Robert Korzeniowski: "Za 20 lat maratończycy będą biegać poniżej dwóch godzin" [WYWIAD]

- W Polsce w ciągu ostatnich trzech lat z miliona ludzi biegających okazjonalnie zrobiły się trzy miliony, a pół miliona uczestniczy w zawodach i sportowych imprezach. Ale Polacy podchodzą do biegania hurraoptymistycznie, a czasem wręcz z kozacką brawurą - mówi Robert Korzeniowski, czterokrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich w chodzie.

Rozmowa z Robertem Korzeniowskim, ambasadorem Powerade

Damian Bąbol: W środowisku biegaczy wciąż dyskutuje się o śmierci zawodnika podczas „Biegnij Warszawo”...

Robert Korzeniowski: W Polsce w ciągu ostatnich trzech lat z miliona ludzi biegających okazjonalnie zrobiły się trzy miliony, a pół miliona uczestniczy w różnego rodzaju zawodach i sportowych imprezach. Mamy do czynienia z rynkiem biegaczy, który jest niewłaściwie wyedukowany. Ludzie podchodzą do biegania bardziej na zasadzie hurraoptymizmu, a czasem wręcz z kozacką brawurą. Często ktoś mi mówi, że przebiegł 10 km, a wcześniej nie był na żadnym treningu, tylko zwyczajnie założył się z kolegą, że pokona ten dystans. Trening jest elementem niezbędnym do podejmowania takich wyzwań.

W dodatku w ogóle się nie badamy. Najczęściej przed startem w zawodach podpisujemy deklarację, że biegniemy na własną odpowiedzialność.

- Bo nie zdajemy sobie sprawy z ogromnego ryzyka. Po takich tragediach jak ostatnia, często tłumaczymy sobie, że nas to nie dotyczy. Czyżby? Sięgnijmy pamięcią, czy przypadkiem, gdy ostatnio chorowaliśmy na grypę, nie zbijaliśmy gorączki mocnymi środkami, a następnego dnia poszliśmy do pracy i jeszcze na trening. Zastanówmy się, czy rodzice nie chorowali na zakrzepicę. Mamy różne historie chorobowe, genetyczne, o których mamy blade pojęcie. Przykładem jest historia młociarki Kamili Skolimowskiej. Prawdopodobnie, gdyby wywiad lekarski był dobrze prowadzony i wcześniej by wykryto, że w jej rodzinie chorowano na zakrzepicę, pewnie można byłoby uniknąć jej śmierci.

Zaświadczenia lekarskie powinny być obowiązkowe przy zapisywaniu się do biegów?

- Każdy organizator powinien wziąć na siebie ciężar edukacji związanej z treningiem, korzyściami oraz zagrożeniami wynikającymi z uczestnictwa. Poza tym zawodnicy najczęściej nie są ubezpieczeni. Rzadko kiedy organizatorzy biegów proponują wykupienie polisy NNW [Następstwa Nieszczęśliwych Wypadków] lub sami ją zapewniają.

Czy po ostatnim wypadku nie nastąpiła ogólnonarodowa psychoza? Przecież bieganie samo w sobie jest czymś bardzo pozytywnym.

- To byłaby bzdura. Przygotowania do pokonania dłuższego dystansu są wskazane. Półroczne treningi do maratonu wymagają od nas regularności, trzymania diety, odstawienia papierosów i alkoholu. Idealnie by było przeprowadzić jeszcze wcześniej badania i jak najwięcej wiedzieć m.in. o prawidłowym nawadnianiu, stosowaniu izotoników. Dam przykład. Załóżmy, że startujemy w zawodach około południa. Jeśli do tego czasu w odpowiedni sposób się nie nawodnimy, to możemy mieć problemy już na pierwszych kilometrach. W przypadku słabo zaopatrzonych punktów z wodą może być naprawdę źle. Czym to grozi? Podwyższoną temperaturą, skurczami i zaburzeniami krążenia. Zdrowo funkcjonujący człowiek powinien pić minimum dwa litry płynów dziennie, a co dopiero biegacz. Pamiętam tegoroczny Bieg Powstania Warszawskiego. Był okropny upał, duchota i olbrzymia wilgotność. Podczas „Biegnij Warszawo” też było zdradliwie. Najpierw było chłodno, później zrobiło się bardzo słonecznie. Osoba, która przed startem nie była dobrze nawodniona, na pewno się męczyła, a na metę mogła przybiec nawet z 39-stopniową gorączką i skurczami mięśni.

Prawie dziesięć lat temu zakończył pan karierę, a ostatnio przeżywa kolejny szczyt popularności. Wywiady, reklamy, zaproszenia na imprezy z całej Polski. Jak znaleźć czas na bieganie dziesiątek, półmaratonów i maratonów?

- Ale starty są moją pasją. Bez nich czegoś by mi w życiu brakowało.

5 km przebiega pan w 18 min, 10 km w 36 min, maraton też pokonany grubo poniżej trzech godzin. Jak pan trenuje?

- To są wyniki oparte na czysto amatorskich przygotowaniach i treningu, który ma na celu podtrzymanie dobrej kondycji. Nie jeżdżę na żadne zgrupowania, nie trenuję dwa razy dziennie. Po prostu staram się być regularny. Od roku do swoich zajęć wprowadziłem fitnessowy trening funkcjonalny. Stwierdziłem, że warto się jeszcze dodatkowo wzmocnić. Moje VO2max wynosi 84 [VO2max to tzw. pułap tlenowy, współczynnik, którym określa się wydolność sportowca w dyscyplinach wytrzymałościowych, najwyższe wskaźniki mają kolarze, maratończycy. VO2max Lance'a Armstronga wynosił ok. 90, Miguela Induraina - 88 - przyp. red], mam pewne zdolności fizjologiczne, które dają mi większą przewagę nad osobami, które nie są w stanie biegać 5 km z tętnem 190 na minutę.

Moda na bieganie stale rośnie, ale na mistrzostwach świata w Moskwie tylko jeden polski biegacz (Marcin Lewandowski na 800 m) awansował do finału swojej konkurencji. Skąd ten paradoks?

- Bieganie masowe jest w lekkoatletyce jakby oddzielnym bytem. W lutym rozmawiałem z sekretarzem generalnym z IAAF. Powiedział, że najbardziej żałuje tego, iż masowe biegi praktycznie wymknęły się centrali spod kontroli. Podobnie jest w Polsce, więc są małe szanse na to, by z tej masy naszych biegaczy wyłonił się maratończyk biegający w granicach 2 godzin i 6 minut.

Yared Shegumo, zwycięzca 35. PZU Maratonu Warszawskiego?

- Ale bądźmy szczerzy, on już nie pobiegnie dużo szybciej. Fajnie za to wyglądałaby perspektywa 2 tys. zawodników trenujących średnie dystanse, którzy później w wieku 25-26 lat mogliby dobrze biegać np. 5 czy 10 km na stadionie. Z tej grupy byłaby szansa na wyłowienie maratońskiego talentu. Jeśli wymyślimy system, który połączy te dwa światy, odbudujemy kluby, to może być obiecująco.

W Berlinie Kenijczyk Wilson Kipsang ustanowił nowy rekord świata (2:03:23). Można w ogóle biegać jeszcze szybciej?

- W dyscyplinach wytrzymałościowych są największe rezerwy. Naprawdę nie doszliśmy do pełnej optymalizacji treningu i jest jeszcze z czego urywać. Oczywiście te wyniki wydają się już maksymalnie wyżyłowane, ale nie zdziwię się, jeśli za 20 lat maratończycy będą biegać poniżej dwóch godzin. To naprawdę możliwe. Zwróćmy uwagę, że w ubiegłym wieku zawodnicy bardziej zmagali się z dystansem niż z czasem. Dziś mamy perfekcyjnie wytrenowanych, genialnych technicznie biegaczy, którzy w dodatku wspomagają się - mam nadzieję - dozwolonymi środkami. To już zupełnie inny model maratończyka niż obowiązywał kiedyś.

Wierzy pan, że Afrykanie, gnający nawet poniżej 3 minut na kilometr, nie używają niedozwolonych metod?

- Na moje wyniki też patrzono z niedowierzaniem, kiedy po samotnej walce biłem 20-letni rekord świata. Okazało się, że ten model treningu został przyjęty i w zasadzie wokół mojego najlepszego wyniku rozgrywane są teraz wszystkie zawody mistrzowskie. Oczywiście nie chciałbym, aby wkrótce okazało się, że Kipsang był czymś nafaszerowany. Jeśli o tym mowa, to mam większe wątpliwości, kiedy urywane są kolejne setne sekundy w sprintach, niż kiedy widzimy czarnoskórych maratończyków.