Krew, pot i łzy - magia Biegu Rzeźnika

Prawie 80 km po górach, od samego świtu, w błocie i z żołądkiem wywróconym na drugą stronę. Bieg Rzeźnika niszczy i urzeka. Jest zmorą, ale i marzeniem. Wyciska łzy i daje radość. Pozwala ponieść porażkę i odnieść zwycięstwo. Na czym polega jego fenomen?

Jak co roku limit zgłoszeń na Bieg Rzeźnika został osiągnięty szybciej niż niezdecydowani zdążyli się zdecydować. Już 8 czerwca niezmierzony tłum biegaczy z całej Polski o wschodzie słońca stanie na linii startu tego jednego z najtrudniejszych, a jednocześnie najbardziej malowniczych biegów w kraju. Wśród nich będą ci, którzy biegną po bieszczadzką życiówkę i nie obchodzi ich czar połonin, ale też ci, którzy nie wiedzą jeszcze, co ich czeka i być może spędzą na trasie nawet 15 godzin. I jednych, i drugich zapytałam o refleksje dotyczące tej imprezy.

8. Bieg Rzeźnika. Fot. Tomasz Kaleta
8. Bieg Rzeźnika. Fot. Tomasz Kaleta

Po co ten zachód
czyli po co o wschodzie zaczynać tę męczarnię.

Andrzej Dyczkowski (Warszawa) z debiutu w Biegu Rzeźnika robi sobie prezent urodzinowy: - W tym roku kończę 50 lat. Nigdy nie byłem sportowcem wyczynowym, ale zawsze człowiekiem sportowo aktywnym. Chcę sprawdzić, ile zostało z młodości, pokazać mojej córce (biegającej od pół roku) i niebiegającemu synowi, że można. Powiedzieć: "Przebiegłem Rzeźnika". To mój prezent urodzinowy.

Jakub Peczsz, wspinacz, który zaczął biegać, od kilku lat zmaga się z chorobą, która stopniowo ogranicza jego sprawność ruchową. W tym roku debiutuje w Rzeźniku. - Obecnie (na 9 tygodni przed biegiem), choroba się uaktywniła i uniemożliwiła mi treningi (nie jestem w stanie przebiec nawet 1 km, samo chodzenie jest trudne). Najlepszą terapią na moją przypadłość jest właśnie ruch, więc czemu nie ruszać się przez kilkanaście godzin w Bieszczadach, na Rzeźniku właśnie?

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
8. Bieg Rzeźnika, fot. Monika Strojny

Piotr Krawczyk, prezes Stowarzyszenia Terapeutów, Bieg Rzeźnika już raz ukończył. To jednak dla niego za mało - tym razem chce zmierzyć się z trasą hard core (100 km), a przy okazji zrobić jeszcze coś dobrego dla swoich podopiecznych. - Teraz z partnerem biegniemy z dobudowanymi celami wyższymi (akcja "Przebiegniemy Bieszczady dla osób z autyzmem"), ale baza została niezmieniona. Biegnę dla siebie - po to coś, co sprawiło, że w zeszłym roku zaraz za metą postanowiłem zrobić Rzeźnika jeszcze raz.

Marcin Kargol, który do tej pory przebiegł 10 maratonów, wybrał Bieg Rzeźnika jako kolejny krok na swojej ścieżce biegowej. - Udeptywanie asfaltu ma swój nieodparty urok. Jest coś niesamowitego w zwiedzaniu kraju czy Europy z perspektywy biegacza. Ale przychodzi taki moment - prędzej czy później - kiedy odczuwa się potrzebę spróbowania czegoś więcej, czegoś nowego.

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
8. Bieg Rzeźnika, fot. Monika Strojny

Sabina Giełzak, młoda lwica polskich biegów ultra (Bieg Rzeźnika w zeszłym roku ukończyła w niecałe 10,5 godziny!), nie umie określić, po co to robi. Ale robi to. Namiętnie. - Nie lubię pytania "po co?" w kontekście biegów długodystansowych. Nie wiem "po co?", chociaż regularnie (co start, czyli mniej więcej raz na dwa tygodnie) się nad tym zastanawiam. Niektórzy biegną dla kogoś, inni w celu przesuwania granic własnej wytrzymałości, jeszcze inni po prostu po piwo na mecie.

