Drużyna "Polska Biega dla wnuków" pokazała klasę!

Dziadek Marek, siostra pomysłodawcy maratonu poznańskiego i Spartanin - w niedzielę ostatnia trójka z drużyny "Polska biega dla wnuków" zameldowała się na mecie Poznań Maratonu.

Powiało nowością: start i metę 13. Poznań Maratonu umiejscowiono na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, a nie jak dotychczas - nad Jeziorem  Maltańskim i pierwszy raz maratończycy mieli do pokonania jedno duże okrążenie, a nie dwa. Biegaczom nowa trasa sprawiła trochę problemów, bo na ostatnich kilometrach musieli pokonać dwa długie podbiegi, ale, jak powiedział Wojciech Staszewski, który również startował, trasa maratonu nigdy nie może być za łatwa.

Drużyna Fot. Małgorzata Smolińska


Za to pogoda "stanęła na wysokości zadania", nie padało, było nie za ciepło, wiatr w normie. Kibice dopisali, choć do hałasu jak na nowojorskim czy londyńskim biegu wciąż daleko. Ja, jak zwykle zdarłam głos dopingując biegaczy.

Pierwsza kobieta na mecie - Svietlana Kochan z Białorusi wybiegała najlepszy czas w trzynastoletniej historii maratonu w Poznaniu - 2 godziny, 35 minut i 8 sekund. Najszybszym mężczyzną był Kenijczyk, Edwin Yator z czasem 2:16,16. Atrakcją tegorocznego maratonu im. Macieja Frankiewicza był udział Scotta Jurka, ultramaratończyka z USA, autora książki "Jedz i biegaj". Na spotkanie ze Scottem w przeddzień maratonu przyszły takie tłumy, że nie wszyscy zmieścili się do sali, a w niedzielę Amerykanin - biegnąc na luzie - zrobił wynik 3:15,25.
Na 14. kilometrze zasłabł 36-letni biegacz. Mimo szybkiej reanimacji mężczyzna zmarł. Z pierwszych komunikatów wynika, że to był zawał serca.


Nasi dali radę

Wśród 5407 osób, które ukończyły wczorajszy maraton w sześciogodzinnym limicie czasu, byli reprezentanci drużyny "Polska biega dla wnuków": Marek Bekerman, Magdalena Tomczyk i Arkadiusz Orzechowski. Od lipca przygotowywali się do tego momentu pod okiem Wojciecha Staszewskiego. Dla przypomnienia: w tym roku zaprosiliśmy czytelników do udziału w przygotowaniach do trzech jesiennych maratonów, a naszym mottem było "dla wnuków". W drużynie byli tylko posiadacze: wnuków. Razem chcieliśmy udowodnić, że bycie babcią czy dziadkiem to frajda. Bo można dzieciom pokazywać świat i że nigdy nie jest za późno na wyzwania, nawet te sportowe.

Drużyna Fot. Małgorzata Smolińska


Maraton wrocławski 16 września ukończyli: Halina Kokocińska z Kościana, Krystyna Mokrzycka z Wrocławia i Franciszek Pendolski z Katowic, warszawski, 30 września - Jerzy Nowak ze Szczecina, Wacław Winiarz z Lubaczowa i Jan Półzięć ze Strzyżowa. A teraz Marek, Magdalena i Arkadiusz. Oto, co powiedzieli na mecie:

Marek Bekerman
53 lata, Paszkowszczyzna, woj. podlaskie,
konsultant ds. rozwoju mediów, szczególnie w Europie Wschodniej i Azji
1 wnuczka,
to był jego szósty maraton
czas netto: 4:34


- Pobiegłem poniżej oczekiwań. Przyznaję się. Jak sobie pomyślę, że kiedyś biegłem maraton poniżej 4 godzin, to jeden wniosek mam: trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Za mało pracowałem przed tym maratonem, plan treningowy zrobiłem w 75 procentach. Więc nie ma co się co dziwić: od połowy dystansu kondycja jakby była, ale nogi bolały i biodra, są niewybiegane dostatecznie. Więc zwolniłem, trochę szedłem, więc jestem zupełnie niezmęczony, mógłbym chyba kolejny maraton zaraz biec, ale oczywiście powoli. Najważniejsze, że nie przyniosłem drużynie wstydu i ukończyłem.
Do tej pory startowałem w maratonach tylko za granicą: w Londynie i Dublinie. Nie wiedziałem, czego spodziewać się tu, w Poznaniu i jestem pod wrażeniem! Organizacja na wysokim poziomie, komfortowo, jestem w szoku. A ile osób biega na prawie zawodowym poziomie! Ja patrzę, tylu dziadków z siwymi bródkami, a śmigają jak charty gończe. Taki postęp! Na pewno będę teraz startował w Polsce.
Jak mieszkałem Kijowie, ludzie na mnie patrzyli jak na wariata, gdy joggingowałem. I miałem taką ideę - tak jak Martin Luter King i jego "I have a dream" - żeby był tam jakiś duży maraton i żeby ludzie nagle zaczęli biegać. Nawet pisałem do ukraińskiej prasy artykuły na ten temat, ale oni pukali się w czoło i nikt mnie nie wydrukował. Ale może tam się kiedyś też zmieni.

Drużyna Fot. Małgorzata Smolińska


Magdalena Tomczyk

53 lata, Poznań, 1 wnuczka, architekt
to był jej debiut
czas netto: 4:52


- Super! Ściany nie było, trzymałam równe tempo, 7 min/km. Plany treningowe Wojtka Staszewskiego były świetne, ja je pilnie wykonałam i jest efekt! Sam Wojtek biegł ze mną na ostatnim kilometrze, to przyspieszyłam jeszcze. Jestem z siebie dumna, złamałam 5 godzin. I nawet z uśmiechem na metę przybiegłam - o to mi chodziło! Świetnie się czuję. Melduję, że jestem gotowa na kolejne maratony.
Magda biegła w czerwonej koszulce, którą ma po wrześniowym biegu zadedykowanym zmarłemu bratu - Maciejowi Frankiewiczowi, który był wiceprezydentem Poznania i  pomysłodawcą maratonu poznańskiego.
- To moje bieganie to oczywiście również jego robota. Ale miałam sobie dać jeszcze 5-6 lat, by spokojnie dotrenować się do maratońskiego debiutu, bo biegam dopiero od roku. Ale jak "Gazeta" zrobiła tę akcję "dla wnuków", to nie było wyjścia, zgłosiłam się, wnuczce Idze też się coś należy. Wnuczka Ida, rodzina, przyjaciele kibicowali mi na trasie, byli na mecie.
Kilkanaście pierwszych kilometrów biegłam razem z moją przyjaciółką, Olą Mirecką, która była w drużynie "Gazety" dwa lata temu i już konsekwentnie startuje w maratonie poznańskim. A na mecie medal wręczył mi Janusz Rajewski, były dyrektor maratonu. Specjalnie na mnie czekał, to takie miłe.

Drużyna Fot. Małgorzata Smolińska

Arkadiusz Orzechowski
55 lat, Piaseczno pod Warszawą, 2 wnuczki,
wykładowca na SGGW
to był jego drugi maraton
czas netto: 5:47


- Marzę o piwie. Tyle czasu byłem w drodze, zasłużyłem sobie. Od 30. kilometra już szedłem, bo nawalało mi kolano. Co próbowałem podbiec, to ból, więc pomyślałem sobie, że lepiej już domaszerować do mety. Dobrze, że nie było za gorąco, bo dałem radę w hełmie - mówi Arek, który biegł razem z drużyną Spartan, która tym razem zbierając pieniądze na przedszkole dla niepełnosprawnych dzieci "Orzeszek" w Poznaniu. Jak na Spartanina przystało, miał na sobie hełm, pelerynę, miał tarczę i dzidę. Buty - na szczęście - miał biegowe.
- Jak biegłem dwa tygodnie temu w Warszawie, jako "zwykły człowiek" nie wzbudzałem takiego zainteresowania, jak teraz. Ludzie do nas krzyczeli "Cześć Legioniści" albo "Ave Cezar", a ja starałem się tłumaczyć, że to o Spartę chodzi.
Na maratonie warszawskim zaliczyłem ścianę, nagle osłabłem. Teraz już wiedziałem, że na trasie trzeba jeść żele energetyczne i udało się: wciągnąłem cztery, morelowe i czuję się świetnie. Czy jeszcze będę biegał maratony? Zaraz, zaraz, muszę spojrzeć w mój kalendarz Za cztery tygodnie startuję w Biegu Niepodległości w Warszawie, ale to tylko 10 km. Potem na pewno zrobię kolejne maratony, bo dopiero po kilku będą mogli o mnie per "prawdziwy maratończyk" mówić - śmieje się Arek.
Reszta Spartan pogoniła, żeby złamać pięć godzin. Nigdy wcześniej to im się nie udało. Na mecie odtańczyli swój taniec "wojenny" i zachęcali kibiców do wpłacania pieniędzy na "Orzeszka".

Drużyna Fot. Małgorzata Smolińska


Hej wnuki, jesteście dumne?

Zobacz jak poszło pozostałym drużynom "Polska Biega dla wnuków".