Taksówką do mety - z historii maratonu

Kilka godzin na trasie, gdy jedni biegną w maratonie, a inni na nich czekają z transparentami, dopingiem i dobrym słowem, to sporo. Na tyle dużo, by umilić sobie ten czas kilkoma niezwykłymi historyjkami, które akurat przychodzą mi do głowy. Gotowi?
Znacie na przykład to, jak facet wygrał bieg maratoński na igrzyskach, a potem się okazało, że jechał taksówką? Nie? Ha, ha, no to posłuchajcie.

W 1904 r. podczas igrzysk w St. Louis pierwszy na mecie zameldował się Amerykanin Fred Lorz. Stadion szalał, Alice Roosevelt - córka prezydenta - udekorowała go wieńcem. Zaskoczony Amerykanin próbował coś powiedzieć, ale został zakrzyczany. Trzeźwość umysłu zachował jeden z sędziów, który wynik zwycięzcy uznał za nieprawdopodobny. Chwilę potem na mecie pojawił się kolejny Amerykanin Thomas Hicks. Oniemiał, gdy zobaczył całe to widowisko. Nieco wcześniej bowiem widział Lorza, który minął go na trasie, jadąc... samochodem!

Sprawa się wydała. Lorz miał na trasie kryzys, więc zawołał towarzyszącego mu kolegę, który jechał automobilem. Wsiadł do auta i obaj pojechali na stadion. Mijali kolejnych biegaczy, w tym Hicksa. Lorz wysiadł przed stadionem i wbiegł na stadion. Potem tłumaczył, że to był żart i nie spodziewał się, że zostanie uznany za zwycięzcę. Że chciał na mecie wszystko wytłumaczyć, ale go zakrzyczano. Oburzonych organizatorów to nie przekonało. Lorza zdyskwalifikowano dożywotnio za... drwienie z igrzysk.

To podobnie jak Grek Spirydon Belokas, który podczas igrzysk olimpijskich w 1896 roku był na mecie maratonu trzeci, ale okazało się, że podjechał kawałek na wozie z jarzynami.

Tona czekolady i ręka córki

A to znacie, jak facet biegł w maratonie, skoczył na wino, a i tak wygrał? Nie? To był właśnie ten pierwszy maraton olimpijski z 1896 roku. Na dawnej trasie z Maratonu do Aten.

Zainteresowanie było ogromne. Bogaci Grecy prześcigali się w fundowaniu nagród dla ewentualnego zwycięzcy. Georgios Averoff, milioner grecki, który wcześniej sfinansował budowę stadionu olimpijskiego, ofiarował najlepszemu 100 tysięcy drachm i na dodatek... rękę swojej córki. Lekarz Teoflaxos ofiarował baryłkę wina, producent słodyczy - tonę czekolady, pewien fryzjer - darmowe strzyżenie do końca życia, krawiec - ubieranie do końca życia itd. To bowiem, że wygra Grek, było dla owych sponsorów oczywiste.

Na prowadzenie wyszedł Spiridon Louis - woziwoda z jednej z wiosek pod miejscowością Chalandri, który wystąpił w tym maratonie dzięki okularom. I to nie swoim. Kiedy był w wojsku, jego dowódca miał wygłosić jakieś ważne przemówienie. Zapomniał jednak okularów. Louis zaproponował, że podskoczy po nie - bagatelka - 22 km. Kiedy wrócił po niespełna dwóch godzinach, dowódca oniemiał i niemal stanął na głowie, by jego żołnierz pobiegł w maratonie.

Grek prowadził, ale spotkał swego wuja i postanowił pójść z nim na wino. To nie przeszkodziło mu po powrocie na trasę wyprzedzić słabnącego lidera, Australijczyka Edwina Flacka i wygrać.

Louis po zwycięstwie nie przyjął ręki córki Averoffa, bo... był już żonaty. Przyjął natomiast dar greckich emigrantów w Anglii, którzy podarowali mu ziemię, zwaną potem polem maratońskim.

Przypadkiem był w Paryżu

Albo na przykład taka scena z igrzysk w Paryżu w 1900 roku. Trasa tamtego maratonu była tak fatalnie oznakowana, że uczestnicy nie wiedzieli, którędy biec. Pytali o drogę... francuskich żandarmów. Jeden z nich wskazał złą trasę Szwedowi Ernstowi Fastowi, który wystartował, gdyż akurat był wtedy przypadkiem w Paryżu. Szwed przez tę złą podpowiedź stracił szansę na wygraną. Policjantem tym był Pierre Vendreau, który pochodził z Marsylii i nie znał układu paryskich ulic. Gdy się dowiedział o przegranej biegacza, którego wprowadził w błąd, palnął sobie w łeb.

Ksiądz atakuje

Z kolei podczas igrzysk w Atenach w 2004 roku prowadzącego wyścig Brazylijczyka Vanderlei de Lima na 37 km zaatakował kibic ubrany w kilt i zielony beret. Napastnika powstrzymali kibice i policjanci. Vanderlei de Lima wrócił na trasę po ataku, ale zamieszanie kosztowało go jednak kilkanaście sekund i utratę pozycji lidera. Brazylijczyk został wyprzedzony przez Włocha Stefano Baldiniego i pochodzącego z Erytrei Mebrahtoma Keflezighiego (reprezentanta USA).

Napastnik został aresztowany. Był nim były ksiądz Cornelius Horan - Irlandczyk, który w 2003 roku w podobny sposób próbował zakłócić wyścig Formuły 1.

Brazylijska federacja wystosowała protest do MKOl, w którym domagała się przyznania drugiego złotego medalu dla de Limy. MKOl protest odrzucił, ale zapowiedział, że de Lima dostanie specjalny medal de Coubertina. Brazylijczyk stał się jednak bardzo sławny. Pokazywaniu go w telewizji nie było końca. Prawdopodobnie był to najsłynniejszy brązowy medalista olimpijski w dziejach.

Sam Horan po igrzyskach pojechał do Brazylii, by przeprosić maratończyka.

Skoro meta już blisko

Ciekawe? Mam nadzieję, że tak. A teraz, skoro meta już bliska, muszę się wam do czegoś przyznać. Niczego nie wymyśliłem. Wszystkie te historie są jak najbardziej prawdziwe. Co do jednej.

To wszystko zdarzyło się naprawdę.

Skomentuj:
Taksówką do mety - z historii maratonu
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX