Ekstaza dla każdego

Kolory - na skutek nadzwyczajnego dotlenienia mięśni, w tym mięśni oczu - stają się niesamowicie wyraziste. Wszystkie napotkane po drodze kobiety są piękne, a faceci sympatyczni

Jakieś uzależnienia?

- Nie mam.

Nigdy nie paliłeś papierosów?

- Paliłem w podziemiu, ale się nie zaciągałem. To znaczy w podziemnej redakcji przebywałem wtedy w takim dymie, że już nie miało znaczenia, czy ja sam trzymam tego papierosa. No to trzymałem.

A jak jest z tym bieganiem? Bo jak myślę o bieganiu, to od razu mi się wyświetlasz. Na zdjęciach w "Gazecie", na billboardach, w telewizji i nawet w realu, gdy spotykam cię na korytarzu w obcisłych gatkach. Wyglądasz, jakby cię bieganie opętało.

- To zależy, jak rozumieć uzależnienie. Jeśli to jest coś, co zbliża człowieka do choroby lub śmierci, to sprawa jest zawiła. Bo z jednej strony bieganie daje zdrowie. I to takie wymierne, w liczbach. Jak zaczynasz biegać i osiągasz wysoką sprawność, taką jaką ja mam w tej chwili, to różne wskaźniki funkcjonowania organizmu poprawiają się nawet o 15 lat.

A ta sprawność biegacka?

- Półmaraton potrafię przebiec w granicach 4 minuty kilometr. Maraton w 3 godziny i kwadrans. Dla normalnego człowieka to jest tempo nieosiągalne nawet na krótkim dystansie.

A te wskaźniki?

- Kiedy pięć lat temu zaczynałem biegać, miałem tętno 58 uderzeń na minutę, dzisiaj 42. Spadł mi cholesterol. Schudłem o dziesięć kilo, a to wszystko ma ogromny wpływ na samopoczucie.

Czyli bieganie do śmierci raczej cię nie prowadzi?

- Utrzymując się w wysokiej formie, muszę... to znaczy nie muszę, ale chcę, przebiegać co najmniej 55-65 kilometrów tygodniowo. A to oznacza, że moje ścięgna, kości, mięśnie zużywają się w szybszym tempie. Żona mi tłumaczy: dobrze się zastanów, czy przypadkiem nie bardziej opłaca ci się biegać 1500 km rocznie przez dziesięć lat niż 2500 km przez sześć.

I co ty na to?

- No tak, ale tu pojawia się ten element narkotyczny. Gdybym teraz zaczął biegać mniej, albo wolniej, to miałbym mniejszą frajdę.

Alkoholicy, hazardziści, narkomani, seksoholicy... opracowali listę pytań. Mają pomagać w rozpoznaniu uzależnienia. Bieganie to nie chlanie czy ćpanie, ale mam wrażenie, że mechanizm uzależnienia jest podobny. Dodam, że im więcej odpowiedzi na tak, tym większe prawdopodobieństwo, że masz problem. Zgadzasz się na taki test?

- Tak.

Czy odczuwasz potrzebę zwiększenia czasu poświęconego na bieganie?

- Jeżeli biegam mniej niż 40 kilometrów tygodniowo, zaczynam mieć coś w rodzaju poczucia winy. Bieganie bardzo, ale to bardzo poprawia humor. W związku z tym stosuję taką metodę, że jak mam przed sobą trudny dzień, to nawet wtedy, gdy jest to niewygodne, staram się biegać.

Czy podejmowałeś próby ograniczania lub zaprzestania biegania?

- Nie.

Czy byłeś zdenerwowany, gdy ktoś utrudniał ci bieganie?

- Trzeba się umieć z bliskimi dogadać. Tak to jakoś zrobić, żeby stali się stronnikami twojego biegania. Mnie to się udało. To znaczy od pewnego czasu żona towarzyszy mi na rowerze. Gdy niedawno jechaliśmy do Barcelony, wybrała taki hotel, żeby był blisko parku.

