Śmierć na maratonie - tragedia na 14. kilometrze

Dziś kilkaset osób zmarło w Polsce z powodu chorób układu krążenia. Jedna - na 14. kilometrze 13. Maratonu Poznańskiego. To bardzo smutne, wszyscy za metą powtarzaliśmy sobie tę wiadomość. Wszyscy też martwiliśmy się, jak laicy będą teraz oskarżać bieganie, biegaczy i maratończyków o niszczenie swojego zdrowia - pisze Wojciech Staszewski, dziennikarz "Gazety Wyborczej", współorganizator akcji Polska Biega.

Dzisiejszy wypadek jest bardzo przykry, ale z czystej statystyki wynika, ze musiał się w końcu zdarzyć. Zwłaszcza, że w dużych polskich maratonach biega już nie po 600, jak kiedyś, ale po sześć tysięcy osób. Nie jest to zresztą pierwszy zgon na zawodach biegowych w Polsce. Zdarzyły się już śmiertelne przypadki na biegach w Rowach, Korycinie, Ełku. Były to jednak krótsze i mniejsze biegi, nie tak nagłośnione. Kardiologowie powtarzają: jeszcze nikt na świecie nie umarł od biegania. Natomiast zdarza się, że ludzie podczas biegania umierają na choroby układu krążenia. Z pierwszych relacji ratowników medycznych, lekarzy i prokuratora wynika, że tak było i dziś w Poznaniu. Według danych Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Stanach Zjednoczonych, przez 10 lat między 2000, a 2010 rokiem robiono badania - na liczbę 10,9 ml osób, które uczestniczyły w maratonach i półmaratonach doszło do 59 zatrzymań akcji serca, z czego 42 przypadki zakończyły się zgonem.

Ryzyko tragedii to 1:250 tysięcy, łatwiej trafić szóstkę w totka. Niestety, dziś w Poznaniu trafiło bardzo smutno. Bieganie jest bardzo zdrowe. Wzmacnia serce, pomaga walczyć z otyłością, podnosi sprawność ogólną i jakość życia. Nie do końca zdrowy jest start maratoński - maraton choć daje mnóstwo satysfakcji, rzeczywiście wyniszcza organizm. Ale to nie maratonu wina - biegacz z Poznania zmarł na 14. kilometrze, równie dobrze mogło to się wiec zdarzyć na znacznie krótszym biegu. Bieganie zrobiło się popularne, a nawet modne. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas przed biegiem podpisuje deklarację, że startuje na własną odpowiedzialność i musi sam uzyskać pewność, że jego zdrowie pozwala mu na start. Czy wszyscy musimy pędzić teraz do lekarza? Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czym więcej czynników ryzyka - dziedziczne obciążenie chorobami serca, otyłość, siedzący tryb życia, palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu, stresująca praca - tym bardziej należy się do lekarza wybrać. Przyznam, że sam przez wiele lat bagatelizowałem swoje problemy z ciśnieniem tętniczym, choć coraz częściej w punkcie krwiodawstwa odsyłano mnie, ze względu na wyniki na granicy nadciśnienia. W końcu żona przymusiła mnie do wizyty u kardiologa. Biorę teraz pigułki i wiem od mojego lekarza, że mogę z nimi robić wszystko, co robi zdrowy człowiek. Również ciężkie treningi, również mogę startować w biegach. Bądźcie roztropniejsi ode mnie - nie bagatelizujcie nawet drobnych symptomów. Rozkręcając w "Gazecie Wyborczej" akcje Polska Biega chcieliśmy, żeby bieganie szło wszystkim na zdrowie. W przypadku tysięcy Polaków tak jest - i niech nadal tak będzie. W niedzielę zdarzył się jednak smutny wypadek. Bliskim składam wyrazy współczucia.

Dzisiejszy wypadek jest bardzo przykry, ale z czystej statystyki wynika, ze musiał się w końcu zdarzyć. Zwłaszcza, że w dużych polskich maratonach biega już nie po 600, jak kiedyś, ale po sześć tysięcy osób. Nie jest to zresztą pierwszy zgon na zawodach biegowych w Polsce. Zdarzyły się już śmiertelne przypadki na biegach w Rowach, Korycinie, Ełku. Były to jednak krótsze i mniejsze biegi, nie tak nagłośnione. Kardiologowie powtarzają: jeszcze nikt na świecie nie umarł od biegania. Natomiast zdarza się, że ludzie podczas biegania umierają na choroby układu krążenia. Z pierwszych relacji ratowników medycznych, lekarzy i prokuratora wynika, że tak było i dziś w Poznaniu. Według danych Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Stanach Zjednoczonych, przez 10 lat między 2000, a 2010 rokiem robiono badania - na liczbę 10,9 ml osób, które uczestniczyły w maratonach i półmaratonach doszło do 59 zatrzymań akcji serca, z czego 42 przypadki zakończyły się zgonem.

Ryzyko tragedii to 1:250 tysięcy, łatwiej trafić szóstkę w totka. Niestety, dziś w Poznaniu trafiło bardzo smutno. Bieganie jest bardzo zdrowe. Wzmacnia serce, pomaga walczyć z otyłością, podnosi sprawność ogólną i jakość życia. Nie do końca zdrowy jest start maratoński - maraton choć daje mnóstwo satysfakcji, rzeczywiście wyniszcza organizm. Ale to nie maratonu wina - biegacz z Poznania zmarł na 14. kilometrze, równie dobrze mogło to się wiec zdarzyć na znacznie krótszym biegu. Bieganie zrobiło się popularne, a nawet modne. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas przed biegiem podpisuje deklarację, że startuje na własną odpowiedzialność i musi sam uzyskać pewność, że jego zdrowie pozwala mu na start. Czy wszyscy musimy pędzić teraz do lekarza? Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czym więcej czynników ryzyka - dziedziczne obciążenie chorobami serca, otyłość, siedzący tryb życia, palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu, stresująca praca - tym bardziej należy się do lekarza wybrać. Przyznam, że sam przez wiele lat bagatelizowałem swoje problemy z ciśnieniem tętniczym, choć coraz częściej w punkcie krwiodawstwa odsyłano mnie, ze względu na wyniki na granicy nadciśnienia. W końcu żona przymusiła mnie do wizyty u kardiologa. Biorę teraz pigułki i wiem od mojego lekarza, że mogę z nimi robić wszystko, co robi zdrowy człowiek. Również ciężkie treningi, również mogę startować w biegach. Bądźcie roztropniejsi ode mnie - nie bagatelizujcie nawet drobnych symptomów. Rozkręcając w "Gazecie Wyborczej" akcje Polska Biega chcieliśmy, żeby bieganie szło wszystkim na zdrowie. W przypadku tysięcy Polaków tak jest - i niech nadal tak będzie. W niedzielę zdarzył się jednak smutny wypadek. Bliskim składam wyrazy współczucia.