Beata Sadowska: po prostu biegam i nie szukam wymówek, żeby zrezygnować [WYWIAD]

Ma na koncie 12 maratonów. Potrafiła pobiec 2 maratony w odstępie 2 tygodni. Aktualnie przygotowuje się do pokonania królewskiego dystansu po raz 13. Tym razem - w Londynie. Będzie to jednocześnie pierwszy maraton po urodzenia Tyśka. Tysiek ma 6 miesięcy. I też biega.

Biegowe ciekawostki, porady  newsy. Śledź nas na Facebooku i Twitterze @PolskaBiega

 

Beata Sadowska - dziennikarka radiowa i prezenterka telewizyjna. Biegaczka.

 

Justyna Grzywaczewska: Pracujesz i wychowujesz dziecko. Nie masz niani. Kiedy znajdujesz czas na regularne bieganie?

 

Beata Sadowska: Kocham biegać rano. Obserwować, jak miasto budzi się do życia. Biegam z Tyśkiem. Ma stałe godziny, kiedy zasypia. Biorę wózek, ubieram Tyśka i po prostu wychodzę. Tysiek budzi się, kiedy podjeżdżamy pod bramę już po treningu. Na dłuższym czasami budzi się pod koniec i obserwuje świat.

 

Naprawdę regularnie biegasz z Tyśkiem?

 

Tak. Wózek do biegania był pierwszym sprzętem, jaki pojawił się w naszym domu, po tym jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży - czekał na Tyśka przed 9 miesięcy. Mam też drugiego kompana - psa Momo.

 

Czym różni się trening z dzieckiem od „samodzielnego”?

 

Biega się oczywiście inaczej. Czasami śmieję się, że cały czas robię siłę biegową. Ale na poważnie wykonuję treningi według planu. Wiadomo - biegam wolniej niż bez wózka, trzeba iść na kompromis. Czasami trzeba się zatrzymać, bo Tyśkowi ucho się odkryje, ale ponieważ biegam dla frajdy, nie mam z tym żadnego problemu. Zatrzymuję się, poprawiam mu czapkę i biegnę dalej. Z biegania z dzieckiem płynął same korzyści - przede wszystkim spędzam z Tyśkiem dodatkowy czas.

 

abeatasadowska.com

Biegałaś w czasie ciąży?

 

Biegałam do końca 8 miesiąca, ale robiłam to rozsądnie. Konsultowałam się na bieżąco z lekarzem, słuchałam swojego ciała. Wróciłam do biegania po 2 miesiącach, też wcześniej konsultując się z lekarką, która mnie obejrzała i powiedziała: Jest OK. Ale zaczynałam jak początkująca. Pamiętam, że pierwszy trening to była totalna euforia, radość małej dziewczynki, bo wreszcie można było wyjść pobiegać. Schody zaczęły się na drugim bieganiu. W końcu przez 9 miesięcy była „piłka” z przodu, odcinek lędźwiowy kręgosłupa był przeciążony i bolał. Kondycyjnie też było ciężko, dlatego przez 2 pierwsze miesiące biegania trenowałam naprawdę bardzo delikatne. Do biegania po ciąży trzeba podchodzić z pokorą, mieć cierpliwość i uśmiechać się do samej siebie, pamiętać, że organizm ma swoje prawa. Nie ma co się z nim siłować, buntować, bo naprawdę można sobie zrobić krzywdę.

 

Tysiek ma 6 miesięcy, a Ty za chwilę biegniesz maraton. Trochę szaleństwo. Celujesz w konkretny wynik, jaki masz plan?

 

Rzeczywiście, maraton już bardzo niedługo, bo 13. kwietnia. Nie wiem, jak zachowa się moje ciało po ciąży, więc w ogóle nie nastawiam się na wynik, chcę pobiec - jak zawsze - tak, by mieć z tego frajdę. Na pewno nie liczę na życiówkę (3:54 - przyp.). Liczę natomiast, że bieganie maratonu w Londynie będzie wielką przyjemnością, bo mam sentyment do tego miasta - mieszkałam tam przez 2,5 roku.

 

Lubisz startować za granicą?

