Po tragedii w Biegnij Warszawo. Rusz głową, potem trenuj

Polacy masowo zapisują się do maratonów i zawodów ulicznych, ale mało kto wie, jak biegać bezpiecznie

Tragedia na biegu "Biegnij Warszawo". Mężczyzna zmarł na mecie

Czy bieganie jest dla każdego? "Najpierw trzeba się przebadać" [WIDEO]

37-letni mężczyzna zasłabł tuż za linią mety 10-kilometrowego biegu "Biegnij Warszawo". Upadł, a chwilę potem stracił przytomność. Najpierw pomocy udzielali mu sanitariusze, potem ratownicy medyczni. Z relacji świadków wynika, że przy mecie nie było karetki pogotowia, a ta która ostatecznie zabrała mężczyznę, miała problem z dotarciem na miejsce i jazdą w kierunku szpitala. Nie wydzielono dla niej drogi dojazdowej. Według osób, które obserwowały akcję ratunkową karetka z 37-latkiem odjechała prawie 30 minut po tym, jak upadł on na ziemię. Mężczyzna zmarł w szpitalu.

W poniedziałek rano prokuratura zdecydowała o wszczęciu śledztwa, które ma wyjaśnić okoliczności śmierci mężczyzny. Przesłuchani zostaną m.in. organizatorzy imprezy oraz osoby odpowiedzialne za zabezpieczenie medyczne.

Zaraz po tragedii rozgorzała dyskusja, czy bieganie jest bezpieczne dla zdrowia. - W Polsce wzięły się za to miliony osób bez odpowiedniego przygotowania - uważa fizjolog Ryszard Szul, trener wielu zawodników biegających na średnich i długich dystansach.

Bieganie w Polsce rzeczywiście przeżywa boom. Co tydzień organizowane są biegi masowe najczęściej na dystansach od 5 km aż do maratońskiego. W poprzednią niedzielę 10 tysięcy biegło w największym maratonie - Warszawskim, w ostatnią niedzielę 15 tysięcy w najbardziej powszechnym biegu ulicznym - Biegnij Warszawo, za cztery dni kolejne sześć tysięcy ruszy w trasę drugiego pod względem wielkości maratonu - w Poznaniu.

Uczestnicy biegów często niemal bez treningu wstają zza biurek i próbują pokonać dystans w jak najszybszym czasie. A według badań, nad którymi pracuje m.in. wybitny fizjolog prof. Jerzy Żołądź, tylko 20 proc. społeczeństwa ma predyspozycje wydolnościowe do biegania i ten odsetek jest z roku na rok gorszy. Pozostali - żeby biegać i sobie przy tym nie szkodzić - powinni podejmować półgodzinny wysiłek kilka razy w tygodniu, przy tętnie około 70 proc. maksymalnego. Nie więcej.

Granice wytrzymałości

O ile w maratonach uczestnicy czują respekt przed morderczym dystansem i rozsądnie starają się eksploatować organizm, na dystansach 5 i 10 km większość idzie na żywioł, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Uważają, że w krótszym biegu można dać z siebie wszystko. - Na trasie maratonu jest gwarno, w biegu na 10 km słychać pomrukiwania, podczas biegu na 5 km słychać jedynie szum butów na asfalcie - mówi Szul. - Jeśli uczestnicy krótszych biegów nie są w stanie wydusić z siebie słowa, ich organizmy pracują na najwyższych obrotach, zbliżają się do granicy wytrzymałości. Dobrze wytrenowany biegacz ma jednak dużo większe szanse uniknięcia nieszczęścia. Jego organizm jest lepiej przygotowany na radzenie sobie w ekstremalnych sytuacjach, niż organizm zupełnego amatora.

W niedzielę podczas "Biegnij Warszawo" sporej grupie biegaczy zabrakło tchu po niewielkim podbiegu na ul. Goworka. Zamiast biec dalej, zziajani zaczęli maszerować.

Piotr Kowalski, lekarz Lux Med, obsługujący 35. Maraton Warszawski opowiada: - Niektórzy przeliczyli swoje możliwości. Zgłaszano się do nas z różnymi objawami. Musieliśmy ocenić ich stan, czy doszło do zagrożenia zdrowia, wyczerpania płynów czy nastąpiło zwykłe zmęczenie. W sumie interweniowaliśmy około stu razy.

Grupa największego ryzyka

Lekarze specjaliści medycyny sportowej przyznają, że odwiedzają ich tylko ci, którzy muszą. Obowiązek ten dotyczy dwa razy do roku tylko zarejestrowanych w związkach wyczynowców. W Polsce amatorzy tylko deklarują przy zakupie pakietu startowego dobry stan zdrowia. Za granicą nie ma ustalonych reguł, każdy organizator ma własne. Lekarskiego zaświadczenia o stanie zdrowia wymagają w Nowym Jorku i w Rzymie, w Berlinie wypełnia się specjalny medyczny formularz. W przygniatającej większości światowych maratonów wystarczy deklaracja uczestnika. - Młody człowiek, który zmarł w Warszawie musiał mieć chore serce - mówi prof. Artur Mamcarz, kierownik kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM, członek komisji lekarskiej Komitetu Olimpijskiego. - Ale są choroby, które mogą się ujawnić tylko w ekstremalnych okolicznościach.

Według kardiologów mężczyźni w wieku 35-50 lat to grupa największego ryzyka, jeśli chodzi o utajnione schorzenia kardiologiczne.

Przerost ambicji nad możliwościami

Kowalski: - Bieganie jest sportem dla ludzi wyjątkowo rozsądnych, którzy są odpowiednio przygotowani i potrafią dostosować tempo biegu do możliwości. Największy problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś ma przerost ambicji i za wszelką cenę chce pokonać dystans w założonym czasie, mimo że w trakcie biegu czuje, że zaczyna się dziać coś złego. Takie przypadki mogą się skończyć fatalnie. W ubiegłorocznym maratonie warszawskim reanimowaliśmy 73-letniego Japończyka, który z trasy został przewieziony do szpitala. Na szczęście nie doszło do tragedii.

Zgony podczas imprez biegowych zdarzają się wszędzie. W maratonie nowojorskim w 2008 roku zmarły trzy osoby, w maratonie w Detroit rok później również trzy. W USA w latach 2000-2010 w półmaratonach i maratonach pobiegło około 11 mln osób. Zmarły 42 osoby.

Jako mają się te dramatyczne informacje z biegów ulicznych do innych sfer życia człowieka? Według badań American College of Cardilogy ryzyko nagłej śmierci podczas maratonu wynosi 0,8 na 100 tys ludzi, w triatlonie 1,5 na 100 tys. Dla porównania - w USA ryzyko śmierci dziecka przy porodzie wynosi 13 na 100 tys, śmierci w wypadku samochodowym - 15, śmierci na cukrzycę - 23.

- W Polsce nie ma statystyk zgonów podczas imprez biegowych - mówi maratonowy guru Jerzy Skarżyński, autor książek "Biegiem przez życie" oraz "Maratony i ultramaratony". - Pamiętam niedzielną tragedię, śmierć sprzed roku w Maratonie Poznańskim i podczas upalnego półmaratonu na Mazurach, lata temu. Dlatego w programie telewizyjnym, który prowadzę, już na pierwszej lekcji apelowałem: zanim zaczniesz biegać, idź do lekarza, przebadaj się.

Autor: Przemysław Iwańczyk, współpraca: Damian Bąbol i Piotr Machajski