Biegaczka na tropie. Jak być szczęśliwą kobietą? [FELIETON]

Z reguły ćwiczymy, biegamy, by wyglądać lepiej, młodziej, szczuplej. A gdyby dać sobie z tym spokój i potraktować kwestię wyglądu jako rzecz drugorzędną? Co nam wyjdzie na pierwszy plan?

Gdy chodziłam do podstawówki, wzięłam udział w zabawie zorganizowanej przez nauczycielkę. Każdy losował jedną osobę i musiał napisać o niej coś miłego. Z ciekawością otworzyłam liścik i przeczytałam zdanie napisane przez wychowawczynię: "Masz piękne włosy". Być może większość dziewięciolatek byłaby zachwycona, jednak ja odczułam wielki zawód. Piękne włosy. Przecież to nic nie znaczy.

JAKIE BUTY DO BIEGANIA? [PRZEGLĄD]

Już wtedy rodziła się w mojej głowie myśl, że blond loki i niebieskie oczy to nie wszystko. Że liczy się to COŚ. Latami próbowałam się dowiedzieć, czym to coś jest. Obserwowałam zdjęcia pań i widziałam sztuczne rzęsy, szpilki, gołe brzuchy i lekko napompowane piersi. Wyglądały niesamowicie, jednak to wciąż nie TO. Obserwowałam kobiety parające się nauką, polityką fotografią, modą. Bez względu na zawód, w każdej grupie znalazła się pani, która prezentowała tajemniczą zjawiskowość. Tylko, że w dalszym ciągu nie miałam pojęcia od czego to jest zależne.

Musiałam TO odnaleźć, zdefiniować, nazwać. Szukałam wszędzie. U kosmetyczki, w galerii handlowej i u fryzjera. Ćwiczyłam razem z paniami prezentującymi trening na "płaski brzuch". Obserwowałam programy z metamorfozami, próbowałam się zainspirować reklamami kremów, balsamów, maseczek i lakierów do paznokci. Nic, wielka pustka. I zdałam sobie sprawę, że nasłuchałam się bełkotu o gładkiej skórze i jędrnych pośladkach. Ba, przez chwilę uwierzyłam, że tylko to może poprowadzić mnie do szczęścia.

Jednak ja i moje ciało, to nie lekko zarysowany sześciopak i lśniące włosy. To coś więcej. Oczywista oczywistość? Nie do końca, sądząc po zapychających Internet pytaniach, za którymi czai się chęć odkrycia tajemnicy "jak kupić szczęście".

9 PROSTYCH ZASAD, KTÓRE POMOGĄ CI WYTRWAĆ W BIEGANIU

Kobiecość zaklęta w łydce

Miałam farta, że moje poszukiwania zakończyły się dość szybko. Gdy zaczęłam uprawiać amatorsko sport już wiedziałam, że oto otworzyły się przede mną wrota do wielkiej, dotychczasowo skrywanej tajemnicy. Lepszy wygląd stał się jedynie efektem ubocznym. I tak w oto pojawił się nie sześciopak, ale mocny brzuch i plecy, które stabilnie utrzymują sylwetkę. Nie zgrabna łydka, ale stalowy mięsień gruszkowaty, który jest w stanie pracować nieprzerwanie podczas maratonu. Moje ciało stało się po prostu funkcjonalne, a wraz z funkcjonalnością pojawiła się wyprostowana sylwetka oraz mocny, sprężysty sposób poruszania się. A przede wszystkim ujawnił się charakter. Pojawiła się moc, wytrwałość, pewność siebie i odwaga, by spełniać swoje marzenia. Bo to nasza naturalna siła jest kwintesencją piękna. I nie tyle kobiecego, co po prostu ludzkiego.

Raquel Welch fot.ONS

O siebie się nie dba. O siebie się walczy

Niestety z pokolenia na pokolenie dostajemy poczucie powinności: odchudzaj się, nie dopuść do zmarszczek, cellulitu, rozstępów. W rezultacie same siebie traktujemy jak produkty wystawiane w witrynie sklepowej i rozpaczliwie krzyczymy: kup mnie, kup mnie! Bo przecież bez tej całej otoczki kosmetyczno-odzieżowej utracimy kobiecość i atrakcyjność.To smutne.

Oglądałam swego czasu relację z jednego z ultramaratonów. Obraz wypełniła biegaczka, na oko kategoria 50+. Wyglądała fenomenalnie. Mocna, szczupła sylwetka, blond rozczochrane włosy, dojrzałe spojrzenie, za którymi czaił się duch rywalizacji i chęć czystej, sportowej walki, by dotrzeć do mety. Przy całym swoim zmęczeniu potrafiła rzucić tylko "walczcie o siebie, dziewczyny". Bo w życiu realnym nie wystarczy o siebie zadbać. Czasem trzeba zawalczyć. A zadowolenie z siebie, atrakcyjność i czyste, nieskrępowane szczęście przyjdzie. Ba, nawet oponka z brzucha zniknie, tyle, że wtedy nie będzie to miało dla ciebie żadnego znaczenia. Tak jak i popękane od biegania na mrozie dłonie, suche końcówki włosów i zmarszczka na czole.

Na to piękno jednak nie ma tabletki, ani magicznej, uniwersalnej sztuczki. Na to trzeba sobie zapracować. I "nie powiem Ci, że będzie łatwo. Mówię Ci, że będzie warto".