Jacek Federowicz: Żeby się nie odechciało

Ma 73 lata i kocha bieganie. Na tyle, że od lat regularnie pokonuje maratony. I nie planuje przestać - przeczytaj rozmowę Piotra Pacewicza z Jackiem Fedorowiczem.

Piotr Pacewicz: Popularne powiedzenie amerykańskich biegaczy brzmi: ''Kto powiedział, że starość jest zabawna?''

Jacek Fedorowicz*, satyryk, maratończyk: To powiedzonko nieźle oddaje stan ducha właściwy wiekowi podeszłemu. Rzeczywiście, nie ma się z czego cieszyć, ale z drugiej strony, kiedy już się wie, że nie ma, odruchowo szuka się jakichkolwiek powodów do radości, i wtedy nagle przychodzi do głowy myśl: o, truchtam, a teoretycznie powinienem już tylko chodzić, i to o lasce. Co za radość!

W kwietniu 2009 rozmawialiśmy po półmaratonie - miałeś rewelacyjny czas: 1 godzina i 53 minuty. Miałeś  wtedy 72 lata. Ile ci przybyło?

Dla celów propagandowych powinien pan spytać, ile ubyło. Ale ten rok był nietypowy, bo odnowiła mi się stara kontuzja i nie startowałem, więc automatycznie starzałem się szybciej. Tak coś z 74 mam w tej chwili. Ale jak wrócę do intensywniejszego biegania, to spadnę do 73.

Wielu jest takich przedwojennych biegaczy?

Cały tłum! Wystarczy wejść na stronę www.maratonypolskie.pl, kliknąć ''wyniki'' i zobaczyć, ilu urodzonych przed 1939 r. startuje w każdym większym maratonie czy półmaratonie. A przecież doliczyć trzeba tych, co biegają, ale z jakichś powodów nie startują.

Nie przestałeś tak hałasować? Bo wtedy wydawałeś w biegu jęki, gwizdy i świsty. Próbowałeś nawet twierdzić, że to skutek pojemności płuc jak u niemowlęcia - 2700 ml. Typowy mężczyzna ma 4500.

A Robert Korzeniowski i Justyna Kowalczyk po 9000, o ile się nie mylę. Tylko co to znaczy, ''próbowałeś twierdzić''?! Oczywiście, że świszczę, jęczę, charczę i rzężę, walcząc o tlen, bo czegoś takiego jak normalne płuca nie mam. Muszę robić wdech na każde lądowanie prawą nogą i wydech na każde lewą. Albo odwrotnie. Nikt tak nie biega, stąd w każdym biegu znajduje się ktoś życzliwy, kto troskliwie pyta, czy mi się coś nie stało, i radzi, żebym zwolnił.

Według uczonych już po czterdziestce ciało się degeneruje w rosnącym tempie: spada siła, gibkość, wytrzymałość. ''Obwisną piersi, nie będzie erekcji'' - straszą amerykańscy lekarze, po to by zachęcić nas do sportu. Bo pod względem takiej np. wydolności tlenowej bieganie może odjąć nawet 20 lat.

Odejmuje lat na pewno, ale niestety nie do zera. Czy degeneracja zaczyna się po 40? Być może, ale mnie się udało trochę ją oszukać dzięki bieganiu (czy też może samego siebie oszukać). Zacząłem nieco przed czterdziestką i stale poprawiałem wyniki na różnych dystansach aż do - prawie - sześćdziesiątki. Dawało to radosne złudzenie, że nie tylko się nie degeneruję, ale przeciwnie - nabieram sił. Skądinąd stary sposób: zaczynać od niskiego pułapu, ma się satysfakcję, że stale się zyskuje.

Badania dowodzą, że biegając poprawiamy wydolność intelektualną. Twój ostatni ''gazetowy'' felieton o abp. Głodziu ''głęboko wierzącym (w Jarosława Kaczyńskiego)'' może być dowodem.

Każda moja wypowiedź byłaby niesłychanie ryzykowna. Jeżeli potwierdzę, dam dowód rozszalałej megalomanii. Jeżeli zaprzeczę, zdezawuuję moją ukochaną działalność felietonisty. Ale chciałbym skorzystać z okazji i zachęcić do biegania wszystkich niebiegających, więc powiem, a nawet krzyknę: u przytłaczającej większości osobników rodzaju ludzkiego bieganie niesłychanie poprawia nie tylko wydolność tlenową, ale i mózgową!

Czym starość jest, a czym nie?

Starość zaczyna się wtedy, gdy ktoś pomyśli sobie: ''e, tak mokro, zimno, wieje, nie wyjdę dziś na bieganie''. I wejdzie mu to w krew. Nie jest zaś jeszcze starym ktoś, kto stanął na starcie maratonu i po upartej, nieprzerwanej walce z czasem, dobiegł do mety następnego dnia pod wieczór.

Starym jest się wtedy, kiedy wszystkiego się odechciewa. Kiedyś każdemu się odechce. Ale oby jak najpóźniej.


*Jacek Fedorowicz jest stałym felietonistą ''Runner's World''. Rysunek udostępniony dzięki uprzejmości redakcji magazynu.