Pokonaj z nami maraton: Sprawdzian w półmaratonie "Cud nad Wisłą"

Hurrrra! Okazało się, że treningi coś dają! Od miesiąca regularnie trenowałam i cisnęłam z prędkością: konsekwentnie raz w tygodniu robiłam bieg interwałowy albo tempówkę, dłuższe wybieganie, dwa wolne biegi, czasem urozmaicenie w lesie. Bałam się, że przestałam panować nad czasem, że biegam coraz wolniej. Na tydzień przed Półmaratonem "Cud nad Wisłą" obleciał mnie taki strach przed tym, że się nie uda, że chciałam odpuścić. Ale nie odpuściłam, tylko wyluzowałam - Ania opowiada o swoich wrażeniach i daje kilka porad półmaratońskim debiutantom.

Stwierdziłam, że jak przy pierwszym podejściu nie uda się przełamać dwóch godzin, to trudno. Nic się nie stanie. Pobiegłam uśmiechnięta, śpiewałam sobie ulubione piosenki i zrobiłam życiówkę! 1:49:17!

Warto raz na jakiś czas się sprawdzić. "Nie przejmuj się czasem na treningach. On nie ma nic wspólnego z tym, jak pobiegniesz na zawodach" - powtarzała mi Magda. A ja mimo tego, że mam do niej ogromne zaufanie, jakoś nie mogłam tego faktu zaakceptować. Ale już kiedy przebiegłam 2 pierwsze kilometry wiedziałam, że zrobię to, zmieszczę się w czasie 1:59:59. Dzięki takiemu nastawieniu udało się zrobić to nawet o dziesięć minut szybciej!

Półmaraton "Cud nad Wisłą" to magiczne wydarzenie. Biegną ludzie po 75 roku życia, z własnymi słabościami zmagają się osoby niepełnosprawne. Ale nie brakuje też sportowców wyczynowych, którzy chcą pobić swoje życiówki. W tym roku wielu osobom to się udało. Bieg z Ossowa do Radzymina był dobrze zorganizowany, a pogoda sprzyjała temu, by dać z siebie wszystko. W upale byłoby znacznie trudniej. Podczas tego biegu sporo się nauczyłam. Dzielę się wiedzą, żeby i wam służyć moimi doświadczeniami.

Przede wszystkim spokój i pozytywne nastawienie

Na dzień przed samym biegiem wyluzowałam się. Nie robiłam nic. Zwykle stawiałam na luźny trucht albo pływanie, ale tym razem postanowiłam w ogóle odpuścić i skupić się cały dzień na pracy. Odpuściłam z postanowieniami. Przejrzałam tabele moich wyników i stwierdziłam, że spokojnie powinnam dać radę nawet 1:55:30 ale nie wymagam tego od siebie. Bardzo chciałam, ale stwierdziłam, że pobiegnę dla przyjemności. Potraktuję to jako moje cotygodniowe dłuższe wybieganie tyle że wreszcie ze ściśle określoną trasą i bez wkurzających świateł (moim zdaniem policja bardzo sprawnie sobie z tym poradziła, ale nie mam dużego doświadczenia w tych sprawach). Warto odpocząć na dzień przed, zrelaksować się i wystartować w biegu z nastawieniem, że robimy to dla przyjemności.

Muzyka ma znaczenie

Niektórzy biegają bez muzyki, ja wolę biegać gdy coś mi w uszach gra. Motywuje mnie, pomaga utrzymać tempo. Męczyła mnie już moja playlista. Od wielu tygodni słuchałam mocnego szarpania na gitarach i walenia w perkusję. Na początku to się sprawdzało ale ile można słuchać tego samego? Na dwa dni przed biegiem stworzyłam nową listę. Tym razem postawiłam na clubbing i to był dobry wybór. Podczas biegu aż chciało mi się śpiewać i tańczyć. Rozpierała mnie pozytywna energia.

