Ten rolnik codziennie biega 42 km. "Świnie, pole, a na deser - maraton"

27.04.2015 11:40
Ryszard Kałaczyński chce przebiec 366 maratonów w 366 dni: - Utarło się, że sport jest nie dla rolników. Ja biegam codzienny maraton po pracy w gospodarstwie

Ryszard Kałaczyński chce przebiec 366 maratonów w 366 dni: - Utarło się, że sport jest nie dla rolników. Ja biegam codzienny maraton po pracy w gospodarstwie (Fot. ARKADIUSZ WOJTASIEWICZ)

- Lekarze ubzdurali sobie, że można rocznie robić dwa czy trzy maratony. Jestem dowodem, że bardzo się mylą - mówi Ryszard Kałaczyński z Kujaw. Rekord Guinnessa to 57 maratonów z rzędu albo 237 w roku - te rekordy już pobił
O rolniku Ryszardzie Kałaczyńskim mówią "wioskowy Forrest Gump". Chce pobić rekord Guinnessa: przez rok codziennie przebiec maraton. Zaczął 15 sierpnia zeszłego roku, w Matki Boskiej Zielnej.

Spotykamy się w jego rodzinnej wiosce Wituni w Kujawsko-Pomorskiem. Kałaczyński przechodzi na ty w pierwszym zdaniu. 55 lat, szczupły, wysoki. Przybrudzony dres, sportowa kurtka, czapeczka z daszkiem.

Rozmawiamy w "biurze maratonu". To lokal po niewielkim spożywczaku, który padł cztery lata temu. Rysiek wydzierżawił go zeszłej wiosny. Wstawił nowe okna, znalazł sponsorów na podłogę. Kanapy dostał od ludzi, u których robił remonty. Stół kupił na wystawce w Essen, samochód służbowy za 500 zł - od znajomych, którzy emigrowali za granicę i nie mieli co z nim zrobić.

Na ścianach wiszą medale zdobyte w biegach. Ponad 70. Przed "biurem" powiewają trzy flagi: polska, unijna i powiatu sępoleńskiego.

Wszystkie rekordy pobiłem

366 maratonów w rok to nie będzie pierwszy wyczyn Ryśka. W 2013 r. przebiegł Polskę. Z Zakopanego do Sopotu, 800 km. 11 razy startował w Spartathlonie, morderczym biegu z Aten do Sparty (246 km). Na metę jeszcze nigdy nie dobiegł. - Biegnę bez wsparcia, bez serwisu. Raz na 110. kilometrze pokonały mnie torsje, upał był totalny, innym razem na 195. kilometrze zawiało mnie i zgięło wpół. Ale jeszcze spróbuję, w końcu dobiegnę - mówi. - Bo to jest prawdziwe wyzwanie, tak jak mój projekt. Gdy przebiegłem przez Polskę, pomyślałem: "Czas na coś więcej". Bo co to jest maraton dla wytrenowanego biegacza? Przecież kobiety na pielgrzymkach, na co dzień karmiące kury, przechodzą dzień w dzień po 40 km. To jest prawdziwy wyczyn. Chciałem jako ultramaratończyk zrobić coś naprawdę wyjątkowego. I wymyśliłem 366 maratonów w 366 dni. Dotychczasowy rekord Polski to 42 maratony w 42 dni z rzędu.

Rekord Guinnessa to 57 maratonów z rzędu. Albo 237 maratonów w roku.

Wszystkie rekordy Rysiek już pobił.

- Czytałem kiedyś książkę jakiegoś profesora z Japonii. Tłumaczył, że ciało wytrzyma codzienne maratony, pod warunkiem że zwolni się tempo do ok. pięciu godzin. Wtedy organizm zdąży się zregenerować. No to mówię: "Jak japoński profesor tak mówi, to pewnie się da". A ja mam bardzo dobrą regenerację. To wiedziałem po Biegu przez Polskę. Gdy mówiłem o swoim planie ludziom, patrzyli jak na głupka: "To niemożliwe!". Wtedy wyznaczyłem trasę.

Fani biegną z Ryśkiem

Trasa jest atestowana: biegnie trochę asfaltem, trochę piaszczystą drogą wśród pól. Pierwsza pętla krótsza - 5750 m, kolejne pięć po 7280 m. Codzienne biegi Rysiek relacjonuje na Facebooku. Kolega robi zdjęcia, stronę obsługuje "biurowa".

- Musiałem kogoś zatrudnić do pomocy: trzeba napisać, posprzątać, sam nie dałbym rady.

Rysiek zawsze biega o tej samej godzinie - zimą startuje o 13, wiosną i jesienią o 15, latem o 17. Nie biega sam. Biegają z nim ludzie z najbliższej okolicy, przyjeżdżają z oddalonej o 50 km Bydgoszczy, ale też ze Skandynawii, Białorusi, Londynu. Sławę dał mu Facebook.

- Niektórzy przyjeżdżają na jedno czy trzy kółeczka - opowiada Kałaczyński. - Ale już 35 osób zrobiło ze mną swój pierwszy maraton w życiu, najczęściej kobiety. Jeden z biegaczy przebiegł ze mną maraton już 40 razy, rekordzista, facet z Białorusi - 56.

Od sierpnia tylko dwa razy nikt nie stawił się na starcie, by pobiec z rolnikiem. Kałaczyński wydaje kompanom numery startowe (wydał już 374). Wpisowe to 50 zł. W cenie: numer, koszulka z portretem Kałaczyńskiego i medal. Komu nie zależy na dodatkach, płaci 10 zł za sam numer.

Po maratonie można się u Ryśka przespać. Na pięciu kanapach wygodnie wyśpi się osiem osób. Maksymalnie na noc zostało 11.

