Bieganie. Zdrowe czy niezdrowe?

Dzięki temu, że biegamy, fundujemy sobie zazwyczaj dłuższe i lepsze życie. Jeżeli jednak mamy wyjątkowego pecha, w skrajnym wypadku szalona gonitwa za życiówką może nas też tego życia nieoczekiwanie pozbawić - Na milion uczestników zawodów biegowych na trasie lub mecie umiera czterech - mówi dr Robert Parucki. Co zatem robić?

Biegaj mądrze i zdrowo! Indywidualne plany treningowe. Pobierz za darmo! [KLIKNIJ]

Końcówkę tegorocznego sezonu zdominowała dyskusja na temat ryzyka związanego z bieganiem. Śmierć uczestnika „Biegnij Warszawo” z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej nie była pierwszym tego typu wypadkiem. Pół roku wcześniej, podczas półmaratonu w Grodzisku Wlkp., zasłabł jeden z zawodników, który następnie zmarł w szpitalu. Rok temu na trasie maratonu poznańskiego jeden z biegaczy zmarł na atak serca. Wszyscy trzej byli młodzi, mieli po trzydzieścikilka lat. Półtora roku temu podczas biegu przez amerykańskie odludzia zmarł znacznie od nich starszy, ale bardzo doświadczony biegacz, legendarny ultramaratończyk Caballo Blanco, czyli Micah True - rozsławiony przez Christophera McDougalla w kultowej książce „Urodzeni biegacze”. Sekcja zwłok wykazała, że Caballo Blanco miał wadę serca.

Kilka miesięcy temu czeski portal Aktualne.cz, powołując się na badania naukowców niemieckich, kanadyjskich i australijskich, poinformował, że serca maratończyków noszą więcej śladów uszkodzeń niż serca osób niebiegających. U wielu biegaczy tkanki mięśnia sercowego pokryte są bliznami, a u 32 proc. uczestników zawodów biegowych występuje podwyższony poziom troponiny, podobny, jak u pacjentów z podejrzeniem zawału. Troponina to grupa białek, regulująca pracę serca i innych mięśni.

Czy oznacza to, że dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy natychmiast przestać biegać i zaszyć się pod cieplutkim kocem na wygodnej kanapie? Zapytałem o to uczestników forum biegowego.

Biegaj, ale z głową

Wprawdzie żaden sympatyk kanapy się w tym gronie nie ujawnił, tym niemniej opinie - nawet wśród zagorzałych biegaczy - okazały się być dość mocno podzielone.

- Bieganie niezdrowe? - oburza się Kazik, mieszkaniec Australii. - Biegam od 1982 r., nigdy nie miałem żadnej kontuzji i nigdy nie biegłem maratonu dłużej niż trzy godziny dwadzieścia pięć minut - chwali się.

- Bieganie maratonów to ekstremalny wysiłek, który ze zdrowiem nie ma nic wspólnego - oponuje Ryszard N. - Sam biegam, bo jestem po prostu uzależniony - nie ukrywa.

- Jak ze wszystkim, także i biegać trzeba z głową - podsumowuje dyskusję internauta o nicku luskan. Luskan z czystej ciekawości wpisał w google słowa „bieganie niezdrowe” i „bieganie zdrowe”, a potem „running unhealthy” i „runnig healthy”. W pierwszym przypadku wyskoczyło mu 800 tys. i 386 tys. wyników, a w drugim - 13,7 miliona i 1,29 miliarda. - Czyżby zatem na Zachodzie bieganie było zdrowsze niż w Polsce? - pyta ironicznie.

Może i tak, choć oczywiście bardziej prawdopodobne jest, że Polacy są po prostu nastawieni do biegania bardziej krytycznie. Jedno w każdym razie jest pewne - nie wszyscy zachodni uczeni doszli do tak pesymistycznych wniosków, jak ci, których cytował czeski dziennikarz. Z amerykańskich badań wynika wręcz, że biegacze żyją dłużej.

Zdrowsi, mądrzejsi i lepsi w łóżku

Doktor Eliza F. Chakravarty oraz jej współpracownicy z Uniwersytetu Stanforda podzielili prawie tysiąc uczestników trwającego dwie dekady eksperymentu na dwie grupy: biegaczy i niebiegających. Badania rozpoczęto w 1984 r. Wszyscy uczestnicy mieli wtedy co najmniej po 50 lat. Po 19 latach zmarło tylko 15 proc. osób z pierwszej grupy i aż 34 proc. z drugiej.

