Przebieżki - luźne czy na ostro?

Jakiś czas temu było o skipach. Tym razem zainteresowałem się przebieżkami. Oto efekt mojego dochodzenia, a właściwie dobiegania. Problem z przebieżką pojawia się już na poziomie językowym. Wyjaśniam o co chodzi - według Słownika Języka Polskiego przebieżka to krótki bieg rozluźniający mięśnie. Co do krótkiego biegu to wszystko się zgadza. Kwestią sporną jest czy przebieżka rozluźnia mięśnie? Z tego co zdołałem ustalić to niestety nie do końca jest prawda.

Pogrzebałem, poszukałem i oto wyciąg informacji o tym jak sami doświadczeni biegacze definiują przebieżkę.

Dla Jerzego Skarżyńskiego to przede wszystkim narzędzie do podkręcania śruby, czyli biegowego treningu. Przebieżka to jak się okazuje najmniej groźny śrubokręt. A czym według pana Skarżyńskiego dokładnie są? ''Przebieżki to 80-300-metrowe odcinki żywszego biegu, przeplatane - dla złapania oddechu - odcinkami truchtu, zwykle tej samej długości, co przebieżka, np. 100 m przebieżka - 100 m truchtu.

Na forach biegowych przebieżki generalnie definiowane są podobnie - jako kilkudziesięciosekundowe momenty szybkiego biegu przerywane truchtem na podobnym odcinku. Te odcinki w sensie zarówno czasu i dystansu powinny być dostosowane do naszych możliwości. Czyli jak? Ustaliłem, że po prostu musimy zacząć ostrożnie - eksperci dla średnio wprawionego biegacza doradzają 20-30 sekund. Jak ktoś nie ma zegarka, może policzyć kroki. 20 sekund to ok. 60 kroków, 30 sekund daje tych kroków ok. 90. Zaraz ktoś zapyta, ''hola, a w jakim tempie''. Ano w takim żeby nie odpaść z trasy po pierwszej przebieżce. Ma być szybciej niż w tempie konwersacyjnym (bieg dający nam możliwość swobodnej rozmowy), ale nie sprintersko (efekt biegania sprinterskiego to zazwyczaj szybkie zejście z trasy).

O tym coś akurat wiem. Niedawno do swojego biegowego menu dodałem właśnie przebieżki. Robiłem je na czuja, ze świadomością, że mi nie zaszkodzą, a wręcz pomogą (chociaż nie wiedziałem jak). Biegam generalnie spokojnie, cztery razy w tygodniu. Pokonuję około 5 kilometrów. Do tego właśnie dnia treningowego postanowiłem wprowadzić element przebieżki. Na początku nie wychodziło - problemem było właśnie tempo. Narzucałem zbyt wysokie, co owocowało jedynie problemem ze złapaniem oddechu oraz kolką. Po zapoznaniu się z kwestią przebieżek wiem już jak je robić ''po bożemu''. Najpierw truchtam z półtora kilometra, potem chwila na rozgrzewkę i przebieżki czas zacząć.
Już nie szaleję, biegnę po prostu szybciej niż zazwyczaj, ale nie ma mowy o sprincie. Moja przebieżka trwa ok.20 sekund, później przez kolejne pół minuty wracam do swojego normalnego tempa biegowego. I tak cztery razy. Wiem, wiem, przebieżek w sumie powinno być więcej (eksperci mówią o liczbie od 10 do nawet 30), ale mnie stać na razie tylko na tyle. Nie chcę się po prostu przeforsować a w efekcie zniechęcić do biegania, które będę postrzegał w kategorii tortury, a nie sportowej przyjemności dla ciała i ducha.

Dodam tylko, że efekty już i tak są. Po pierwsze - udanymi przebieżkami urozmaicam sobie częstą monotonię biegania. Po drugie - w dni bez przebieżek biega mi się już zdecydowanie lepiej oraz łatwiej. Po trzecie poprawiło się moje samopoczucie. Nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne. Zgadza się, to akurat można przypisać np. choćby porze roku, ale ja chce wierzyć, że to właśnie zasługa przebieżek. I dlatego nadal będę je robił.

A jak wyglądają Wasze doświadczenia z przebieżkami? Zapraszam do dyskusji na forum. Jeśli macie jakieś pytania piszcie na adres polskabiega@agora.pl.