Tomasz Lis: Znajomi twierdzą, że odbiło mi na punkcie biegania [WYWIAD]

Nie chciałbym zbzikować do końca i wszystkiego podporządkowywać bieganiu. Mam swoje marzenie - cudowne byłoby złamać kiedyś trzy godziny w maratonie. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie mam już 25 lat, więc możliwe, że nigdy mi się to nie uda - mówi Tomasz Lis.

v

Damian Bąbol: Ma pan stresującą pracę?

Tomasz Lis: - Umiarkowanie. Nie jest bardziej stresująca niż praca lekarza, nauczyciela albo policjanta.

Ponad połowa biegaczy w raporcie Polska Biega - Narodowym Spisie Biegaczy 2014 odpowiedziała, że ma stresującą pracę, ale dla aż 62 proc. z nich bieganie jest formą odstresowania. Pana praca stresuje?

- Tak, ale mnie czasami nawet bieganie stresuje. Jak mam bardzo nieudany trening i nie wiadomo dlaczego po 30 minutach czuję się słabo, to się tym denerwuję. Najczęściej jednak wrażenia są wyłącznie pozytywne. Kiedy trenuję, to dobrze mi się myśli, rodzą się różne pomysły. Na ogół wymyślam swoje teksty.

Statystyczny polski biegacz to zazwyczaj mężczyzna, mieszka w dużym mieście, pracuje, nie ma dzieci, biega 2-3 razy w tygodniu, w jednej parze butów, z włączonymi aplikacjami i z muzyką. To pan?

- Najwyraźniej nie. Mam dzieci, biegam więcej, mam wiele par butów i nienawidzę gadżetów.  Przede wszystkim nigdy nie trenuję mniej niż pięć razy w tygodniu. Jeśli tak się dzieje, to znaczy, że jestem chory, bardzo chory. Ostatnio na przykład przez prawie dwa tygodnie nie biegałem, ale to tradycja u mnie - kilka tygodni po maratonie zawsze dostaję ostrą infekcję, pewnie z powodu osłabienia organizmu.

A co z tymi gadżetami? 70 proc. biegaczy trenuje z włączonymi aplikacjami.

- Nie cierpię biegać z gadżetami. Mam zegarek, który mierzy mi tętno, ale ponieważ jestem technologicznym półgłówkiem, to gdy zacząłem to obsługiwać i wyruszyłem w drogę, to mi się włączył kompas. Więc na pół godziny musiałem przerwać trening, żeby przełączyć na prawidłową opcję. Oczywiście się nie udało, szlag mnie trafił. A że byłem wystarczająco spocony, żeby zmarznąć, to uznałem, że wystarczy mi zegarek ze stoperem. Nie lubię biegać przy muzyce, nie zakładam też żadnych pasów do biegania z wypchanymi żelami i buteleczkami z napojami energetycznymi.

Tomasz Lis (fot. M. Węgrzyn)Tomasz Lis (fot. M. Węgrzyn)

Pamięta pan czasy, kiedy ludzi biegających po ulicach wytykano palcami?

- Aż tak stary nie jestem. I aż tak długo nie biegam. Ale sześć lat temu, gdy zaczynałem, biegających było zdecydowanie mniej. Wrócę na chwilę do pańskiego pytania o sprzęt. W tym sporcie bardzo mi się podoba jego egalitaryzm. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś jest tzw. gadżeciarzem, jak mu się fajnie biega w tym, to super. Ale też lubię biegaczy ascetycznych, kiedy ich strój przypomina Rocky'ego, który biegał po Filadelfii. Nie ma chyba korelacji między liczbą gadżetów, a jakością biegania.

A ile ma pan par butów do biegania? Z Narodowego Spisu Biegaczy wynika, że prawie połowa osób biega w jednej parze.

- Butów do chodzenia mam z pięć par, do biegania dziesięć. Jedną, ulubioną parę przeznaczam tylko na zawody.

Tylko co drugi biegacz trenuje zimą. Dlaczego?

- Właściwie się nie dziwię. Ja mam dodatkowy kłopot, bo bardzo się pocę. Zawsze przychodzi moment, kiedy jestem w zupełnie mokrych rzeczach, po dwóch godzinach biegania przestaje być przyjemnie. Do minus 10 stopni czasem lubię pobiegać, ale myśl, że mam wyjść na ten ziąb, trochę mnie przeraża i często wybieram trening na siłowni. Co innego latem, kiedy człowieka aż nosi, żeby zrobić solidną rundkę, jak np. Warszawa, Powsin i Konstancin.

Bieganie uzależnia? Tak twierdzi 80 proc. biegaczy.