Doktor Sławomir Marszałek, ultramaratończyk, trener, osteopata i fizjoterapeuta napisał w wydanej przez organizatorów maratonu poznańskiego broszurce, że bieganie w średnim i starszym wieku nie tylko wydłuża życie, ale i podwyższa jego jakość, zmniejszając ryzyko niepełnosprawności czy zniedołężnienia. Biegacze w dojrzałym wieku mają nie tylko lepszą wydolność tlenową czy układu krążenia, ale także mogą się pochwalić wyższą sprawnością intelektualną oraz... seksualną.

- Z drugiej strony bezczynność ruchowa jest równie niebezpieczna jak palenie papierosów - ostrzega dr Sławomir Marszałek.

Skąd w takim razie przypadki śmierci w czasie zawodów biegowych? Niestety, nie każdy może i nie każdy powinien biegać. Niektórzy z nas cierpią bowiem na przypadłości, których istnienia czasem się nawet nie domyślają.

- Jeśli zauważamy u siebie niepokojące symptomy, jak np. ból w klatce piersiowej, kołatanie serca, duszności czy zawroty głowy, powinniśmy jak najszybciej udać się do lekarza - zaleca doktor Marszałek. - Tego typu objawy najczęściej wskazują bowiem na zaburzenia układu krążenia - informuje. - Tylko odpowiednio przygotowany kardiolog może w tej sytuacji wykluczyć ryzyko np. nagłego zatrzymania akcji serca podczas aktywności fizycznej - podkreśla.

Najprawdopodobniej przeżyję

Pożytki płynące z konsultacji kardiologicznej zaczynają już zauważać organizatorzy zawodów biegowych. Przed ostatnim maratonem poznańskim zawodnicy mogli nieodpłatnie przebadać się w Centrum Chorób Serca i Układu Krążenia I-Kar. Skorzystałem z tej możliwości i ja. Badania trwały około godziny. W tym czasie zrobiono mi elektrokardiogram, zbadano skład ciała, a kardiolożka przeprowadziła ze mną wywiad. Wszystko wypadło pomyślnie.

- Mogę się zatem spodziewać, że dotrę do mety żywy? - pytam półżartem.

Lekarka przez chwilę milczy, mierząc mnie wzrokiem.

- Na 99,99 proc. - odpowiada wreszcie. Bez śladu uśmiechu, całkowicie poważnym głosem.

Maraton przeżyłem i już kilka dni później dzwonię do doktora Roberta Paruckiego, kardiologa, który przyjmuje m.in. w wyżej wymienionej placówce medycznej. I który sam kiedyś biegał.

- Panie doktorze, to jak to jest z tym intensywnym bieganiem? - pytam, zaraz po streszczeniu mojemu rozmówcy głównych tez artykułu z portalu Aktualne.cz. - Zdrowe jest w końcu czy niezdrowe?

- Niestety, w tym, co pisze czeski dziennikarz, może być coś na rzeczy - odpowiada mój rozmówca. - Jeżeli chcemy osiągnąć dobry wynik w maratonie i biegniemy, mówiąc językiem sportowców, na granicy tlenu i beztlenu, to nie jest to do końca bezpieczne - nie ukrywa. - Ryzyko nagłej śmierci sercowej u osoby intensywnie biegającej jest nawet trzy razy wyższe niż u kogoś nieaktywnego fizycznie.

Czterech na milion

Czyli jednak lepiej nie biegać? Albo biegać, ale rekreacyjnie, w żadnym wypadku nie biorąc udziału w zawodach.

- Wie pan, to kwestia filozofii życiowej i gotowości do podjęcia pewnego ryzyka - waży słowa dr Robert Parucki. - Niebezpieczne mogą być różne rodzaje aktywności, które stanowią sens życia wielu osób, jak bieganie, jazda konna czy wspinaczka górska. Sam biegałem jako junior, a potem musiałem, niestety, przestać, bo uległem wypadkowi alpinistycznemu - wyjawia. - Teraz za to biorę udział w maratonach MTB - uśmiecha się.

Żeby jednak móc świadomie podjąć jakiekolwiek ryzyko, najpierw trzeba znać jego stopień.

- Dlatego też zachęcam do przebadania się albo w naszej placówce, albo w innej podobnej - mówi doktor Parucki.

Taka wizyta to koszt jakichś 150 - 300 zł. Za tę cenę możemy już potem biegać ze spokojnym sercem i sumieniem. A jeśli wąż w kieszeni lub lęk przed białym kitlem nie pozwala nam zdecydować się na badania?

Lepiej biegać, niż siedzieć za kółkiem

- Na milion uczestników zawodów biegowych na trasie lub mecie umiera czterech - rzeczowo informuje nasz rozmówca. - Bardziej niebezpieczna jest jazda samochodem, a jednak większość z nas na takie ryzyko się decyduje - podsumowuje lekarz.