OWM 2014. Tak trenują "maratońskie charty"!

13 kwietnia tysiące biegaczy wystartuje w Orlen Warsaw Marathon w Warszawie. Dla wielu z nich będzie to maratoński debiut, a marzeniem będzie dobiegnięcie do mety. W innej lidze pobiegną największe harpagany. Elita. Jej przedstawiciele w ekstremalnych warunkach, na niebotycznych wysokościach szykują się do wiosennych biegów na 42,195 km. Sprawdźcie jak harują, ale lepiej ich nie naśladujcie. Na razie

Biegowe ciekawostki, porady i newsy. Śledź nas na Facebooku i Twitterze @PolskaBiega

Z punktu widzenia biegacza amatora, który najbardziej cieszy się z uczestnictwa w gigantycznej imprezie, rzut oka na plan treningowy „maratońskiego charta” może wywołać ból głowy. Obecnie każdy zawodnik z czołówki trenuje gdzieś na obozie wysokogórskim. Przykłady? Mo Farah, najlepszy długodystansowiec na tej planecie, dwukrotny złoty medalista Igrzysk Olimpijskich w Londynie na 5 i 10 km, trenuje w Iten w Kenii na wysokości, na której ciężko oddychać - ponad 2400 m. Brytyjczyk, który przygotowuje się do pierwszego maratonu w życiu (13 kwietnia w Londynie), pokonuje średnio 200 km w tygodniu!

Podobny kilometraż wykręca Yared Shegumo Czołowy reprezentant Polski etiopskiego pochodzenia tyra na obozie w Addis Abebie. Warunki tam są jeszcze bardziej ekstremalne - od 2700 do nawet 3200 m n.p.m.

Z Polski, na czas przygotowań, wyjechał także Henryk Szost najlepszy europejski maratończyk i jeden z faworytów kwietniowego Orlen Warsaw Marathon Dziewiąty zawodnik ostatnich igrzysk olimpijskich w biegu na 42,195 km od tygodnia przebywa w Albuquerque w stanie Nowy Meksyk. Mieszka w znanym ośrodku (na ponad 1800 m), należącym do byłego rekordzisty Polski Antoniego Niemczaka. - Jestem tu po raz czwarty. Warunki do treningów są fantastyczne. Biegamy wzdłuż rzeki Rio Grande. Jest super - opowiada Szost.

Tlenu mniej, ciężej się biega

- Przygotowania w górach to podstawa, aby osiągnąć świetny wynik na królewskim dystansie. Szczerze mówiąc, nie znam szybkiego maratończyka, który trenowałby gdzieś indziej - uważa Radosław Kłeczek wicemistrz Polski w maratonie z 2010 r. (wynik: 2:16:57). - Ja sam co jakiś czas trenuję w polskich górach. Najlepiej czuję się w Jakuszycach na wysokości 900 m. Ale dla biegacza im wyżej, tym lepiej. Tlenu mniej, więc ciężej przebiera się nogami. Później mamy tego efekt - zjeżdżamy na niziny i w zawodach osiągamy szczyt swoich możliwości.

I dodaje: - Właściwy okres przygotowań dla zawodników z czołówki trwa około osiem tygodni. W tym czasie przebiegają od 190 km do nawet 220 km tygodniowo. Najcięższe w tych przygotowaniach są długie treningi, np. trzy serie po 8 km, cztery po 4 km, pięć po 3 km czy trzy po 6 km w intensywnym tempie, przybliżonym do maratońskiego. To są ciężkie, ale dla nas niezbędne wybiegania, aby odpowiednio przygotować się do maratonu. Na nich budujemy największą bazę, czyli wytrzymałość, z której później korzystamy w trakcie biegu - opowiada Kłeczek.