Wartą uwagi motywację do biegu ultra w Bieszczadach podsuwa Władysław Polcyn, który wraz z Piotrem Krawczykiem startuje w tym roku dla osób z autyzmem. - Nie bez znaczenia jest fakt, że zadowolenie z wyników w zawodach na asfalcie jest trudne do osiągnięcia przy pewnym poziomie wytrenowania, bo polega na mierzeniu się ze sporą dozą abstrakcji w postaci cyferkowej. Natomiast góry są czymś realnym, nie wymyślonym przez człowieka. Zaczynają się tu, a kończą się dokładnie tam. Just do it.

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
8. Bieg Rzeźnika, fot. Monika Strojny


Rzeźnik. Po prostu rzeźnik
czyli o tym, czego boją się tegoroczni debiutanci przed swoim pierwszym Rzeźnikiem.

- Słyszałam od znajomej, jak na trasie jej żołądek się poddał. Kompletnie odmówił posłuszeństwa i gdyby nie to, że trasa jest już oznaczona, to inni zawodnicy spokojnie mogliby biec po zostawianych przez nią śladach - mówi niepewnym głosem Agnieszka, która twierdzi, że wciąż nie wie, po co się na to porywa. Ale pobiegnie na pewno.

Marcin Kargol do Biegu Rzeźnika ma respekt. Respekt przeszyty strachem. - Czego się boję? Samego biegu się boję. Mam na koncie 10 maratonów, ale to, że mam stanąć na starcie Rzeźnika, sprawia, że czuję się bardzo malutki i bardzo niedoświadczony. Jednym tchem wymienia to, co wywołuje w nim drżenie serca. - Rzeczy, które mnie przerażają, jest całe mnóstwo: kilkanaście godzin ciągłego wysiłku, podbiegi, zbiegi, nieprzewidywalna pogoda, to, że muszę w pełni zaufać partnerowi.

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
8. Bieg Rzeźnika, fot. Monika Strojny

Są też obawy prozaiczne. I - co gorsza - w stu procentach uzasadnione. - W samym biegu obawiam się błota. Bieszczadzkie błoto na wiosnę potrafi skutecznie uprzykrzyć życie. - mówi Jakub Peczsz.

- Przeraża mnie, że w pewnym momencie mogę zacząć człapać. Nie biec, nie truchtać, nawet nie iść, tylko po prostu człapać - to obawy Anny, biegającej mamy z Wrocławia. Nigdy nie startowała w biegu ultra, więc - jak twierdzi - nie wie, jak wygląda świat po 50. kilometrze.

Robert, który zaczął swoją przygodę z bieganiem stosunkowo niedawno, boi się o swoją głowę. - Mój przyjaciel, który startował w Rzeźniku w zeszłym roku, wspominał, że od połowy trasy zaczęła mu chodzić po głowie myśl: "Po co my to właściwie robimy?!". Nie ukończył biegu. Tego właśnie się boję. Samej tej myśli.

O to, że na Biegu Rzeźnika może się powinąć noga - i to jak najbardziej dosłownie - obawy ma Rafał, który wiele razy startował w rajdach przygodowych i wie, jak smakuje ból. - Boję się kontuzji. Czegoś, co może zdarzyć się nie do końca z mojej winy. Psychika jeszcze nigdy nie spłatała mi figla - nie chcę za to zejść z trasy z powodu skręconej kostki.

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
8. Bieg Rzeźnika, fot. Monika Strojny

- Może to dziwne i niezrozumiałe, ale boję się spiny. Wszechobecnej rywalizacji, która będzie mi ciążyć. Że będę chciała więcej, niż może moje ciało. I się za wcześnie wykończę. - mówi Ula, która z zasady nie lubi odpuszczać.


Nie taki diabeł straszny
czyli wspomnienia tych, którzy już wiedzą, jak smakuje Rzeźnik.

- Ten moment, kiedy przed ostatnim podbiegiem przebiegaliśmy przez punkt odżywczy, ktoś krzyknął: "Biegnie pierwsza kobieta" i rozległy się oklaski. - wspomina Alicja Sać, zwyciężczyni zeszłorocznego Biegu Rzeźnika w kategorii damsko-męskiej. Wraz z Piotrem Abrahamczykiem pokonali trasę w 10 godzin i 11 minut.

Sabina Giełzak, która rzadko startuje na trasach krótszych niż 50 km, Bieszczady chłonie całą sobą: - Zbiegi na pełnej prędkości, a zwłaszcza ten ostatni! Coś cudownego! - Dodaje też trochę o poza biegowym klimacie Biegu Rzeźnika: - I te tzw. rajdowe rodaków rozmowy. Ubłoceni, wyczerpani, zniszczeni ludzie, którzy właśnie wywrócili swoje organizmy na drugą stronę, a już gadają o planach i kolejnych okazjach na kompletne złojenie się. Kosmos.

- W euforii człowiek się nie boi! - mówi krótko o swoich odczuciach Władysław Polcyn, który w tym roku wybiera się na trasę hard core.

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
Fot. Monika Strojny, 8. Bieg Rzeźnika

Wartą zapamiętania refleksję podsuwa jego biegowy partner, Piotr Krawczyk: - Generalnie na długich biegach mam spokój, który streszcza się mniej więcej tak: "wyżej tyłka nie podskoczysz". - Wspomina też najlepsze zdanie, jakie usłyszał o Biegu Rzeźnika: - Ten już kultowy bieg wziął się "z niczego", z dzikiej potrzeby zrobienia czegoś dzikiego przez paru kolegów.

Robert Mikuła, mimo że swojego pierwszego (i jak dotąd jedynego) Biegu Rzeźnika nie ukończył, wspomina go lirycznie: - Niesamowita atmosfera panująca podczas biegu, długie podbiegi, burza na początku jak jeszcze było ciemno - biegniesz w deszczu pomiędzy piorunami pod prąd potoku, który spływa z góry, ciepła kawa na przepaku w Cisnej.

- Meta. Mój partner zatrzymał mnie, wziął na ręce i przeniósł przez linię mety dziękując na piękny wyścig - tak wyglądał finisz Alicji Sać, pierwszej kobiety na zeszłorocznym Rzeźniku.

O tym, że Bieg Rzeźnika jest czymś magicznym, wciąż powtarza Piotr - prezes Stowarzyszenia Terapeutów: - Już godzinę po przybiegnięciu na metę po prostu wiedziałem, że znów tu przyjadę. Rzeźnik ma to coś. To nie rywalizacja, nie walka z czasem, nie rekordy, niech zostanie "to coś".

- Największa satysfakcja polega na tym, że czujesz, że pasujesz do tych kolosalnych przestrzeni, bo jesteś w stanie je przemierzyć i robisz to w dobrym stylu. Czujesz się człowiekiem gór, częścią Natury - podsumowuje pięknie Władysław Polcyn.

Uznawany za najtrudniejszy w kraju, rozgrywany od ośmiu lat w Bieszczadach, przeszedł do historii. To impreza już kultowa, której trasa prowadzi z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynosi prawie 80 km z ponad 3200 metrów podejść. Bieg Rzeźnika.
Fot. Monika Strojny, 8. Bieg Rzeźnika

Jedz, módl się, kochaj
czyli cenne porady od starych bieszczadzkich wyjadaczy

  • Trudności terenowe rosną wraz z dystansem, więc zacząć trzeba spokojnie.
  • Trenować zbieganie! To właśnie na zbiegach wygrywa się Rzeźnika.
  • Zabrać sprawdzone buty z porządnym bieżnikiem.
  • Bieg Rzeźnika nie jest biegiem dla osób, które przygodę z bieganiem rozpoczęły miesiąc wcześniej. Bez odpowiedniego przygotowania jest to czysta głupota.
  • Ważna jest logistyka i właściwy dobór ekwipunku - wszystko powinno być wcześniej sprawdzone i zaplanowane.
  • Weźcie ze sobą środki na problemy żołądkowe oraz inne dolegliwości! Ja niestety dopiero na trasie zorientowałam się, że punkty medyczne nie mogą udzielać pomocy w sytuacjach nie zagrażających życiu. Wszystko co potrzebne należy mieć przy sobie.
  • Najważniejsza jest umiejętność odżywiania na trasie, którą powinno się wyćwiczyć wcześniej podczas wycieczek biegowych.
  • Trening, trening i jeszcze raz trening. W myśl złotej zasady: im cięższy trening, tym łatwiej na zawodach.
  • Jeśli podczas biegu wydaje ci się, że widzisz fioletowe ślimaki, to pamiętaj, że one istnieją naprawdę...

Przeczytaj również: 77 km po bieszczadzkich połoninach - Bieg Rzeźnika po raz 9.

Tekst: Marta Szewczuk
Dołącz do nas na Facebooku.