 

Bardzo. Lubię biegi masowe, bo to jest niesamowita energia tłumu. A możliwość porównywania biegów z różnych części świata jest czymś niesamowitym. Np. maraton w Japonii był bardzo dziwny, taki dostojny, częstowano kulkami ryżu a nie „power-żelami”. W Nowym Jorku oczywiście totalne szaleństwo, 2 miliony kibiców na trasie naprawdę robi wrażenie. Gigantyczną przyjemnością jest spotkać na trasie Polaka. Wymiana kilku słów, dodaje podczas biegu skrzydeł. Zawsze robimy ze znajomymi tak, że jedziemy kilka dni przed biegiem, korzystamy z tego, gdzie jesteśmy, zwiedzamy, potem jest maraton i świętowanie po maratonie. Wygląda to jak krótki urlop, którego elementem jest bieg.

 

Jak na tle zagranicznych imprez wypadają polskie biegi?

 

Biegi w Polsce bardzo się profesjonalizują. Pamiętam, jak przed Maratonem Warszawskim zobaczyłam w Parku Skaryszewskim ogłoszenia o utrudnieniach i objazdach autobusów. Dokładnie, jak w Nowym Jorku, który przed maratonem jest cały oklejony informacjami o zamknięciach ulic, mostów, objazdach. Także kwestie organizacyjne wyglądają w niektórych polskich biegach naprawdę super. Coraz więcej osób też startuje, wiec biegi są coraz bardziej masowe. Oczywiście daleko nam jeszcze do NY, ale przyrost frekwencji jest imponujący. Zmienia się też podejście „niebiegaczy”. To świetne, bo obecność kibiców na trasie naprawdę niesamowicie pomaga. Ja kiedy nie startuję, kibicuję z całych sił. Mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni, że Polacy nie będą kibicować tylko swoim znajomym, ale wszystkim których będą obserwować na trasie.

 

Opowiadasz o bieganiu z taką przyjemnością. Chyba naprawdę lubisz biegać?

 

Kiedy trenowałam w warszawskiej Legii - jako nastolatka - ciągle trzeba było walczyć, coś zdobywać, a ja się nie nadaję do rywalizacji. Lubię ścigać się sama ze sobą, czy walczyć ze swoimi słabościami, ale rywalizacja, porównywane to nie są dla mnie naturalne rzeczy, więc jak poszłam do liceum zrezygnowałam z treningów. Nie dlatego, że nie lubiłam biegać, ale nie odpowiadała mi ta cała otoczka rywalizacji. Wróciłam do biegania kilka lat temu, po 15 latach przerwy i teraz bieganie jest dla mnie czystą przyjemnością. Nie muszę o nic walczyć. Każda meta jest zwycięstwem, bo jest poprzedzona jakiś treningiem, mobilizacją, pracą nad doskonaleniem samego siebie. Wynik jest dla mnie sprawą drugorzędną.

 

No dobrze, ale mimo, że nie nastawiasz się na wyniki, trenujesz według planu pod okiem trenera. Dlaczego?

 

Jak nie mam planu treningowego to łatwiej mi jest odpuścić, szczególnie kiedy jest zimno, ciemno, albo jestem zmęczona. Poza tym trenując z Kubą Wiśniewskim mam poczucie, że biegam z głową, rozwijam się. Przecież chodzi o to by bieganie sprawiało radość, biegało się przyjemniej, lżej. Dzięki planowi, trening jest urozmaicony, a ja czuję się bezpieczniej.

 

Twoja książka „I jak tu nie biegać” została napisana przy udziale Kuby.

 

Tak, ponieważ ja nie czuję się specjalistką, nie potrafię opisywać zasad treningu. Kuba jest profesjonalistą i świetnie sprawdził się przy pisaniu książki.

 

Co było najtrudniejsze podczas pisania książki?