Bez wsparcia bliskich ani rusz


Jestem cholerną szczęściarą, że mam takiego kochanego faceta, który w dzień wolny od pracy wstanie o 7 rano i zawiezie mnie do Ossowa, w którym nigdy nie był, a potem podjedzie do Radzymina, żeby powitać mnie z butelką wody. Gdyby nie to, doszły by mi zmartwienia typu: Jak dojechać? Gdzie są moje rzeczy? Etc. Wszystko było dobrze zorganizowane. Ubrania na zmianę można było zostawić w autobusach w Ossowie, które zostały w trakcie biegu przewiezione na metę, ale nie ma jak ktoś bliski odciąży cię od myślenia o ubraniu, dokumentach etc. Tomkowi bardzo za to dziękuję, a Was namawiam do tego, żebyście nie jeździli sami tylko w grupie lub poprosili kogoś bliskiego o pomoc. Dodatkowo podczas biegu myślałam sobie, jak fajnie będzie dobiec w tak dobrym czasie i mieć się z kim tym cieszyć.

Wsparcie aktywnych z naszych profili na facebooku takich jak RuszSie też było na wagę złota. Pierwsze o czym myślałam na mecie to: "Kochanie! Zrób mi zdjęcie z medalem. Muszę im pokazać, że się udało i że cholernie się cieszę i dziękuję!".

Trzeba z głową rozłożyć siły

Jeszcze nigdy nie stratowałam w takim biegu i miałam świadomość, że to nie jest zabawa na "dyszkę" więc najwyższa pora z głową rozłożyć siły. Biegłam szybciej niż zakładałam, ale pozostałam w strefie komfortu. Byłam zaskoczona, że tempo typu 1 km w 5:08 może być dla mnie tempem komfortowym. Podczas treningów to nawet w biegu na 10 km pokonanie jednego kilometra w czasie 5:10 daje mi w kość. Tutaj jednak cały czas kontrolowałam tempo, bo czułam się dobrze i wiedziałam, że dałabym radę szybciej, ale rozsądek mówił: Nie ma sensu, bo nie dociągniesz do końca. Masz do pokonania 21 kilometrów. I na szczęście zastosowałam się do tego.

W momencie, gdy mijaliśmy szybszych zawodników, którzy biegli na samym początku (taki fragment był mniej więcej na 6 kilometrze) specjalnie zapamiętałam kilku biegaczy (głównie kobiety, bo zwykle jest nas mniej, więc to dużo łatwiejsze zadanie), żeby zobaczyć, czy wytrzymają bieg takim tempem do końca. Wyprzedziłam prawie wszystkie z nich (poza maszynami do biegania z Ukrainy - piękne six packi miały i jeszcze piękniejszy czas). Wniosek: biec dość szybko, ale nie dawać z siebie wszystkiego, jeśli pierwszy raz bierze się udział w biegu na jakimś dystansie. Dzięki temu mogłam w połowie trochę przyspieszyć, a na końcu przycisnąć. Cieszę się, że wzięłam w tym udział, bo dzięki temu mam nieco lepsze pojęcie na temat tego, jak rozłożyć siły podczas maratonu, który zbliża się coraz większymi krokami.

W grupie raźniej!

Jednak nic nie daje takiego zastrzyku pozytywnej energii jak obecność innych osób. Raptem okazuje się, że nawet takie łagodne baranki jak ja mają w sobie ducha rywalizacji. Podczas kilku kilometrów udało mi się wybadać kto biegnie podobnym tempem do mnie i dlatego nie odpuszczałam do końca. I te uściski po biegu: "Dzięki tobie nie odpuszczałem i zrobiłem życiówkę!" - bezcenne. Nie znam lepszego uczucia niż to, które pojawia się tuż przed metą i obecność innych ludzi, którzy wiedzą, co czujesz i są z Tobą. Kochani, dziękuję Wam wszystkim. Dzięki temu nie mogę już się doczekać kolejnego wyzwania.

Trzymajcie kciuki za przygotowania Ani do 34. Maratonu Warszawskiego. Anię można dopingować na naszym Facebooku.

Przeczytaj również:

Pokonaj z nami maraton: Każdy może!
Pokonaj z nami maraton: Czas zacząć!
Pokonaj z nami maraton: Pierwszy sprawdzian
Pokonaj z nami maraton: Pierwsze długie wybieganie
Pokonaj z nami maraton: Wracam do sił
Pokonaj z nami maraton: Sprinty

Pokonaj z nami maraton: Kryzys

Pokonaj z nami maraton: Pierwszy półmaraton typu trail

Dołącz do nas na Facebooku.

Anię w przygotowaniach do 
34. Maratonu Warszawskiego 
wspiera adidas

adidas wspiera Anię w przygotowaniach do maratonu w Warszawie