Oświadczyny na maratonie? Dlaczego nie?!

"Poprosiłem ją, by pobiegła ze mną tę ostatnią pętlę, bo nie wiem, czy dam radę. Na mecie myślała, że ścięło mnie z nóg. Padłem na jedno kolano..."

Toruń, ciepła październikowa sobota. Las niedaleko największej miejskiej sypialni tętni życiem. Dziesiątki osób biegną między drzewami. Większość patrzy przed siebie. Ale niektórzy co chwilę oglądają się za plecy.

Meta. Mężczyzna - na oko 40 lat, sylwetka jakby biegał po kilka godzin dziennie - patrzy na zegarek, nerwowo zerka na finiszujących. Wyraźnie na kogoś czeka. Wbiega jedna z kobiet, mężczyzna aż podskakuje z radości. - Skarbie - krzyczy - ale wykręciłaś czas!

Maraton małżeństw w Toruniu organizuje Kazimierz Musiałowski, były marynarz, dziś raczej zwierz lądowy: - Skąd pomysł? Podkradziony. Zaliczyłem 122 maratony, w jednym była klasyfikacja małżeństw. Pomyślałem, że może w Toruniu? Przyjęło się.

Wypadek? Nie szkodzi, czekamy

Rok 2007. Piotr Suchenia z Wejherowa, wtedy 27-letni trener lekkiej atletyki, maraton organizowany przez Musiałowskiego ma wpisany w kalendarzu od dawna. Ma sentyment, odkąd kilka lat wcześniej na trasie do Torunia miał wypadek. Zadzwonił do organizatora maratonu. - Powiedziałem Kaziowi, że była kolizja i że sorry. Zapytał, czy coś mi jest. Skoro nic, to poczekają ze startem. I poczekali - opowiada Suchenia. Odtąd maratony w Toruniu traktuje wyjątkowo.
A szczególnie ten z 2007 r.

Słabnę, czyli wielka "ściema"

- Pojechałem do Torunia z niecnym zamiarem. Miało być nietypowo. Biegliśmy z Iwonką, moją dziewczyną, oczywiście, był też przyjaciel - świadek. Wiedział, co się stanie. Kaziu Musiałowski również. Maraton rozgrywał się na kilku pętlach. Powiedziałem mojej Iwonie, by tę ostatnią przebiegła razem ze mną, bo słabnę i nie wiem, czy dam radę. Spojrzała dziwnie, czując, że to ściema. Ale nie chciałem, żeby ktoś nas rozdzielił.
Musiałowski: - Ach, co to były za emocje!
Suchenia: - Wbiegaliśmy na metę, Iwona czuła, że coś jest nie tak. Nagle pojawiły się kwiaty, wniesiono tort. Ludzie zaczęli bić brawo. O co właściwie chodzi? A ja wyglądałem, jakby ścięło mnie z nóg ze zmęczenia. Padłem na jedno kolano. I wyciągnąłem z kieszeni pierścionek. Na szczęście zgodziła się wyjść za mnie.

Dwa buty na spojlerze

Najpierw mieli pomysł, by do kościoła dotrzeć biegiem. Zmienili koncepcję, ale na spojlerze auta mieli zawieszone dwie pary butów.
Piotr Suchenia: - Kiedy ksiądz poprosił o obrączki, złapałem się za kieszenie, że niby zapomniałem. I wtedy do kościoła wbiegł, jakby finiszował w maratonie, nasz przyjaciel.
Odtąd biegowe małżeństwo zalicza w Europie zawody za zawodami. Byli w Wiedniu, Berlinie. Teraz będzie Tromso w Norwegii.

W maratonie małżeństw biega się osobno, ale i razem. Uczestniczki i uczestnicy indywidualnie walczą w kilku kategoriach wiekowych. Na mecie zliczane są wyniki małżonków. O triumf rywalizuje zwykle kilkadziesiąt duetów. Rekord łączny Piotra i Iwony to 6 godzin i 24 minuty  (on 2:33, ona - 3:51). Ustanowili go rok temu.

Bywa, że to facet goni

Jak się biega razem? Suchenia: - Nie tak, że cały dystans ramię w ramię. Każdy walczy o swój czas, choć oczywiście myśli o drugiej osobie. Iwonka jest trochę wolniejsza ode mnie, więc to ja czekam na mecie.

Obserwowanie rywalizacji par to świetna sprawa. - Nie ma presji. Nikt nie pogania, nie wrzeszczy "Musisz!". Małżeństwo się szanuje. Gdyby mąż chciał coś "ryknąć", to żona mu odpowie. I odwrotnie, bo są i takie małżeństwa, że żona szybciej biega, i to ona robi wynik, a on musi ją gonić - mówi Musiałowski.

Suchenia: - Utarło się, że w zawodach biegowych walczy się albo o pieniądze, albo z samym sobą, żeby urywać tych kilka sekund. Ale kiedy biegną pary - gdzie zawsze ktoś jest słabszy i trzeba to uszanować - wszystko się zmienia. Taki małżeński maraton nie jest nastawiony na to, by się ścigać, ale żeby oboje dobiegli. A później gada się z innymi parami przy grochówce. O czasach się nie mówi.

Musiałowski: - Piotr i Iwona dwa lata po oświadczynach na mecie byli u nas znowu już jako małżeństwo. Ale są też pary w - powiedzmy - jesieni życia. One cieszą się w ogóle z tego, że mogą razem pobiec.

Iwona i Piotr Suchenia

Dołącz do nas na Facebooku.