Kilian Jornet. Nadbiegacz

Zanim jeszcze Kilian Jornet zaczął zdobywać najwyższe szczyty Ziemi... biegiem, zdążył już osiągnąć kilka niemniej spektakularnych sukcesów, wygrać największe biegi ultra na świecie, wbiec na Kilimandżaro i napisać książkę. "Biec albo umrzeć" od dzisiaj w księgarniach.

Tytuł książki wydaje się dosłownie prawdziwy. Nie tylko ze względu na życiowe credo Kiliana (które zawarł w "Manifeście SkyRunnera", ale o tym zaraz), ale także z uwagi na wyzwania, jakie sobie stawia. Musi biec, bo jak się zawaha i noga mu się poślizgnie na górskiej grani, niechybnie zginie.

Kilian Jornet ma 26 lat i już jest legendą biegów ultra. Biegając w teamie Salomona wygrał większość najbardziej prestiżowych imprez w tej konkurencji. Ale ten świat to za mało.

Od najmłodszych lat chodził, biegał i jeździł po górach. Sam Kilian stwierdza: "Moje dzieciństwo było zupełnie normalne. Po lekcjach bawiłem się wokół domu [...] w chowanego, w berka". Jak typowo. Tylko potem dodaje "miałem szczęście, że moi rodzice mieszkali w górskim schronisku - gdzie tata pracował jako strażnik - położonym na wysokości 2000 m npm na północnym zboczu Cerdanyi, między granicznymi szczytami Francji i Andory". Właśnie. Ten szczegół zapewne miał wpływ na to, że Kilian już w wieku sześciu(!) lat zdobył swój pierwszy czterotysięcznik, a w wieku 10 lat przeszedł z mamą i siostrą całe Pireneje. Aż się prosi, żeby spłaszczyć te wyczyny: przecież specjalnie nie miał wyjścia, przy takim podejściu rodziców i w takim otoczeniu - nic dziwnego, że jest dobry!

Ale jest dobry dlatego, że niemal codziennie - przez 358 dni w roku - niezależnie od pogody, nastroju czy innych obowiązków, ciężko trenuje. 

Kilian JornetKilian zdobywa Matterhorn (4478 m npm).

Manifest SkyRunnera*

Kilian jest góralem, urodzonym biegaczem i urodzonym zwycięzcą. Kocha rywalizację. Czytając jego książkę, mam wrażenie, że jest mu ona potrzebna znacznie bardziej, niż tlen. To pewnie dlatego wbiega w szortach na pięciotysięczniki...

"Pocałuj chwałę albo zgiń podczas próby. Porażka to śmierć, zwycięstwo to emocje. Walka jest tym, co wyróżnia zwycięstwo, zwycięzcę." - manifestuje Kilian. I dalej: "człowiek nie może umrzeć, nie dając z siebie wszystkiego, nie płacząc z bólu i na skutek odniesionych ran, człowiek nie może zrezygnować. Trzeba walczyć aż do śmierci."

Początkowo Kilian walczył z innymi biegaczami. Rywalizował w biegach ultra na całym świecie. Trzykrotnie wygrał Skyrunner World Series (2007-2009), zwyciężył w uznawanym za jeden z najtrudniejszych biegów Western States Endurance Run i w europejskim prestiżowym The North Face Ultra Trail du Mont Blanc. W 2012 roku stwierdził, że czas na większe wyznania. Teraz walczy już tylko z sobą i żywiołami. Rozpoczął projekt "Summits od My Life", w ramach którego zdobywa biegiem najwyższe szczyty Ziemi. Zaczął od Mont Blanc (4810 m npm), a skończyć chce na Mont Everest (8848 m npm).

Książka dotyczy tego pierwszego etapu w jego życia. Opisuje swoje losy (niechronologicznie) od dzieciństwa, przez zwycięstwa we wspomnianych zawodach, po zdobycie góry Kilimandżaro. Kilian opowiada z wszelkimi detalami o swoich treningach, przedstartowych zwyczajach, odczuciach podczas biegów, o czym myśli, jak układa strategię na dany bieg, co go boli, co widzi, co je i jak dramatycznie walczy ze zmęczeniem. Książka z pewnością spodoba się tym, którzy pierwsze starty w biegach ultra mają już za sobą. Zobaczą w niej na pewno cząstkę siebie. Ale dla tych - takich jak ja - dla których biegi górskie to wciąż niespełnione marzenie, to też ciekawa lektura.

