Wózek biegowy Thule Glide. Trenuj z dzieckiem! [TEST]

wózek Thule Glide

wózek Thule Glide (wózek Thule Glide)

Po przyjściu na świat dziecka, życie rodziców wywraca się do góry nogami. Wszystko zaczyna się kręcić wokół malucha. Stopniowo młodzi rodzice uczą się powracać do normalności, w tym do swoich pasji. Ogromnym ułatwieniem może być wózek biegowy.

Powrót do biegania jest prosty, jeśli rodzice mają możliwość opiekowania się dzieckiem na zmianę. Ale co robić, jeśli partner pracuje od rana do nocy, wyjeżdża lub obydwoje rodzice chcą trenować? Wtedy ratunkiem może być kupno wózka biegowego. Dla jednych jest to spełnienie marzeń, inni czują strach przed tym „wynalazkiem”. Boją się, czy nie zrobią krzywdy dziecku, czy będzie miało ochotę nim jeździć itp. My też mieliśmy takie dylematy. Szczególnie mój partner obawiał się, czy wózek biegowy będzie trafionym zakupem. Tu z pomocą przyszła firma THULE. W marcu miałam przyjemność testować wózek Thule Glide. Tak, słowem „przyjemność” mogę opisać cały miesiąc biegania z moją córką. Zarówno ja, jak i Iga pokochałyśmy nowy wózek.

PRZECZYTAJ: Jak rozpocząć z dzieckiem biegową przygodę?

Po odbiorze dużej paczki z wózkiem chcieliśmy jak najszybciej zobaczyć go w całej okazałości. Montaż okazał się bajecznie szybki i prosty. Nawet ja (a szybciej rozbijam i niszczę rzeczy niż je składam) sprawnie sobie poradziłam. Wózek można złożyć i rozłożyć jedną ręką! Pierwsze wrażenie: lekki ale solidny, ładny, długi i wąski (w porównaniu do spacerówki).

ThuleWózek Thule Glide

Ubrałyśmy się, wsadziłam Igę do wózka i przypięłam pasami. Moja córka początkowo nie była szczęśliwa, bo po raz pierwszy była tak mocno przypięta. Pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa bardzo dobrze trzymają dziecko i uniemożliwiają wypadnięcie. Gdy wyruszyłyśmy z mieszkania problemem okazały się 3 pary ciężkich drzwi na korytarzu. Jestem przyzwyczajona do manewrowania krótszym wózkiem ze skrętnymi przednimi kołami. Było mi ciężko trzymać drzwi i jednocześnie manewrować wózkiem, pamiętając, że aby to zrobić muszę unieść przednie koło. „Może nie będzie tak najgorzej” - pomyślałam. Zaczęłyśmy maszerować. Ciężko się szło, ale nie było to wadą - miałam wrażenie, że muszę hamować, aby nie rozpocząć truchtu. Taka sytuacja powtarzała się za każdym razem kiedy wychodziłam na trening. Z Thule Glide nie da się chodzić, z nim trzeba biegać! :) Dzięki dużym kołom oraz lekkiej aerodynamicznej konstrukcji łatwo sunął w wybranym przeze mnie kierunku. Na początku sprawdziłam jak spisuje się na warszawskich chodnikach. Musiałam zmierzyć się nie tylko z nierównościami, ale również z mijaniem przechodniów. Wszelkie wstrząsy wybierane były przez amortyzatory, a manewrowanie wózkiem było łatwiejsze niż myślałam. Środek ciężkości przesunięty na tylną oś ułatwia sprawę. Wystarczy przy użyciu niewielkiej siły nacisnąć na rączkę, aby unieść przednie koło i zmienić kierunek. Skręty i omijanie pieszych szło mi bardzo sprawnie. Dzięki temu mogłam utrzymywać prędkość przy jednoczesnym poczuciu, że dziecko jest bezpieczne. Zwalniałam jedynie przed krawężnikami aby pokonywać je jak najdelikatniej. Iga jak nigdy zasnęła bardzo szybko.

wózek Thule Glidewózek Thule Glide

Kolejne treningi tylko upewniały mnie, że wózek Thule byłby świetnym zakupem. Aby spacer był przyjemnością i dla mnie, i dla dziecka na początku szłyśmy poszaleć na plac zabaw, a następnie ,gdy zbliżała się pora drzemki, trenowałyśmy. Możliwe było to dzięki sprytnie rozplanowanym schowkom i koszowi, w które wyposażony jest wózek. Chowałam tam torbę z rzeczami Igi, zabawki, kurtkę, picie itp. Dzięki temu, że siedzisko można ustawić w dowolnym położeniu dziecko może spokojnie spać lub odpoczywać w półleżącej pozycji. Regulowana rączka umożliwiała idealne dopasowanie do wzrostu i swobodne prowadzenie wózka. Przy uchwycie znajduje się hamulec ręczny i taśma, którą można założyć na rękę, aby nie wypuścić wózka. Zabezpieczenia przydawały się gdy rozpędzona musiałam nagle zahamować lub przy zbiegach. Oprócz tego między tylnymi kołami znajdował się centralny hamulec. Korzystałam z niego podczas postojów, gdy nie trzymałam rączki - wózek jest bardzo lekki i nawet niewielki wiatr go przesuwał.

CZYTAJ WIĘCEJ: Nie podcinajmy dzieciom skrzydeł!

Do moich ulubionych gadżetów, w które wyposażono wózek należał składany daszek ochronny. W zależności od pogody można było go dowolnie rozłożyć. Najbardziej zachwyciła mnie ostatnia, przezroczysta część, która osłaniała oczy dziecka przed promieniami słonecznymi a jednocześnie umożliwiała obserwowanie otoczenia. Maksymalnie rozłożony daszek prawie zakrywał malucha, co jest szczególnie istotne zimą, gdy pada śnieg lub słońce świeci nisko nad horyzontem. W daszku znajdują się dwa okna przez które mogłam podglądać Igę.

wózek Thule Glidewózek Thule Glide

Trenowałyśmy zarówno na asfalcie, jak i na leśnych ubitych ścieżkach. Wybrałam się nim również na spacer po pagórkowatym i piaszczystym terenie. Wszędzie spisywał się dobrze. Jest świetnie wyważony. Trzymał się podłoża, nie tracił zwrotności ( zapewniało to również blokowane przednie koło) i nie grzązł. Podczas nawet bardzo ostrych skrętów i na nierównościach wózek jechał pewnie. W żadnym momencie nie miałam wrażenia, że mógłby się wywrócić. Pomimo tego dla mnie ten wózek jest jak dobra kolarzówka. Można wybrać się nim w teren, ale lepiej jeździć po w miarę równej nawierzchni. Po przejażdżce po nieubitej drodze dziecko może być za mocno wytrzęsione. Oprócz biegów ciągłych wykonywałam z nim szybsze odcinki. Im szybciej biegałam tym wózek nabierał lekkości i łatwiej było go prowadzić. Treningi ograniczone były przede wszystkim czasem drzemki dziecka. Szybko przyzwyczaiłam się do biegania bez pomocy rąk. Jedynie po pierwszym treningu miałam nieco napięte mięśnie obręczy barkowej. Michałowi za to wygodniej było prowadzić wózek raz jedną raz drugą ręką. Gdyby nie był tak dobrze zrobiony pewnie byłoby to dużo cięższe lub niemożliwe.

wózek Thule Glidewózek Thule Glide

Miesiąc minął bardzo szybko. Był to bardzo udany okres treningowy. Choć obydwoje dużo przebywamy w domu, ani wcześniej, ani później nie mogłam tak często i swobodnie wychodzić na trening. Dlatego z żalem rozstawałam się z wózkiem. Szkoda, że nie został z nami na zawsze. Wniosek płynący z testu jest prosty - wszystkim przyszłym i obecnym rodzicom zastanawiającym się nad zakupem wózka biegowego polecam model Thule Glide.

 

Weronika Zielińska - Trener II klasy Lekkoatletyki i Instruktor Kulturystyki. Była lekkoatletka specjalizująca się w biegach na 400m. Mistrzyni Polski seniorek w biegu na 400 m przez płotki z 2007 r. Trener w Klubie biegowo-triathlonowym 12tri.pl i członek grupy ASICS Frontrunner Polska.

Zobacz także
  • Klęk podparty wyprost przeciwnej ręki i nogi. Ćwiczenia Dla Ciężarnych: 11 ćwiczeń dla kobiet w ciąży [ZDJĘCIA]
  • Biustonosze sportowe [TEST]
  • Endomondo Sports Tracker Aplikacja do biegania. Jaką wybrać? [TOP 7]
Komentarze (2)
Wózek biegowy Thule Glide. Trenuj z dzieckiem! [TEST]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX