Czy to aby nie choroba?

10 października po wariacko krótkim przygotowaniu pobiegli w poznańskim maratonie. I zastanawiają się, co dalej z tą nową miłością ich życia. A może z uzależnieniem?
Pod koniec czerwca rzuciliśmy czytelnikom wyzwanie: szukamy debiutantów, którzy w15 tygodni przygotują się do 10. Poznań Maratonu. Zgłosiło się kilkadziesiąt par, opisywaliśmy w"Gazecie" pięć, na www.polskabiega.pl - więcej. Trenował je trener i reporter Wojciech "Szkielet" Staszewski.

Udało się! Cztery z pięciu par dobiegły na poznańską metę. Wyczerpanie, euforia, ulga. I co dalej? No właśnie, o to pytamy. Tylko jedna para - kumple Jakub Sybilski i Jakub Prochacki - w ostatniej chwili zrezygnowała ze wspólnego startu.

Drogie nasze pary! My też po poznańskim maratonie liżemy rany i zastanawiamy się, jak tu biegać dalej. Stworzyliśmy sobie razem - dzięki wam i z wami - kawałek życia, nie tylko biegackiego. Wystąpiliście w roli przodowników pracy nad narodowym zdrowym stylem życia. Co nie znaczy, że maraton jest tak bardzo zdrowy, prawda? Bieganie jest, maraton - niekoniecznie. Ale maraton ożywia wyobraźnię i zachęca do Polska Biega. Za co wam dziękujemy

Piotr Pacewicz, Wojciech Staszewski

Zaprosili ją na obóz sportowy!

Bożena Knorps-Sobiechowska i Piotr Sobiechowski. Mama i syn z Brodnicy w woj. kujawsko-pomorskim. Bożena (48 lat) jest właścicielką trzech sklepów z odzieżą. Piotrek (21 lat) studiuje farmację na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym

Bożena jeszcze nie wie, czy będzie dalej startować w maratonach. Na razie ma bardzo dużo pracy (wszyscy kupują kurtki zimowe) i wróciła do pływania. Złapałam ją, gdy przyszła z basenu. - Przez te trzy miesiące pochłonęło mnie bieganie i widzę, że zrobiłam się nieźle umięśniona od pasa w dół. Czas popracować nad górą.

Zagadnął ją ostatnio trener Piotrka, pogratulował maratonu i zaproponował... obóz sportowy w styczniu. - Ale numer! Może pojadę -mówi Bożenka.

Dziennikarz z lokalnej gazety poprosił ją o wywiad, koleżanki z pracy oglądały medal. - Monika, jedna z moich pracownic, tak przeżywała ten mój maraton, że aż śniło się jej bieganie po nocach.

Bożena zna Poznań jak własną kieszeń, mieszkała tu wiele lat. - Ale teraz - opowiada - patrzę na miasto z nowej maratońskiej perspektywy. O! Tutaj był pierwszy punkt żywieniowy! Tu się pośliznęłam na skórce od banana! A tutaj był 30. kilometr!

Piotrek nawet nie wie, że ma w "Gazecie" fanklub. Kilka dziennikarek było pod wrażeniem jego wyniku (ukończył maraton w 3:21), a także jego... zdjęcia (ten uśmiech!). Teraz Piotra pochłonęła nauka, podjął decyzję, że kończy z karierą sportową, choć 800 m biegał już w1 min i 55 s.

Kolejne maratony?

- Zastanowię się. Mam czas.

Ona - głód, on - niedosyt

Dorota i Adam Nowaczykowie. małżeństwo z Karlina w zachodniopomorskiem. Ona 38 lat, on 39. Pracują w Wiosce Dziecięcej SOS, mają pod opieką: Amelkę, Dagmarkę, Martę, Krystiana, Adriana i własną córkę Małgosię

Na moją propozycję kilka godzin po maratonie, że w przyszłym roku wystartujemy razem (ja też chcę w końcu debiutować), Adam odpisał: "Ja na pewno, ale musisz urobić Dorkę". Tak, maraton dał się Dorocie we znaki, od 30. kilometra męczyła męża, że chce już do domu. Bolały ją kolana. -Nigdy więcej mnie nie namówisz - rzuciła do Adama na mecie.

Ale minęło kilka dni i po bólu ani śladu.

W środę śnieg, zimny wiatr, a Dorotę roznosiło: - Gdyby nie nawałnica, już bym poszła. Nie mogę usiedzieć na miejscu, kiedy nie trenuję. Co z nami teraz będzie? Czy to aby nie jest jakaś choroba?

Adam od powrotu z Poznania biega twardo, co dwa dni, deszcz czy zawierucha - nieważne. Maraton biegli obok siebie, żona dyktowała tempo, dla Adama za wolne. Na metę wpadł z zapasem energii, żartował na prawo i lewo. - Czuję niedosyt. Nie pokazałem jeszcze światu, na co mnie stać. Już marzy o kolejnych startach. - Cóż, magia maratonu działa. To tak jak z tatuażem. Masz jeden - chcesz kolejny.

Maraton otworzył im drzwi

Agnieszka i Rafał Przyszlakowie. Małżeństwo z Rzeszowa. Agnieszka (35 lat) pracuje na Wydziale WF Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rafał (36 lat) jest instruktorem nordic walking. Rodzice Franka, Zosi i Ani. Mieszka z nimi też Kontra, ukochany pies

Wieczorem po maratonie wsiedli do pociągu do Rzeszowa i przerazili się. Tłok, noc na korytarzu! Konduktor wzruszył się jednak opowieścią o maratońskim debiucie i otworzył dla nich przedział dla matki z dzieckiem. Rozłożyli się po królewsku. O 6 rano na dworcu w Rzeszowie zagadnął ich młody człowiek poruszający się kaczym chodem: -Wy też z maratonu?

Rafał: - Pomyślałem sobie: "Boże, jacy jesteśmy sławni!". Ale on, niestety, nie znał nas z "Gazety"; po prostu szliśmy tak samo potłuczeni jak on.

Aga i Rafał biegli razem od startu do mety. Pierwszą połówkę trasy z Nowaczykami. Było im nawet wesoło, ale na końcówce Agnieszka okropnie wymarzła. I dzień po dorwało ją przeziębienie. - Na szczęście są u nas rodzice, mogę się położyć. Muszę się wykurować i zregenerować.

Jednak Aga powoli zaczyna myśleć obiegowej przyszłości. Na razie z trenowaniem słabo, bo na Podkarpaciu zima i z sześcioletnią Anią chodzą rzucać się śnieżkami.

Ale Rafał zaproponował, że maratonem w Krakowie 25 kwietnia uczczą dziesiątą rocznicę ślubu. I ona się zgodziła.

Rafał, tak jak Adam Nowaczyk, czuje niedosyt. Jest jak w blokach -gotowy do startu w każdej chwili. - Kariera długodystansowca przede mną!

Oboje kazali mi obiecać, że w przyszłym roku pobiegnę maraton z nimi. Niniejszym podejmuję to wyzwanie.

Tata marzy o Bostonie

Jarosław i Grzegorz Chajnowscy. Tato i syn z Koszalina. Jarek (46 lat) jest policjantem w Komendzie Wojewódzkiej w Gdańsku, Grzesiek (19 lat) - studentem prawa na Uniwersytecie Szczecińskim

Nauce poświęcił się też Grzesiek. Jest na pierwszym roku prawa, już dostaje wycisk, "wejściówka z rzymskiego", kolokwia. Ale biega. Po maratonie bolała go mocno lewa noga, może dlatego, że - jak powiedział ortopeda - jest nieco dłuższa niż prawa.

Tydzień po maratonie był u rodziców i - oczywiście - poszli z tatą pobiegać.

(Do domu chce wpadać regularnie też z innego powodu: - Sam robię sobie kolacje i śniadania, ale bez obiadów mamy żyć nie mogę. Biorę na zapas).

W ramach uczelnianego wychowania fizycznego zapisał się na koszykówkę, z której musiał zrezygnować po wypadku cztery lata temu. Wtedy myślał, że w ogóle koniec ze sportem, a nawet z chodzeniem. Wyciągnął się bieganiem z tatą. - Wielki comeback. Od czterech lat nie miałem piłki w rękach. Muszę uważać, ale chcę spróbować.

Następny maraton planuje na wiosnę w Dębnie.

Tacie marzy się maraton w Stanach, może nawet wyjątkowy Boston, gdzie trzeba się zakwalifikować z dobrym czasem. Ale to dopiero za dwa lata. Koledzy z komisariatu są pod wrażeniem. Nie mogą uwierzyć, że można tak po prostu wstać zza biurka i pobiec maraton.

Jarek: -Wszystko mi się w Poznaniu podobało. Ludzie na trasie, organizacja, cała ta nasza akcja. Super.