Rozumiem, że z powodu biegania sporo cię nie ma w domu?

- Bieganie to jest inwestycja rzędu godzina dziennie. W moim wypadku to bardzo dużo.

Do tego trzeba doliczyć kąpiel, zmianę stroju, dojazd...

...staram się, żeby to w całości nie zajmowało więcej niż godzinę. Dlatego przeważnie wybiegam z domu i do domu wracam. A jak już gdzieś wyjeżdżam, to z żoną, więc to czas wspólnie spędzony.

A jak jest z dzieciakami?

- Mój młodszy syn właśnie zaczął biegać - dla niego to też jest transowe - więc nie ma problemu. Starszy też próbuje.

Bo jak chce z ojcem pogadać, to musi biec?

- Żebyś wiedział, Mateusz streszcza mi eseje, które pisze, cytuje wiersze.

Czy zdarzyło ci się, że miałeś zaplanowane bieganie, żona lub synowie poprosili, żebyś nie biegał, i ty to zrobiłeś?

- Oni się wszyscy trochę nauczyli, że to się w sumie nikomu nie opłaca. Dlatego że jak nie pobiegnę, to jestem wkurzony. Albo powiem to inaczej. Jak każdy mam pewne rzeczy, których nie lubię robić. Na przykład nienawidzę zakupów. Wizyta w centrum handlowym to dla mnie tortura. Ale to, po pierwsze, czasem trzeba zrobić, a po drugie, moja żona dość to nawet lubi. Mamy więc takie niepisane porozumienie, że najpierw sobie biegamy, a potem razem jedziemy na zakupy.

Czy kiedykolwiek z powodu biegania musiałeś komuś odmówić coś, co mu obiecałeś? Bo zapomniałeś? Bo nie byłeś w stanie?

- Czasem się zdarza w ten sposób, że... No dobra, nie oszukujmy się! Moi bliscy czasem z pewnością woleliby robić coś innego, niż biegać ze mną. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Czy zdarza ci się biegać dłużej, niż zaplanowałeś?

- Dłużej czasem, szybciej bardzo często. Planuję, że będę biegł z konkretną prędkością, bo trening powinien być zróżnicowany, ale nagle coś mnie wciąga. Zwłaszcza na elektrycznej bieżni. Prawdopodobnie znasz coś takiego z seksu. Jeżeli jesteś z osobą, którą kochasz i z którą ci się dobrze kocha, to prawie zawsze przekraczasz swoje plany.

Bieganie jest dla ciebie jak seks?

- Ono jest po prostu bardzo, bardzo miłe. Rozkoszne.

Czy kiedykolwiek pomyślałeś o tym, by polepszyć bieganie za pomocą jakichś dopalaczy?

- Jeden jedyny dopalacz, który stosuję przed niektórymi zawodami, to kawa. Podobno biegaczom nie szkodzi.

Pijesz ją specjalnie po to, żeby lepiej pobiec?

- Po trzech czy czterech kawach jestem w stanie lekkiego rozedrgania. Organizm jest poruszony, szybciej wchodzę na wysokie obroty i to bieganie staje się rozkoszne od razu. To ma duże znaczenie zwłaszcza w przypadku krótkiego biegu, takiego np. na 5 kilometrów.

Czy bieganie ma wpływ na to, co jesz i jak wypoczywasz?

- Zdecydowanie. Bieganie to jest coś w rodzaju życia zakonnego.

Czego sobie odmawiasz?

- Alkoholu, bo wiem, że jakbym się napił, a już zwłaszcza gdybym dużo zjadł i dużo się napił, to następnego dnia bieganie będzie nieprzyjemne. Powinienem się też wysypiać. Biegacze w ogóle powinni dużo spać. I to regularnie. Ale to już sobie odpuściłem. Na więcej niż sześć godzin po prostu nie mam czasu.

Czy bieganie ma jakiś związek z twoją pracą?

- Kolosalny. Ja zawsze tak robiłem, że jak mnie coś interesowało i pochłaniało, to zamieniałem to na jakieś kampanie czy akcje gazetowe. "Rodzić po ludzku" - gdy rodzili się moi synowie, potem była "Szkoła z klasą". "Męska muzyka" - to moja odpowiedź na kryzys wieku średniego. Pięć lat temu zacząłem biegać. Stąd akcja "Polska Biega".

Czy to nie jest przypadkiem mieszanie tego, co prywatne, z tym, co zawodowe?

- Jak najbardziej, ale uważam to za zaletę. W jakimś sensie, bez ironii, to test na wiarygodność dziennikarza, który coś proponuje ludziom.

Ale bieganie przestaje być wtedy takie twoje. Takie dla siebie. Zaczynasz biegać dla firmy, dla sprawy, dla...

- może dla Polaków? Ale dla siebie też. Nie widzę żadnej sprzeczności. Wręcz odwrotnie.

Czy bieganie ma jakiś wpływ na twoją pracę?

- Nie da się ukryć, że staram się, żeby ten czas przeznaczony na bieganie wyrwany był raczej z pracy niż z życia domowego.

Za to pewnie masz wrażenie, że jesteś wydajniejszy?

- Może trochę. Zwłaszcza po treningach szybkości jestem nakręcony aż do wieczora.
W ogóle należę do ludzi, którzy uwielbiają silną stymulację. Często stosuję wobec samego siebie taką manipulację, że jak mam coś napisać czy zredagować, to czekam do ostatniej chwili. Żeby pracować na speedzie.

Czy kiedykolwiek, w związku z bieganiem, ryzykowałeś utratę bliskiej osoby, ważnych relacji z innymi ludźmi, pracy czy kariery?

- Zdarzało mi się, że miałem coś pilnego do zrobienia, a mimo to szedłem na trening. I towarzyszyły temu takie racjonalizacje, właściwe też alkoholikom, że jak się napiję, czyli pobiegnę, to będzie mi się lepiej pracowało.

Czy kiedykolwiek okłamałeś swoich bliskich albo kogoś innego w celu ukrycia własnego nadmiernego biegania?

- Tak. I nadal mi się zdarza, że przemycam strój do samochodu. Chociaż teraz robię to znacznie rzadziej, bo stosunek mojej żony do biegania znacznie się poprawił i już nie jest ono postrzegane jako grabież dokonana na naszym czasie wspólnym.
Jak oglądamy w rodzinie plany miast, do których jedziemy, moi bliscy szukają zabytków, a ja zielonych plam parków i nadmorskich bulwarów. Ostatnio biegałem w Kapsztadzie w bryzgach Oceanu Indyjskiego. Tylko nawierzchnia niedobra, kostka.

Czy używasz biegania w celu ucieczki od problemów albo w celu uniknięcia nieprzyjemnych uczuć?

- Bieganie traktuję też jak terapię. Na dolegliwości duszy, na smutki, na melancholię. A także terapię ciała - gdy coś mnie boli albo się przejadłem, nie wyspałem, przepiłem.
Bieganie to fantastyczny sposób na wszelkie go rodzaju niedyspozycje.

Czy poza bieganiem masz jakiś inny sposób spędzania wolnego czasu?

- Praca w "Gazecie" to nie jest klasyczna praca - dużo żartu, kpiny, osobistych rozmów. Mam swoje działki w "Gazecie" - sprawy społeczne, etyka, wojna z Kościołem o laickie swobody. Czytam, mam swoich pisarzy. Kiedyś kłóciłem się z synami, teraz korzystam z ich pasji, np. wróciłem do filozofii. I słucham ich z uwielbieniem, też podczas biegania.
Dzięki bieganiu przestałem robić głupie rzeczy - jak leżenie przed telewizorem. Właśnie dlatego zacząłem biegać, że zauważyłem, że wracam do domu, jestem zmęczony i muszę jakiś czas spędzić przed telewizorem. I co gorsze, wypić piwo. Albo dwa. Albo półtora, bo żona wypija pół. I w pewnym momencie zorientowałem się, że to źle wygląda. Że zaczynam przypominać ohydnego, sfrustrowanego, zmęczonego życiem mieszczanina. Kogoś, kim zawsze się brzydziłem.

Czy kiedykolwiek z powodu biegania wpadłeś w tarapaty?

- Wiele razy, bo łatwo się gubię. Kiedyś w Portugalii zostawiłem rodzinę na plaży, a sam pobiegłem. To był akurat dzień tak zwanego długiego wybiegania, więc przebiegłem 14 km w jedną stronę, zawróciłem i w tym momencie doznałem kontuzji. Nie byłem w stanie biec, a nawet szybko iść. A był już koniec wakacji, kilka godzin później mieliśmy wsiadać do samolotu w Lizbonie. To była boczna droga i nic nią nie jeździło. Rozładowała mi się komórka, nie mogłem zawiadomić rodziny. Oni się denerwowali, ja zresztą też.
W pewnym momencie dostrzegłem dom na horyzoncie. Wszedłem i okazało się, że właściciel co prawda jest pijany, ale ma samochód.

Czy biegając, tracisz poczucie czasu?

- Absolutnie.

Czy zdarzyło ci się biegać, mimo że nie powinieneś?

- Teoretycznie powinno być tak, że są dwa dni w tygodniu, w których się nie biega. To ważne, staram się to wszystkim wbijać do głowy, ale jest to jedna z zasad, którą sam najczęściej łamię. Staram się pilnować i gdy w dzień wolny od biegania w pracy nie mam dyżuru ani niczego do napisania, więc teoretycznie mógłbym na chwilę wyskoczyć, to z premedytacją nie zabieram stroju. Żeby się kontrolować.

Ale kontrolę tracisz i po ten strój wracasz?

- Tak też bywa. Ale to nie wszystko, bo nie powinienem biegać również wtedy, gdy coś mnie boli. A życie biegacza pełne jest kontuzji. Jak ludzie rozmawiają o bieganiu, to w zasadzie cały czas mówią o tym, co ich boli.

Co cię boli?

- Aktualnie plecy i lewa stopa.
Ja zresztą jestem szczęśliwym przypadkiem, bo poza jednym zerwanym ścięgnem, złamaną kością w stopie i kłopotami ze ścięgnem Achillesa nic mi się nie przydarzyło.

Czy kiedykolwiek z powodu biegania miałeś problemy ze snem?

- Jeśli wieczorem biega się za ostro, a to mi się ostatnio zdarza ze względu na rytm życia moich synów, to potem ta faza ekscytacji może utrudnić zaśnięcie.

Czy mógłbyś biegać, nie mierząc sobie czasów?

- Tak.

Ale zawsze mierzysz sobie czasy?

- Najczęściej. Bo staram się kontrolować tempo i mam satysfakcję z tego, że biegnę szybko.

Czy w twoim bieganiu ważne dla ciebie jest bicie rekordów i rywalizacja?

- Bicie rekordów tak, rywalizacja nie. W ostatnią sobotę złamałem 39 minut na 10 km - to było miłe zaskoczenie, bardzo miłe.

Czy kiedykolwiek odczuwałeś przygnębienie z tego powodu, że nie udało ci się pobić rekordu?

- Zastanawiam się, kiedy to nastąpi, bo jak dotąd w każdym kolejnym biegu, mimo że najpewniej się starzeję, wypadam lepiej niż w poprzednim. I to jest przyjemne uczucie.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że odkąd zacząłeś biegać, twoja samoocena bardzo, ale to bardzo się poprawiła.

- Jest wiele badań, które pokazują, że dzięki bieganiu poczucie własnej wartości rośnie.

A czy to nie jest przypadkiem niebezpieczne dla związku. No bo jest facet koło pięćdziesiątki i nagle on się zaczyna czuć jak młody bóg, a tu ta żona coraz starsza...

- ... moja żona zaczęła ostro jeździć na rowerze, schudła i też wygląda jak bogini. I zarazem ta para bogów się starzeje, co podważa ich boskość niestety. Ale gdy tak na zawodach mijam kolejnego młodzieńca czy czterdziestolatka, to dobrze mi z tym. Dziecięca frajda. Dla porządku - za chwilę kończę 57 lat.

Czy to byłaby dla ciebie wielka strata, gdyby się okazało, że nie możesz biegać?

- To byłoby okropne.

Myślisz o jakiejś alternatywie?

- Jak się tak nad tym zastanawiałem, to doszedłem do wniosku, że to, co mi tak naprawdę może gruntownie wysiąść, to kręgosłup. A mam z nim kłopot, odkąd jako dziecko spadłem z trzeciego piętra i pogruchotałem sobie kręgi szyjne. Do tego bieganie to dla kręgosłupa okropna rzecz. Ale wiesz, ktoś mi ostatnio opowiadał o swoim 90-letnim aktywnym wujku, który w końcu trafił do szpitala. Rodzina została wezwana z informacją, że on już z tego nie wyjdzie. Wchodzą, on leży pod tlenem, cały popodłączany, i przebiera palcami, raz jedną dłonią, raz drugą...

...był pianistą?

- Nie. Ćwiczył to, co mógł w tej sytuacji ćwiczyć.

Czy masz wrażenie, że twój organizm potrzebuje biegania?

- Zdecydowanie.

Czy kiedykolwiek natarczywie namawiałeś kogoś do biegania?

- Nieustannie. Ludzie też chcą o tym ze mną rozmawiać: dlaczego nie biegają, dlaczego biegają. Czasem mnie to już nudzi.

Czy bieganie jest dla ciebie ucieczką przed czymś?

- Z pewnością jest to ucieczka przed starością. Uciekam przed śmiercią, może mnie nie dogoni.

To ja już nie mam więcej pytań!

- To może teraz ja spróbuję ci powiedzieć, o co w tym naprawdę chodzi.
Otóż zaczynasz biec. Najpierw wolno, noga za nogą, z wysiłkiem, z niechęcią. I po jakimś czasie, u mnie po jakichś dwóch kilometrach, zaczyna się dziać coś niesamowitego. Jakbyś to już nie ty biegł, tylko twoje ciało. Amerykanie mówią: "let the meat hang on the bones".
I zaczynasz odczuwać niesamowitą przyjemność, doznajesz harmonii, lekkości i zachwytu nad własnym ciałem, a także za każdym razem zdumienia, że jesteś w stanie tak biec.
Zaczynają też dziać się dziwne rzeczy z czasem. To znaczy pierwsze 10 minut trwa 10 minut, a każde następne trwa już nie wiadomo ile.
Twój duch jakby się uwalnia, wzlatuje.
Pojawiają się różne fajne myśli.
Świat pięknieje.
Kolory, na skutek nadzwyczajnego dotlenienia mięśni, w tym mięśni oczu, stają się wyraziste. Świat pięknieje. Wszystkie napotkane kobiety są piękne, a faceci sympatyczni.

Czy jeśli zaczniesz biegać, a potem biegasz coraz więcej, to osiągniesz ten stan, o którym opowiadałeś?

- Żeby taki stan osiągnąć, to na moje oko trzeba biegać przez kilka miesięcy regularnie po 40 km tygodniowo. Potem może być nawet więcej, ale tak, żeby się nie zarżnąć.

I można go utracić?

- Oczywiście. I, że tak pompatycznie się wyrażę, nie każdemu taki stan euforii jest dany.

DF nr 224, wydanie z 24 września 2009 r.
Piotr Pacewicz - zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", twórca wielu akcji społecznych, w tym "Rodzić po ludzku", "Szkoła z klasą", i od 2006 roku Polska Biega. Żonaty z Alicją od 24 lat, ma trzech synów (30, 20 i 17 lat) oraz doktorat z psychologii.