Śląskie biega prawie najwięcej w Polsce

W Bytomiu razem z kilkuset mieszkańcami miasta biegł prezydent, a w Chorzowie ze startu musieli zrezygnować zawodnicy na wózkach, bo straż miejska nie zgodziła się na czas wyścigu zamknąć kilku ulic. W niedzielę podliczyliśmy akcję ?Polska Biega?
13 maja 2009 r.: W tegorocznej edycji padł rekord: aż 544 biegi! Najwięcej w Wielkopolsce, ale w Śląskiem zaledwie o cztery mniej (55), tyle samo co w Mazowieckiem. Zaczęło się już tydzień temu za sprawą urządzonego w Katowicach Silesia Marathonu. Wczoraj i w sobotę katowiczanie startowali w pięciu innych biegach, m.in. w Wełnowcu, Szopienicach i Giszowcu. Ścigały się przedszkolaki, uczniowie i doświadczeni biegacze, ani razu nikt nie widział włodarzy miasta. Za to samorządy były najczęściej organizatorami śląskich biegów. W Bytomiu dobry przykład dał prezydent Piotr Koj, pobiegł razem z 430 mieszkańcami. Najtrudniejszy bieg, w stylu alpejskim (cały czas pod górkę) na szczyt Magurki z beskidzkim maratończykiem Edwardem Dudkiem pokonało aż 180 twardzieli.

Dla odmiany na starcie biegu w Chorzowie przed Gimnazjum nr 8 w Batorym stawiło się w sobotę tylko 30 ludzi. Szkoła ma oddziały integracyjne. Uczniowie na wózkach nie mogli jednak wystartować, bo straż miejska nie zgodziła się zamknąć ulic i trzeba było wyznaczyć trasę po wyboistych ścieżkach między ogródkami działkowymi. I tak dobrze, bo wbrew działkowiczom, którzy nad ruch cenią sobie spokój. - Gdyby przyszło pięciu, też byśmy z nimi pobiegli - deklaruje Adam Postulka. Zorganizował bieg po raz trzeci z Markiem Kluską i Anną Kępińską-Olszynką. Wszyscy uczą w "ósemce" wychowania fizycznego i są przerażeni kondycją fizyczną młodzieży.

Pierwszy na mecie jak zwykle był Artur Wacławczyk, uczeń kl. Ic, który na co dzień uprawia lekkoatletykę, gra w nogę i w kosza. Wyjątek - ma pasję. Jego starsi koledzy, Kordian, Mateusz i Patryk, pobiegli z nudów. - Lepsze to niż picie. W Batorym nie ma co robić - mówią chłopcy. - Przecież macie w szkole siłownię - wtrącam. - Ale trzeba płacić - oni na to.

- To jeden z najlepszych klubów w Polsce, prowadzą go światowi mistrzowie weteranów w kulturystyce. Nasi uczniowie mają duże zniżki, za 25 zł miesięcznie mogą trenować codziennie od 15 do 22. Przychodzi pięcioro. Prowadzę zajęcia z kung fu, za 20 zł osiem razy po półtorej godziny i nie ma chętnych. Basen załatwiliśmy za darmo i musimy wyznaczać uczniów: ty idziesz pływać, ty i ty, bo inaczej byłby problem zebrać piętnastkę - mówi Postulka.

August Jakubik, słynny śląski maratończyk, który wziął udział w tegorocznej sześciodniowej Sztafecie Polska Biega z Piątka pod Łodzią do Cieszyna (395,5 km, do mety dotarli m.in. dziennikarz "Gazety Wyborczej" Wojciech Staszewski, wicemistrz olimpijski w skoku wzwyż Artur Partyka i Beata Sadowska, prezenterka TVP) i przerwał ją na jeden dzień w Miasteczku Śląskim, by w sobotę poprowadzić bieg w swojej Rudzie Śląskiej, na powodzenie imprezy biegowej ma taką receptę: - Niech uczestnicy wcześniej potrenują trochę, bo bez przygotowania zmęczą się szybko i zniechęcą do biegania. Warto zaprosić znanego sportowca, najlepiej z lokalnego środowiska, takiego, co nie miał łatwo, musiał walczyć o sukces. Sportowiec z krwi i kości udowodni, że nie należy się poddawać. Ważne są również nagrody.

Jakubik na bieg w Rudzie przyniósł z Łodzi piłkę z autografami piłkarek ŁKS-u dla najlepszego biegacza. Prócz tego rozlosował 40 koszulek i spodenek sportowych, żeby nie wygrywali tylko pierwsi, zawsze ci sami, ale by każdy uczestnik miał szansę na zwycięstwo. - Tegoroczna akcja to sprawdzian, bo odbywa się w weekend wolny od pracy i szkoły - dodaje maratończyk.

Kluska z chorzowskiej ósemki: - Gdy kończyłem tę szkołę 20 lat temu, wokół były trzy boiska i zawsze pełne. Teraz jest o wiele więcej boisk i świecą pustkami. Sędzia kalosz - to nasi uczniowie potrafią krzyczeć, wymienić z nazwisk skład ligi. Ale odpytać ich z przepisów piłki nożnej - nie znają. Tata gra w piłkę - mówią - na pilocie telewizora. Zwalniają się z wuefu z powodu astmy, dziewczyny nie chcą ćwiczyć, bo się pocą pod pachami. Gdyby ten bieg był w tygodniu, to byłyby tłumy. Rowy poszliby kopać, żeby tylko nie być na lekcji.

- A na festynie szkolnym najlepiej gdyby było piwo - ciągnie Kępińska-Olszynka. - Mecz w nogę zorganizowaliśmy i drużyny rodziców nie dało się stworzyć. Zaprosiliśmy Mariusza Śrutwę, naszego, z Ruchu. Śrutwa podaje! Śrutwa strzela! Patrzcie, Śrutwa! - krzyczałam przez megafon, żeby chociaż spojrzeli na boisko. Żaden!

Rodzice wracają z pracy, są zmęczeni, najwygodniej, jak dziecko siedzi przed komputerem albo na klatce schodowej - to zdaniem wuefistów z ósemki powód odwrotu od uprawiania sportu.

Kluska pobiegł w sobotę z żoną i dwójką dzieci. Ich 11-letnia Kinga trenuje akrobatykę, a młodszy o trzy lata Marek taniec towarzyski. - Dałbym synkowi komórkę z grami i byłby spokój - mówi tata. Ale on co weekend proponuje dzieciom rower, pływalnię, narty. Idą za ojcem, a za nimi mama, urzędniczka. - Komputer jest dobry na chorobę, jak się leży w łóżku - mówi pani Katarzyna. - Od początku tego roku w ogóle nie gram na komputerze - mówi z dumą Kinga. A mały Marek z żalem o sobotnim bieganiu: - Dlaczego taki dzień jest tylko raz w roku?!