Mnie na przykład zaskoczyło, że Kilina Jornet się boi. Sądziłam, że osoby o takie psychice nie odczuwają strachu w ogóle. Tylko wtedy - tłumaczyłam sobie - byłby w stanie robić takie rzeczy. Tymczasem Jornet zwyczajnie obawia się gór, wysokości, nieprzewidywalnej pogody, kontuzji, swojej słabości i bólu.

"Jestem egoistą. Sport jest egoistyczny, ponieważ trzeba być samolubem, żeby umieć walczyć i cierpieć, żeby kochać samotność i piekło. Zatrzymać się, zakaszleć, znosić zimno, nie czuć nóg, wymiotować, mieć mdłości, bóle głowy, siniaki, krwawić Czy istnieje coś lepszego?"

Egocentryzm. Właśnie to jest cecha, która mnie w tej książce irytuje. Przez pierwszą jej część czytelnik może odnieść wrażenie, że na świecie jest Kilian Jornet, potem długo, długo nic, potem góry, przyroda, biegi, inni zawodnicy (tu muszę zaznaczyć, że Jornet na każdym kroku podkreśla duży szacunek do swoich rywali), a potem dopiero inny świat. Wydaje się, że o tym ostatnim Kilian pisze z pewną pogardą. Dzieli świat na tych, co wybrali "zwykłe życie" i na tych, którzy stawiają sobie wyższe cele. Tak jakby życie bez ryzyka na granicy śmierci było nudne, przewidywalne, pozbawione adrenaliny i kontaktu z piękną przyrodą!  Kilian, by móc biegać na najwyższym poziomie, jest w stanie zrezygnować ze wszystkiego "normalnego" - mieszkania, dziewczyny, snu czy jedzenia. Co zresztą szczerze opisuje. Im dłużej pisze, tym więcej nabiera pokory. Takie odnoszę wrażenie. Ale wciąż jest egoistą. Alpiniści chyba jednak muszą nimi być.

I wciąż jest człowiekiem, który robi niezwykłe rzeczy, dlatego warto przeczytać tę książkę.

Informacje na temat książki:
"Biec albo umrzeć"
Wydawnictwo SQN
Kraków 2013
cena 39,90 zł

*SkyRunning - rodzaj biegów górskich rozgrywanych na dużych wysokościach, pow. 2000 m npm.

Zdjęcie Biec albo umrzeć
Biec albo umrzeć
    0 opinii

    Komentarze (8)
    Kilian Jornet. Nadbiegacz
    Zaloguj się
    • w_razie_czego

      Oceniono 9 razy 7

      Kilian jest obecnie zdecydowanie najlepszym biegaczem górskim na swiecie. Szkoda, że recenzję pisała osoba, która, jak mi się wydaje, o Kilianie wie tylko z tej książki. Nawet pobieżne obejrzenie paru wywiadów i krótkch filmików z jego udziałem pokazuje, że jest on również jednym z najbardziej miłych, ba, nawet nieśmiałych sportowców w środowisku. Recenja przekazuje zniekształony obraz chłopaka z Pirenejów. Jego egoizm? Nie większy niż każdego z nas. Poszukajcie video z amerykańskimi biegaczami, to jest dopiero festiwal egoizmu i nierzadko arogancji.

    • prawdziwy_qwertyk

      Oceniono 19 razy 7

      w szortach bedzie lecial na tego everesta? oczywiscie leci od base campu na sam szczyt bez aklimatyzacji bo inaczej sie nie liczy

    • aim1

      Oceniono 26 razy -16

      Współczuję jego bliskim, ale egocentryczne dupki już takie są.
      Rozumiem pasję i wyzwania, ale ryzykowanie życiem dla zabawy jest po prostu głupotą.

    Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX