Wanda Panfil, była mistrzyni świata w maratonie, o nowym rekordzie świata: "Pachnie dopingiem. To się kiedyś skończy"

- Kiedy słyszę zapędy, żeby maraton pokonać poniżej 2 godzin, to ja nie chcę mieć z tym "sportem" nic wspólnego - mówi Wanda Panfil, mistrzyni świata w maratonie z Tokio w 1991 r., która sceptycznie podchodzi do nowego rekordu, jaki padł w biegu na 42,195 km w Berlinie.

Od niedzieli najszybszym człowiekiem świata na legendarnym dystansie jest Kenijczyk Wilson Kipsang, który w 40. BMW Berlin Maraton ustanowił nowy rekord świata, czyli 2 godziny, 3 minuty i 23 sekundy.

W niesamowite osiągnięcie Kenijczyka nie chce wierzyć Wanda Panfil. Była mistrzyni świata w maratonie twierdzi, że uzyskanie takiego czasu bez niedozwolonych wspomagaczy, jest po prostu niemożliwe. - Elita na światowych maratonach powinna być objęta biologicznymi paszportami [z zawartymi szczegółowymi danymi o parametrach krwi - red], które lepiej będą weryfikować stosowanie dopingu niż wszelkie kontrole. Wtedy będzie można sprawdzić, jak taki zawodnik pracował na wynik w granicach 2 godzin - mówi Panfil. - Jestem pewna, że niektórzy Afrykanie będą się bać tego rozwiązania.

I dodaje: - Ostatnio na zawodach w Meksyku na 10 km doszło do niezapowiedzianej kontroli antydopingowej, w której złapano ośmiu Kenijczyków, nafaszerowanych jakimś świństwem. To jest nieprawdopodobne, jak ludzie wykańczają swój organizm.

Najlepszy wynik Panfil wynosi 2:24:18, zaś rekordzistki świata Brytyjki Pauli Radcliffe 2:15:25. - Osiągnięcie Pauli też jest dla mnie podejrzane. Przy tak szybkim bieganiu, powinna mieć na swoim koncie złoto olimpijskie w maratonie, a tak nie jest. To samo dotyczy Norweżki Ingrid Kristiansen [byłej biegaczki długodystansowej, pięciokrotnej rekordzistki świata m.in. w maratonie 2:21:06]. Dlaczego nigdy nie zdobyła medalu na igrzyskach, gdzie byłaby poddana kontrolom? Można się ze mną nie zgadzać, ale dla mnie te wszystkie rekordy są po prostu niewiarygodne - mówi Panfil.

Co dalej? Będą padać kolejne rekordy? Granica 2 godzin zostanie kiedyś przekroczona? - Kiedy słyszę o takich zapędach, to ja nie chcę mieś z tym „sportem” nic wspólnego - odpowiada była reprezentantka Polski. - Myślę, że to się wszystko kiedyś skończy. W ogóle coś trzeba z tym zrobić, zadziałać. Coraz więcej młodych ludzi umiera, bo biorą się za doping. Bieganie powinno być czymś naturalnym i tylko ciężką pracą, a nie jakimś świństwem, osiągać wspaniałe wyniki. Mam 54 lata i bez żadnego dopingu jestem w niezłej formie. Czuję, że gdybym teraz wystartowała na 42,195 km, to miałabym nawet niezły czas. Jak widać można - kończy Panfil.