Maratończycy "Gazety"

Maraton z "Gazetą" pokonało już kilka drużyn. Nauczyciele, rolnicy, lekarki, sprzedawcy, studentki, dziennikarze. Maratońscy debiutanci i tacy, którzy koniecznie chcieli pobić swoje rekordy na 42,2 km. Kogo tam nie było?! W 2008 szykowaliśmy kompletnych debiutantów, w tym ludzi w średnim wieku, bez jakiegokolwiek sportowego przygotowania. W 2009 startowały pary krewnych lub przyjaciół, co owocowało czasem umocnieniem bądź naprawieniem relacji. W 2010 zgłaszających wybieraliśmy, kierując się tym, jak uzasadniali decyzję, by biec maraton - ludzie chcieli się wzmocnić, podnieść z kryzysów, coś sobie lub innym udowodnić

W tym roku są trzy drużyny - dwie z nich już zmierzyły się z maratonem. W połowie września we Wrocławiu - mężczyźni, którzy z maratonem zmierzyli się po raz pierwszy w życiu. Pod koniec września w Warszawie - kobiety, które już kiedyś 42,2 km przebiegły, tym razem poprawiły swoje "życiówki". A w połowie października w Poznaniu - pobiegną tandemy, czyli rodzice z dziećmi w wózkach, tzw. joggerach. Wybraliśmy jedną mamę i trzech ojców.

42 kilometry to za mało

Prof. Piotr Kacejko z Politechniki Lubelskiej debiutował w Poznaniu w 2010 r. Zaczął biegać, bo uznał, że już czas się za siebie wziąć.
- Człowiek nie jest może jakoś bardzo chory, ale idzie do lekarza i słyszy: "No wie pan, mogłoby być lepiej" - opowiada.
- Potem ktoś w rodzinie ma problemy z sercem i wtedy włącza się dzwonek alarmowy. Pomyślałem sobie, że jak przebiegnę, powiedzmy, 30 km, to nie jest ze mną tak źle. Bo przecież chory by tyle nie przebiegł.

10.10.2010  POZNAN . 11 POZNANSKI MARATON IMIENIA MACIEJA FRANKIEWICZA FOT. TOMASZ KAMINSKI / AGENCJA GAZETA

Dziś Kacejko może się uważać za okaz zdrowia, bo po dystansie maratońskim pokazał, że może więcej. Wiosną pokonał 100 km Maratonu Pieszego po Górach Świętokrzyskich.
- Kocham góry. To mi zaostrzyło apetyt. Pomyślałem sobie, że także polskie miasta są ładne. W tym roku szykuję się na Warszawę, mam rozpisane treningi na każdy dzień. Na wiosnę 2012 roku zaplanowałem Kraków, a w 2013 marzy mi się coś ekstremalnego: Bieg Rzeźnika w Bieszczadach albo ultramaraton wokół Mont Blanc.

Czas się nie liczy

Startowały z nami typy sportsmenów, którzy walczyli o każdą sekundę. Dla Agaty Gronek i Gosi Kazubowskiej czas był drugorzędny. Na metę Poznań 2010 dotarły po 6 godzinach i 35 minutach - wyczerpane, ale szczęśliwe.
- Nie zmieściłam się w limicie, ale dla mnie to był rekord świata, moja życiówka. Po czymś takim przyjaźń z Gosią to już na całe życie - wspomina Agata, dekoratorka z Warszawy.
- Należymy przecież do wspaniałego i wąskiego grona maratończyków. To uskrzydla.

Aleksandra Mirecka, 52 lata, chemiczka, przedstawicielka firmy produkującej farby, pobiegła rok temu z mottem "Ja wam pokażę!".

16.07.2010  POZNAN . PANI ALEKSANDRA MIRECKA PODCZAS TRENINGU , CHCE PRZEBIEC POZNANSKI MARATON , AKCJA GAZETY POLSKA BIEGA FOT. TOMASZ KAMINSKI / AGENCJA GAZETA
Aleksandra Mirecka

- No i pokazałam, że nie jestem za stara na bieganie. Czy warto było się tak męczyć? Oczywiście! Nie żałuję ani jednej kropli potu, ani jednego pękniętego paznokcia. Czuję się innym, silniejszym człowiekiem. Mam jakieś tam problemy ze zdrowiem: a to kręgosłup, a to stawy. Ale po maratonie to się przestało liczyć.

Trzeba znać swój dystans

Mariusz Grzesik, dyrektor handlowy z Poznania, mówi, że bieganie jest teraz jedną z najważniejszych rzeczy w jego życiu. Tuż przed biegiem był bliski rezygnacji, tak bolało go biodro. Wziął trzy ketonale i wystartował. Dotarł w 4:52.
- Nigdy więcej! - krzyczał. A tymczasem na początku września pokonał półmaraton w Pile. W ostrym słońcu męczyli się razem z żoną Natalią.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że ją zaraziłem. Na mecie po dwóch i pół godziny biegu mówiliśmy sobie, jaki to głupi sport, że trzeba się tak zmęczyć, ale radość była olbrzymia.
Mariusz uznał, że maratony są dla niego za długie.
- Ale za to polubiłem półmaratony. Człowiek się zmęczy, spoci, ale już następnego dnia wraca do życia.