(Tomasz Lis wyjmuje papierosa i po chwili odpowiada)

- Wydaje się, że tak. Lubię biegać, lubię ten wysiłek. Jasne, czasami tego treningu nie cierpię. Kiedy przychodzi czas na długie wybieganie, to po trzech godzinach jestem bardziej wykończony psychicznie niż fizycznie, ale zawsze sobie powtarzam, że dzięki tym katuszom w czasie maratonu będę mniej cierpiał.

Niech pan już zapali tego papierosa. W Narodowym Spisie Biegaczy nie mogliśmy pytać biegaczy o nałogi, ale Krzysztof Mizera, fizjolog sportu, powiedział mi, że palacz, który przebiega maraton w cztery godziny, gdyby miał czyste płuca, mógłby osiągnąć czas nawet o 25 minut lepszy.

- Pytałem paru lekarzy, mówią, że palenie oczywiście szkodzi, ale twierdzą, że mówienie o 25 minutach to raczej magia niż medycyna. U różnych ludzi różnie bywa. Z paleniem mam taki problem, że tak łatwo je rzucam, iż potem nie mam wyrzutów wracając do nałogu. Rzucanie nie wiąże się u mnie z żadnymi wyrzeczeniami. Nie tyję, kiedy rzucam, nie cierpię, nie mam głodu, że teraz muszę wyjść na dymka. Przez kilka miesięcy nie palę albo palę 2-3 razy dziennie. Wiem, że nie jest to rozsądne. Lekarze, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że nawet jeden papieros jakoś blokuje końcówki naczyń krwionośnych, ale nie można przecież całkowicie ulegać lekarzom.

A alkohol?

- Podobnie jak z papierosami, kiedy ostro trenuję, to ograniczać do minimum albo nie piję w ogóle. Chociaż jakbym miał teraz udzielić nienaukowej porady, to powiem, że odpoczynek przez osiem-dziesięć dni przed startem jest dużo ważniejszy niż niepicie i niepalenie na cztery tygodnie przed maratonem.

66 proc. biegaczy przyznało, że bieganie wpłynęło na ich nawyki żywieniowe.

- Ja bym powiedział, że bieganie wpłynęło na moje odżywianie po godz. 19. Kiedyś uwielbiałem się objadać wieczorem, pęto kiełbasy, sześć kabanosów na jednym posiedzeniu. I jeszcze cztery kanapki z serem plus ciastko. Teraz nie tylko wiem, że nie powinno się tak robić, ale nie jestem w stanie już zjeść niczego cięższego. Jasne, przychodzi moment, kiedy jest głód, czyli w okolicach 20.45, kiedy zazwyczaj jest pora na oglądanie meczów w Lidze Mistrzów, ale wtedy czasami ratuję się szybką sałatką z warzywami.

W październiku przebiegł pan maraton w czasie 3 godzin i 7 minut, ale nie jest pan klasycznym przykładem osoby, która przez bieganie zaczęła ściśle przestrzegać prawidłowej diety. Papierosek, lampka wina, pewnie i schaboszczak na obiad na talerzu się pojawia.

- O tak... Nie jestem i nie będę mnichem, ale i tak sporo znajomych twierdzi, że przez to bieganie trochę mi odbiło. Z kolei ja znam wielu, którym na tym punkcie odbiło jeszcze bardziej. Nie chciałbym jednak zbzikować do końca i wszystkiego podporządkowywać bieganiu. Mam swoje marzenie - cudownie byłoby złamać kiedyś trzy godziny w maratonie. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie mam już 25 lat, więc możliwe, że nigdy mi się to nie uda.

Lubi pan współzawodnictwo? 58 proc. biegaczy przyznało, że przynajmniej raz wzięło udział w zawodach.

- Uwielbiam. Kocham to uczucie na mecie, adrenalinę, jaka temu towarzyszy. Ostatnich kilometrów nienawidzę, ale wspomnienia o nich nie są bolesne, ale słodkie. Nie zapomnę, jak podczas maratonu w Genewie przeżyłem największy kryzys. Ostatnia prosta do mety prowadziła wzdłuż Jeziora Genewskiego. Kilkaset metrów przed metą wyglądałem, jakbym zaraz miał zejść z tego świata. Człapałem z wycieńczenia. W końcu stanąłem. Zobaczyłem, że jakieś sto metrów w lewo jest mój hotel. A meta była jakieś 700 metrów przede mną. Pomyślałem wtedy "Chrzanię tę metę, skręcam!". Ale wtedy kibice zaczęli krzyczeć i mnie dopingować, to co miałem zejść z trasy? No i dałem radę. A jak jeszcze po wielu miesiącach treningu udaje się pobić rekord, to już nie jest satysfakcja. To jest euforia, gwarancja pozytywnego nastroju przez dni, a nawet tygodnie.

