TAK SIĘ BIEGAŁO! Janusz Kusociński

Dokładnie 81 lat temu, 31 lipca 1932 r. w Los Angeles Janusz Kusociński, nazywany powszechnie "Kusym", zdobył złoty medal Igrzysk Olimpijskich w biegu na 10 000 m. Pokonał Finów, którzy wówczas niepodzielnie panowali na tym dystansie. Przeczytajcie i zobaczcie jak walczył nasz Mistrz! Rozpoczynamy cykl: "Tak się biegało!".

Start! Polak od razu sprintem wysuwa się na czoło kilkunastoosobowej stawki. Za nim biegnie wysoki blondyn Jean-Gunnar Lindgren. Szwed ma pomysł na pobicie rekordu życiowego - przez cały czas trzymać się jak najbliżej Polaka. W czołówce są jeszcze Japończyk i reprezentant USA, ale z pewnością szybko odpadną. Wiadomo przecież, że w walce o medale liczy się tylko trzech: Finowie Volmari Iso-Hollo i Lauri Virtanen oraz drobny (ma 165 cm wzrostu) Polak Kusociński.

4. km biegu. Z czołówki odpadają Szwed Lindgren, Niemiec Max Syring i Nowozelandczyk John Savidan. To bardzo dobrzy długodystansowcy, ale nie maja szans na wytrzymanie tempa Finów i Polaka. Kusociński, Iso-Hollo i Virtanen są prawie 25 m przed nimi. Iso-Hollo raz po raz raptownie przyspiesza, jakby sondował wytrzymałość i nerwy Polaka.

50 tys. widzów na stadionie bardziej pochłania teraz występ amerykańskiej oszczepniczki Mildred Didrikson oraz skoczków wzwyż. Liderzy biegu zaczynają tymczasem dublować pierwszych maruderów.

Skarpetki i zamsz pantofli zbijają się już w twardy kłębek. Pieczenie i ból przy każdym kroku.

7. km biegu. Kusociński zaczyna odczuwać lekki ból w stopach. Pantofle zabrane z Polski były przystosowane do bieżni elastycznych, takich jak w Europie. Miały długie i grube kolce, nie nadawały się na twardą bieżnię w Los Angeles. Dlatego Kusociński za radą swego trenera stanął do biegu w nowych butach, z krótkimi i cienkimi kolcami.

Virtanen, który dotąd próbował utrzymać się dwa, trzy metry za Iso-Hollo i Polakiem, zaczyna słabnąć. Spryciarz Iso-Hollo zwalnia więc tempo, by kolega mógł ich dogonić. Dwójce Finów na finiszu łatwiej będzie ograć Polaka. "Kusy" nie może na to pozwolić. Zaciska zęby, wychodzi na prowadzenie i jeszcze przyspiesza.

Virtanen traci 5, 10, 12 metrów. Przy tej klasie i dyspozycji liderów nie ma żadnych szans na ich dogonienie.

8. km biegu. Przed chwilą "Kusy" kasuje próbę ucieczki Iso-Hollo i po czterech okrążeniach, które należały do rywala, obejmuje prowadzenie. Dublowani są już nawet ci najlepsi, jak Lindgren i Syring. Virtanen zostaje już prawie 100 metrów za liderami.

Ostatnie okrążenie biegu. Kusociński przyspiesza, ale z wirażu na przedostatnią prostą wybiega ramię w ramię z Iso-Hollo. Widownia szaleje, już dawno przestały ją interesować inne konkurencje. Przewaga Kusocińskiego zaczyna rosnąć, ale stopy palą, ból jest ogromny. Na ostatniej prostej, już przed taśmą, "Kusy" zwalnia, ogląda się za siebie, Fin jest prawie 10 metrów dalej. Czas 30.11,4. Rekord olimpijski pobity! Potem dobiega do celu Virtanen i kolejni: Savidan, Syring, Lindgren, Meksykanin Juan Morales Rodriguez.

Kusociński odbiera złoty medal. Orkiestra gra "Jeszcze Polska nie zginęła".

Boże, cóż to był za widok, jakie przeżywałem uczucia! Przecież tyle razy wysłuchiwałem na ziemi obcej, w meczach międzypaństwowych, Mazurka Dąbrowskiego. Nigdy jednak nie wydał mi się tak piękny i tak drogi mojemu sercu. Z trudnością mogłem powstrzymać łzy szczęścia

Janusz Kusociński

To koniec olimpijskich startów Kusocińskiego. Biegi na 5 km obserwuje już tylko z widowni. Lekarz zaraz po biegu na 10 km zaleca przynajmniej kilka dni przerwy w startach. Prawie płacze z rozpaczy. Forma jest, tylko te stopy. Poranione, krwawiące. Nie ma szans, żeby wytrzymały kolejny wysiłek na bieżni.

Tekst: Piotr Zawadzki
http://wyborcza.pl/alehistoria/1,127948,12204914,Krwawiace_stopy_mistrza__Tak_wielki__Kusy__bil_Finow.html