Ola, która zaraża

Aleksandra Przybylska, zastępca naczelnego poznańskiej redakcji "Gazety", debiutowała w drużynie z 2008 roku. Pracowała wtedy w warszawskiej redakcji i zdecydowała się wystartować z tęsknoty za Poznaniem. Po powrocie wzbudziła furorę w zespole. Zza biurek wstało 11 osób (ostatecznie wystartowało 9): najmłodszy miał 19 lat (i już jeden maraton na koncie), najstarsza lat 51, najcięższy ważył 102 kg.
Bartosz Nosal, dziennikarz sportowy:
- Najpierw Ola przekonała mnie do regularności. Zacząłem biegać kilka razy w tygodniu, bo jak się z kimś umawiasz, to nie wypada nie przyjść. Potem jakoś tak wyszło, że najwyższa pora przestać się mazać i przebiec te 42 km i 195 metrów. W 2010 roku maratońska ekipa dziennikarzy się pozmieniała - jedni odpuścili, ale pobiegli nowi. Wśród nich Asia Leśniewska:
- Bez Oli na pewno nie zostałabym maratonką. Nie uwierzyłabym, że taka łamaga, która zawsze miała czwórę z wuefu, może dokonać niemożliwego. Bo Ola, nawet jak jest totalnie zarobiona, znajdzie chwilę, żeby pogadać, jak idą treningi i dlaczego tak się nie chce. Co mnie najbardziej dopingowało? Ten błysk w oczach, gdy Olka mówi o bieganiu.
Ola czuwa też nad amatorami i amatorkami spoza redakcji.

Co się traci, to się zyskuje

Wielu naszych zawodników straciło kilogramy, a niektórym udało się rzucić nałogi. Nauczycielka Jagna Hałaczek po maratonie w 2010 roku nie może patrzeć na papierosy.
- Nawet dym, gdy ktoś inny pali, mi przeszkadza. Parę osób zaraziłam bieganiem, bo zobaczyli, że można. Mój kolega rozważa nawet start w maratonie. Córka też biega, ale jest raczej typem sprinterki, choć czasem robimy razem 10 km.

07.07.2010 LODZ , OSIEDLE MIESZKANIOWE WIDZEW , NAUCZYCIELKA GEOGRAFII , JAGNA HALACZEK PODCZAS TRENINGU PRZYGOTOWUJACEGO DO BIEGU MARATONSKIEGO .  FOT. MALGORZATA KUJAWKA / AGENCJA GAZETA

Jagna cieszy się też, że uczniowie inaczej na nią patrzą.
- Wyłamałam się z szablonu nauczycielki. Kiedy rozmawiamy o tym, że aby coś osiągnąć, trzeba się napracować, to patrzą na mnie i myślą: wie, co mówi.

Dla najbliższych i Pana Boga

Asia Sadowska, 43 lata. Kobieta biznesu, dyrektor ds. farmacji w Bertelsmann Arvato Services Polska. Mama pięcioletniego Kuby i 19-letniej Sonii. Na starcie w Poznaniu stanęła w 2008 roku, w drużynie debiutantów, właśnie dla Kuby.

12.10.2008 POZNAN 9 DZIEWIATY MARATON POZNANSKI BIEG BIEGACZE MARATONCZYCY POLSKA BIEGA N/Z  NR 44 JOANNA SADOWSKA   FOT. TOMASZ KAMINSKI / AGENCJA GAZETA

- Po porodzie czekałam w szpitalu na wyniki badań synka. Urodził się ze zdeformowaną rączką, musiał być operowany. I to wtedy obiecałam Panu Bogu, że jeśli wszystko będzie dobrze, to przebiegnę maraton. Nie wiem, czemu akurat maraton, po prostu coś takiego przyszło mi do głowy. Gdy w 2008 r. "Gazeta" ogłosiła zapisy do drużyny, odebrałam to jako znak - zgłosiłam się. Wojtek Staszewski [reporter "Dużego Formatu" i licencjonowany trener, który odpowiadał za przygotowanie debiutantów do maratonu w zaledwie 13 tygodni] zapytał m.in. ile ważę. Odpowiedziałam szczerze, na co on równie szczerze: "Jesteś pewna, że chcesz biec?". Bardzo chciałam.
Każdy kilometr maratonu biegła w czyjejś intencji. Asia nadal trenuje. Głównie rano, to ustawia jej cały dzień. Potem "biega" ze spotkania na spotkanie.

Narkotyk rodzinny

Nasi zawodnicy twierdzą, że łatwiej się biega w drużynie. Nawet wtedy, gdy od innych zawodników dzieliły ich setki kilometrów, a przed startem nigdy nie widzieli się na oczy.  Idąc tym tropem, w 2009 do biegania zachęciliśmy pary. Biegali z nami m.in.: Agnieszka i Rafał Przyszlakowie, małżeństwo z Rzeszowa, których najmłodszy syn, Franek, urodził się z powikłaniami; słupski policjant Jarek Chajnowski i jego syn Grzesiek; Dorota i Adam Nowaczykowie, małżeństwo z szesnastoletnim stażem, które prowadzi rodzinny dom dziecka w Wiosce Dziecięcej SOS w Karlinie w Zachodniopomorskiem.

Dorota i Andrzej Nowaczyk, Karlino, woj. zachodniopomorskieGazetowa drużyna 2009
Nowaczykowie

Adam Nowaczyk:
- Od 2009 roku biegamy systematycznie, w niedzielę biegliśmy połówkę w Pile, teraz szykujemy się na Warszawę. Dorota po każdym takim biegu mówi, że już nigdy więcej, i pyta, po co się tak męczymy. A po kilku godzinach i dobrym obiedzie zaczyna planować, gdzie wystartujemy następnym razem. Bieganie to dla nas relaks, odskocznia, coś, co mamy tylko dla siebie. Trudno byłoby zrezygnować z takiego narkotyku.

Justyna Suchecka

Przeczytaj też relację tegorocznych drużyn "Gazety":
Relacja mężczyzn
Relacja kobiet


Dołącz do nas na Facebooku.