Piotr Pacewicz i Tomasz Lis (fot. Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta)Piotr Pacewicz i Tomasz Lis (fot. Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta)

Po przebiegniętych 17 maratonach coś pana boli?

- Akurat przechodzę infekcję, jestem na antybiotykach i nie czuję się najlepiej. Pojawiły się problemy z nogami, jakich nie miałem od lat. Bolą mnie Achillesy, bolą mnie kolana. Wcześniej przez sześć lat nie miałem żadnej kontuzji.

I co na to lekarze?

- Najbardziej przeszkadza mi lewy Achilles, ale po badaniach diagnoza była taka, że boli i będzie bolało, ale się nie zerwie, więc trzeba z tym żyć. No to żyję. Po sześciu latach biegania organizm się czasem buntuje. Teraz trochę dziękuję za tę infekcję, bo zafundowała mi prawdziwe roztrenowanie, na które nie mogłem się zdecydować. Z drugiej zastanawiam się, czy po tylu latach, kilometrach i maratonach nie następuje jakaś kumulacja, a nie chciałbym być kulejącym i człapiącym starszym panem. Może trochę trzeba odpuścić. Chyba przechodzę biegowy kryzys egzystencjalny (śmiech).

Trudno wyobrazić sobie życie bez biegania?

-  Byłoby mi trudno, ale bieganie na czas mógłbym odpuścić, trochę wyluzować, może wrócić do tego, co robiłem na początku, czyli turystyki maratońskiej?

Dlaczego pan biega? 94 proc. biegaczy po to, by poprawić zdrowie i kondycję, co trzecia osoba - można było zaznaczyć kilka opcji - odpowiedziała, że trenuje dla poprawy wyników sportowych.

- I ja raczej zaliczam się do tej drugiej grupy, chociaż schudnięcie było absolutnie głównym motywem na „dzień dobry” z bieganiem, i prawdę mówiąc, cały czas mi towarzyszy.

Prawie połowa biegaczy, którzy wzięli udział w Narodowym Spisie Biegaczy, odpowiedziała, że biega od roku lub krócej. Biegowe szaleństwo, kolejne rekordy frekwencji na zawodach dopiero przed nami?

- Może tak, może nie. Z jednej strony możemy uznać, że rzeczywiście mamy do czynienia z eksplozją popularności, a z drugiej ile z tych osób będzie deklarowało, że nadal biega za dwa lub trzy lata? Nie wiemy. Podobnie jak tego, że czy za parę lat nie pojawi się moda na inną aktywność fizyczną. Ale liczba biegających będzie rosła. Ja najbardziej marzę o tym, żeby kiedyś więcej było też kibicujących maratończykom. Gdy w kwietniu biegłem w Bostonie, na trasie maratonu było milion ludzi. Milion! Na podbiegach było jak na wzniesieniach Tour de France, z kibicami o metr, dwa od biegnących. A w samym Bostonie po obu stronach ulicy wielkie tłumy. To nie był doping. To był ryk. Absolutnie cudowne, dające siłę i radość. Organizatorzy na przykład maratonu w Rotterdamie mogą pomarzyć o poziomie, jaki osiągnął Maraton Warszawski. Ale tam maraton jest świętem miasta, a u nas, mam wrażenie głównie kłopotem. No ale nie ma co biadolić. Przecież to też się kiedyś zmieni.

Raport Narodowy Spis BiegaczyRaport Narodowy Spis Biegaczy

Tomasz Lis. Urodził się 48 lat temu w Zielonej Górze. Był m.in. korespondentem „Wiadomości” w Stanach Zjednoczonych i prowadzącym główne telewizyjne programy informacyjne TVP, TVN i Polsatu. W latach 2010-2012 był redaktorem naczelnym „Wprost”. Od dwóch lat jest szefem tygodnika „Newsweek Polska”. Od 2008 r. prowadzi w TVP2 program „Tomasz Lis na żywo”. Jest współwłaścicielem spółki GLOB360, do której należy m.in. serwis naTemat.

Autor: Damian Bąbol. Redaktor serwisu PolskaBiega.pl. Kocha sport. Uwielbia bieganie, piłkę nożną i jazdę na rowerze. Od 2007 r. pracował w łódzkiej redakcji „Gazety Wyborczej”, a rok temu dołączył do najlepszego serwisu o bieganiu - PolskaBiega.pl i współpracuje m.in. z Radiem Złote Przeboje. Autor bloga Run Damian, run!. Twitter: DamianB1988