Pomaganie przez bieganie

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska
20.03.2013 12:00
Z południa na północ Polski, ze wschodu na zachód, w dziwnych strojach - bieganie staje się świetnym sposobem na włączenie się w akcje charytatywne, nadanie im rozgłosu. Wystarczy mieć pomysł i determinację. I oczywiście dobre chęci.

W 2010 roku 51 osób pobiegło w maratonie w Warszawie, związanych liną, po to by pomóc zebrać pieniądze na leczenie Nikoli - dziewczynki cierpiącej na zanik mięśni. Zmagali się z trasą przez 6 godzin i ustanowili przy okazji rekord Guinessa, jako największa kolumna ludzi, która pokonała razem magiczne 42,2 km. Dariusz Szwast przebiegł Polskę z północy na południe dla swojego synka - Kacpra, by zebrać pieniądze na jego rehabilitację. W ubiegłym roku celebryci debiutowali w triathlonie w intencji dzieci z autyzmem. Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Bartek Topa i Łukasz Grass zachęcali Polaków do wpłacania pieniędzy na Fundację Synapsis. Latem dwójka chłopaków przebiegła ze wschodu na zachód Polski z Janowa Podlaskiego do Zgorzelca by nagłośnić prośbę o pomoc w leczeniu Dominika Wołosza. W tym roku po raz kolejny ruszyli w biegową trasę z Zakopanego na Hel, by wspomóc Kubę Piśmiennego w jego walce z rakiem. Po co to robią? Co nimi kieruje? I jaki to przynosi skutek?

Bieganie to najprostsza i najbardziej spektakularna rzecz jaką możemy zrobić by zwrócić na coś uwagę ludzi. Im bardziej wymagające, im dalej biegniemy i im więcej wylanych przy okazji łez - tym więcej możemy osiągnąć. Tym więcej oczu zwróci się w naszym kierunku. Dzięki temu możemy pokazać światu, że jest ktoś, kto potrzebuje pomocy. Bo każdemu, kto zapyta: "Chłopaki, dziewczyny - po co wy to robicie?!" - można odpowiedzieć: "Dla Dominika, dla Kuby, dla Kacpra i Nikoli!". Potrzebujących nie brakuje, a szczytny cel powoduje, że biegacza niesie do przodu niespotykana siła. Jeśli pobiegniesz maraton w jakiejś intencji - możesz mieć pewność, że choćby dopadła cię największa słabość, jaką możesz sobie wyobrazić - nie zrezygnujesz. Ekipa Run For Life wystartowała w wyczerpującym Maratonie Piasków (Marathon des Sables) - 250 km po Saharze w 7 etapach, dzień w dzień by zebrać pieniądze na wózek dla ośmioletniego Huberta z Człuchowa. Ani przez chwilę nie myśleli o wycofaniu się z tego katorżniczego biegu - w końcu nie biegli tam tylko dla siebie.

Lloyd Scott jest jedną z barwniejszych postaci światowego maratonu. Można było obserwować jego walkę z królewskim dystansem w przebraniu Św. Jerzego ze 130-kilogramowym smokiem na łańcuchu. Innym razem - w dawnym stroju nurka głębinowego, jeszcze innym razem - ciągnącego za sobą wielką kulę, w przebraniu a la Indiana Jones. Lloyd Scott mówi, że ma do spłacenia dług, bo gdy miał 27 lat zdiagnozowano u niego białaczkę, a dwa lata później znaleziono dla niego dawcę szpiku. Operacja, która była wówczas raczej nowością przebiegła pomyślnie, ratując mu życie. Lloyd zdając sobie sprawę z tego jaki spotkał go cud, postanowił znaleźć sposób by pomagać innym, którzy znaleźli się w tak trudnej sytuacji, jak on. Jego pomysły budzą wiele pozytywnych emocji.

Pomaganie przez bieganie nie musi być jednak tak spektakularne. Istnieją prostsze sposoby - można pobiec maraton i rozgłosić to wśród znajomych podając do wiadomości, że zbiera się pieniądze na konkretny cel. „Wierzycie, że mi się powiedzie? Wpłaćcie kilka złotych na dzieciaki, zwierzaki...”. Można pobiec wówczas w specjalnie przygotowanej koszulce - np. POMAGAM OLI, podając przy okazji adres strony internetowej (albo profilu akcji na Facebooku), na której można się dowiedzieć czegoś o akcji, którą promujemy. Aż 3/4 uczestników maratonu w Londynie zbiera przy okazji tej imprezy pieniądze na rzecz wybranych organizacji. Liczba miejsc w tym prestiżowym wyścigu jest ograniczona, a chętnych bardzo wielu. Nie wszyscy zakwalifikują się na podstawie wyników, a loteria zapewni numer startowy tylko pewnej grupie szczęściarzy. Pewna pula numerów trafia do organizacji charytatywnych, które mogą je z kolei przekazać biegaczom, zbierającym pieniądze na rzecz tychże. Podobnie dzieje się w przypadku maratonu w Nowym Jorku.

W Polsce działalność charytatywną biegaczy wspiera portal domore.pl. Za jego pomocą Grupa Zdrowy Rower zebrała 10 000 zł "Na rehabilitację Leszka" pokonując 3000 km, Dorota przebiegła 16 km w sztafecie Maratonu Wiedeńskiego i zebrała prawie 3000 zł dla Fundacji Effectus Papilionis, która dofinansowuje naukę języka angielskiego dla dzieci z biednych zakątków Polski.

Tekst: Magda Ostrowska-Dołęgowska

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX