo ta dłoń wskazuje ci to, czego bez niej nie doświadczyłbyś. Ona pozwala ci zobaczyć to, co trudne do zobaczenia, odkrywać nieodkryte i przekraczać nieprzekraczalne. Pozwala ci każdego dnia stawać się lepszym człowiekiem. Tym właśnie jest bieganie.

METODA MAŁYCH KROKÓW. JAK ZACZĄĆ BIEGAĆ I JUŻ NIGDY NIE PRZESTAĆ?

Sukces? Tak, ale nie dziś

Bieganie to prostota i przyziemność. Wierz mi, większość "starych wyjadaczy" na połowę swoich treningów nie wychodzi z radością. Czasem nawet z radością nie wracają do domu, bo wiedzą, że tam zamiast odpoczynku czekają na nich kolejne obowiązki. Jednak mają świadomość, że ta radość przyjdzie. Być może jutro, gdy zegarek z GPS-em wskaże w końcu zadowalającą prędkość wykonywanych interwałów. Może za tydzień, gdy podbiegi na Agrykoli w końcu przestaną być "morderczym treningiem". A może za miesiąc, gdy przyjdzie im łamać dawno upragnione 40 minut.

Wartością sportu nie jest krótka, "zajawkowa" euforia (chociaż to też się zdarza), a tzw. odroczony sukces, na który pracujemy tygodniami, miesiącami, a nawet latami. To coś, co daje spełnienie i poczucie dobrze wykonanej roboty. Cieszymy się z tego, że zrealizowaliśmy trudny trening. Długo wspominamy zawody, podczas których daliśmy z siebie wszystko. I chociaż na mecie dostaliśmy kawałek blachy na tasiemce, a być może tylko dyplom z wykropkowanym polem na nazwisko, to szanujemy te małe pamiątki, bo są one świadectwem naszej wytrwałości i odwagi.

NIEPEŁNOSPRAWNI SPORTOWCY: "TO OD NAS ZALEŻY, CZY BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI" [7 SYLWETEK]

Samodyscyplina - droga do spełnienia czy autodestrukcja?

Ludziom szczęście kojarzy się z wygodą, poczuciem bezpieczeństwa, komfortem. To bardzo życzeniowe myślenie. Tak też traktują bieganie. Myślą, że stanowi ono proste narzędzie, dzięki któremu poznają, czym jest wieczna euforia. Niestety to tak nie działa. Szczęście to nie tania zabawka, którą można dostać "od ręki". Co więcej, ci, którzy doznali spełnienia, nie żyją w ciągłej euforii. Oni stale pracują na to, aby móc stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie bez krzty kłamstwa - mam wspaniałe życie.

Czy Henryk Szost złamał 2:10 w maratonie wstając ot tak, z kanapy? Czy Karolina Jarzyńska bije rekordy Polski dzięki licznym sponsorom i boskim predyspozycjom? I w końcu czy Agata Matejczuk, matka trójki dzieci zarabiająca zapewne niewiele ponad najniższą krajową bieganie w ultramaratonach ma w genach? Nie. Za ich sukcesami kryje się ciągłe przełamywanie barier. Trenowanie wtedy, gdy najbardziej nie chce im się trenować. Wychodzenie z domu, gdy jest słońce, deszcz, upał i mróz. Samodyscyplina trzyma ich w ryzach, każe rezygnować z wielu rzeczy, na które decydują się "zwykli śmiertelnicy". Jednak otrzymują coś znacznie więcej, niż szybki, euforyczny strzał.

Pomyślisz teraz, ale co to za życie: pełne wyrzeczeń i ciągłego pilnowania się? Tajemnica tkwi w równowadze. Gdy spojrzysz na (mądrze skonstruowane) plany treningowe zobaczysz, że jest czas ciężkiej orki, ale i odpoczynku. Roztrenowanie daje chwilę wytchnienia, odpuszczenia rygoru. Zasmakowania "normalnego" życia. Jednak biegacze bardzo szybko zaczynają tęsknić za tym, co kochają najbardziej. Bo ta wytrwała praca wiąże się z jakością życia. Może nie tego, w którym mają czas na regularne spotykanie się ze znajomymi. Może nie tego, w którym lśni świeżo wymopowana podłoga i nie tego, w którym godzinami wędrują po galerii handlowej. Jakość życia w rozumieniu biegacza to bezstresowe realizowanie zadań, nie załamywanie się w trudnych momentach i radość z prostych rzeczy. To także możliwość dobiegnięcia do autobusu bez zadyszki, sprężysty krok i dobre samopoczucie. A to rzeczy, których nie da się kupić w sklepie.