 

Czas! To było chwilę po urodzeniu Tyśka. Musiałam pisać nie kiedy miałam ochotę, ale gdy Tysiek spał i miałam akurat wolną chwilę. Często pisałam z Tyśkiem na kolanach, podczas karmienia. Jak teraz o tym myślę, to na pewno z jednej strony nie było to łatwe, bo musiałam się wstrzelić w czas kiedy spał, albo był na spacerze, ale z drugiej strony, miałam większą motywację do pisania, bo wiedziałam, że jak nie zrobię tego w chwili, kiedy Tysiek mnie nie potrzebuje, później nie będę mieć czasu na pisanie.

 

Jak zachęciłabyś osoby, które jeszcze nie biegają, by spróbowały?

 

Nie będę namawiać, ale mogę powiedzieć, dlaczego warto. Bieganie to najbardziej ekonomiczny sport, jaki można sobie wyobrazić. Tak naprawdę, żeby biegać wystarczy mieć tylko buty do biegania, cała reszta to marketing, bez którego można się obyć. Dlaczego mówię o butach? Bo one chronią stawy. Ale to nie muszą być drogie buty, z zaawansowanymi technologiami w podeszwie. Wystarczy by to były buty do biegania. Częste wymówki to także brak czasu. Ja też jestem cholernie zajęta, pracuję, mam małe dziecko, ale mam też taką przestrzeń w głowie na to, że chcę biegać, bo sprawia mi to frajdę. Po prostu to robię i nie znajduję tysiąca powodów, żeby zrezygnować. Biegać można rano przed pracą, można biegać po pracy, można biegać w przerwie na lunch. Można biegać na wakacjach, można biegać na wyjeździe służbowym. Biegać można wszędzie. A korzyści płynące z biegania To lepsza sylwetka, lepsza kondycja krążenie, wytrzymałość, solidna dawka endorfin po każdym treningu Mogłabym tak do jutra. I jak tu nie biegać!


Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w Londynie. Trzymamy kciuki!

 

Rozmawiała: Justyna Grzywaczewska


Komentarze (15)
Beata Sadowska: po prostu biegam i nie szukam wymówek, żeby zrezygnować [WYWIAD]
Zaloguj się
  • akanksha

    Oceniono 74 razy 72

    W Krakowie tez ludzie biegają. Nawet przy dziewięciokrotnie przekroczonym dopuszczalnym poziomie pyłów w powietrzu. :/

  • hildebrant666

    Oceniono 32 razy 16

    Dwa maratony w ciągu dwóch tygodni? Na pewno świadczy to o bardzo dobrej kondycji fizycznej, ale zastanowiłbym się nad stanem stawów kolanowych tej pani. Bieganie jest wielką przyjemnością, sam pokonuję po kilkadziesiąt kilometrów tygodniowo, ale taką częstotliwością biegania maratonów można sobie zaszkodzić.

  • msb999897

    Oceniono 16 razy 4

    Bieganie!!!! Yeah!!!

  • ixi77

    Oceniono 5 razy 3

    Jak biegam, to puchną mi stawy kolanowe i przy stopie. Na nic specjalne buty, rozgrzewki, wskazówki trenerów.

  • Jan Kowalski

    Oceniono 8 razy 2

    "Ale to nie muszą być drogie buty, z zaawansowanymi technologiami w podeszwie. Wystarczy by to były buty do biegania."

    No nie do końca... Jak jakiś "couch potato" pierwszy raz ruszy się sprzed TV, to lepiej żeby nie wskakiwał w najtańsze Kalenji za 60 zł. Bo to nie będzie żadna "ochrona stawów".

  • szmul_zygelbojm

    Oceniono 10 razy 0

    powinna być szczupła skoro tyle biega

  • Sophie di Angelo

    Oceniono 1 raz -1

    To było strasznie fajne, gdy przeczytałam w jej książce, że ona też zanim ponownie zaczęła biegać, nienawidziła tego, a teraz proszę! :)

  • gundyslaw

    Oceniono 27 razy -9

    i dlatego najdłużej się czeka na wizytę u ortopedy porąbane pokolenie, jaką można mieć przyjemność biegnąc maraton sado macho , rozumiem grać w tenisa 3 godziny albo w golfa.Biec przez 4 godziny to dobre dla mamlasów z rogu afryki ale oni mają ztego kasę i robią to w 2 godziny.Biała masa jest ciemna, a czarna mądra..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX