Mistrz biegania po schodach: To ból, cierpienie, strach i satysfakcja

- Człowiek boi się, wie, że te ostatnie piętra będą naprawdę bolały, kwas mlekowy zaleje organizm, a przed samą metą nogi będą jak z waty. Przez kilka minut leży się jak roślinka, ale satysfakcja jest wielka - mówi o wyczynowym bieganiu po schodach Piotr Łobodziński, mistrz Polski w tej dyscyplinie, który w sobotę wystartuje w Warszawie, w Biegu na Szczyt Rondo I.

28-latek z Bielska Podlaskiego, od czasów studiów mieszka w Warszawie. Tutaj pracuje i trenuje, czasami nawet sześć razy w tygodniu. Jest aktualnym mistrzem Polski w biegu po schodach - dyscyplinie, którą na świecie uprawia około 100 tys. osób. Połowa z nich to Amerykanie, to USA są rekordowe pod względem liczby organizowanych wyścigów. W biegach po schodach często biorą udział strażacy w pełnym ekwipunku, którzy traktują to jako przygotowanie do pracy.

Łobodziński jest wiceliderem Pucharu Świata, który chce w tym roku wygrać. W sobotę jest poważnym faworytem do zwycięstwa w warszawskim Biegu Na Szczyt w wieżowcu Rondo 1. Cały dochód z wpisowego organizatorzy przeznaczą na stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce. Wspieranie takich inicjatyw przy okazji biegów po schodach to w USA norma.

Michał Szaflarski: Skąd w ogóle pomysł, żeby biegać po schodach?

Piotr Łobodziński: Kilka lat temu przeczytałem gdzieś o Tomaszu Kliszu, który często startował w biegu na Empire State Building. Wiedziałem, że jest taka dyscyplina i chciałem spróbować, ale nigdy nie było w pobliżu żadnych zawodów. Dopiero dwa lata temu Sport Evolution zorganizowało pierwszą edycję Biegu Na Szczyt na Rondzie 1 i tam, w maju 2011 roku, zadebiutowałem. I od razu zająłem czwarte miejsce, tracąc dwie sekundy do ówczesnego lidera PŚ Czecha Tomasa Celko. Przed tym biegiem zrobiłem tylko kilka treningów na swojej klatce schodowej, nie miałem żadnego doświadczenia, wystartowałem praktycznie z marszu i byłem zdziwiony, że tak dobrze mi poszło.

Startowałeś w Warszawie w ubiegłym roku?

Tak, ale kilka miesięcy wcześniej, podczas treningu, poślizgnąłem się na zamarzniętej kałuży i tak niefortunnie upadłem, że złamałem kość strzałkową. Przez sześć tygodni miałem nogę w gipsie i przed biegiem trenowałem tylko trzy tygodnie. Byłem bez formy, wystartowałem ze specjalną opaską na opuchniętej kostce, więc i tak dobrze, że zająłem czwarte miejsce.

Najwyższy budynek, który zdobyłeś?

63 piętra w wieżowcu we Frankfurcie nad Menem. Zająłem tam w ubiegłym roku trzecie miejsce, zdobywając przy okazji brązowy medal pierwszych mistrzostw Europy w biegach po schodach.

(...)

Pełen tekst, zdjęcia i film z przygotowań znajdziesz na Warszawa.sport.pl.

Przeczytaj również artykuł: Piotr Łobodziński opowiada o swoim treningu, osiągnięciach i planach.