Córka już robi półmaraton

- Zawsze mnie do sportu ciągnęło - mówi Rysiek. - Ojciec zakładał Ludowe Zespoły Sportowe, mieliśmy w domu narty, dysk, łyżwy, rzeczy nieosiągalne dla innych dzieci. W młodości trochę uprawiałem lekkoatletykę, potem poszedłem do wojska na komandosa, 28 razy skoczyłem ze spadochronem, potem podnosiłem ciężary. Do dziś 70 kilo wyrywam.

- Utarło się, że sport jest nie dla rolników - mówi Rysiek. - Bo zmęczeni, bo nie gonią za modami z Zachodu. Ja biegam codzienny maraton po pracy w gospodarstwie. Czy jestem zmęczony? Jasne, że tak. Mógłbym usiąść na kanapie z pilotem. Ale dla mnie bieganie to odpoczynek. Organizm się do wysiłku przyzwyczaił, biegnę, żeby odetchnąć od codziennego trudu. Robię swoje: świnie, pole, czasem budowa, a na deser - maraton.




*

Gospodarka Ryśka stoi naprzeciw "biura maratonu". Szara piętrówka, na niej baner: meta maratonu. To dom Ryśka. Mieszka tu z córką Michaliną, tegoroczną maturzystką.

- Jestem z niej dumny, już zrobiła półmaraton.

Starsi synowie się rozjechali. Najstarszy, 33-letni Karol, mieszka we Francji. O cztery lata młodszy Konstanty rzucił seminarium franciszkańskie i zajmuje się rehabilitacją kobiet z alzheimerem w Katowicach. Żona kilka lat temu zaczęła pracować w Niemczech. I coraz rzadziej wraca do domu. - Jesteśmy w separacji - mówi Rysiek. - 33 lata w zgodzie żyliśmy, ale ona zdecydowała się teraz bawić, używać, podróżować. Okej. Ja jestem tubylec.

Kałaczyński w chlewie ma dziesięć macior, kilka czterodniowych prosiąt i knura Michała. Dobytku pilnuje pies Tiger.

- Uprawiam też zboże, ale wyżyć się z tego nie da, dlatego robię na budowach, za granicę do pracy jeżdżę. W Holandii, Francji kafelki kładłem, gładzie, ocieplenia. Swój dom ocieplam od dwóch lat i skończyć nie mogę. Wokół macior trzeba chodzić, karmić...

Rolnicy na start!

Kałaczyński zaczął biegać jako pierwszy w gminie. Dziś w samej Wituni na 860 mieszkańców biega już 15 osób.

Gdy rolnicy z okolicy zobaczyli, jaką popularność zyskuje ich ziomek, też zaczęli próbować.

- Biega ze mną kobieta z Wituni, taka z aspiracjami: maluje, wiersze pisze - opowiada Kałaczyński. - Dusi się w domu w na wsi, miewała depresyjne nastroje. Odkąd biega, lepiej jej. Jak zrobiła pierwszy maraton, napisała dla mnie długi wiersz.

Pobiegł też Robert Bona, 63-letni właściciel kwiaciarni z Więcborka. Jedno okrążenie zrobił nawet 72-letni ksiądz Marian Kotewicz z parafii w pobliskim Lutowie.

- Nieważne, ile kilometrów przebiegną, w jakim czasie dotrą do mety, ważne, że dzięki temu bieganiu dostają kopa do życia. Że się przestają dołować - mówi Rysiek.

Jesienią mieszkańcy Wituni wybrali biegacza na swojego radnego. Kibicują mu, gdy mijają biegnącego na codziennej trasie.

- Walczymy! - krzyczy na widok Kałaczyńskiego 73-letni Ryszard Frosina, geodeta z Sępólna. - Ma zdrowie, kurcze felek. Nie popuści. Pełen podziw.

Zagaduję Adama Szulca, sąsiada. W Wituni mówią na niego "Pomidor". Idzie chodnikiem, wesolutki, podchmielony, choć dopiero południe. - Rysiek? A jadła pani kiedyś miód z łyżeczki? To taki właśnie jest Rysiek! Miodzio w gębie. Ale żebym ja tak jak on, to nie... Piwo, papieroska odstawić? To nieciekawie... Nie ma takiej opcji. Z Ryśkiem to kiedyś też można było wypić! Ale to dawno temu, to już historia.

Nie zapiję jak ojciec

Kałaczyński nie pije od 14 lat. - Czy byłem alkoholikiem? Nie wiem. Poszedłem na terapię, gdy poczułem, że się na piciu za dużo koncentruję - opowiada. - Że mnie pijanego do nieprzytomności na ulicy nie widzieli? I co z tego? Gdybym nie wyhamował, może za rok by mnie z rowów podnosili. Czułem, że mam problem. Planowałem dzień i szukałem takich okoliczności, żeby wypić piwo czy dwa. Nie działo się wtedy dobrze: ten cały plan Balcerowicza nie wypalał, interes nie szedł, w rodzinie napięcia.




*

Kałaczyński przeszedł terapię w ośrodku uzależnień w Bydgoszczy. - Najważniejsze zdanie, które zapamiętałem: "Rysiek, zawsze pamiętaj: bycie trzeźwym alkoholikiem to prawdziwy dar od Boga". Wie pani, o co chodzi? Ja znam i rozumiem oba światy: trzeźwy i zalany. Ojciec się zapił, wuj się zapił, ja w porę wyhamowałem.

A kto mówił, że boleć nie będzie?

Nie ma w Polsce lekarza, który powiedziałby, że to, co robi Rysiek, jest zdrowe. Na pytanie o to, pod czyją jest opieką, przewraca oczami. - Mam kolegów biegaczy - doktora Michała Gacę z Tucholi, Rysia Górskiego, chirurga z Więcborka, dzwonią, dopytują, czy wszystko gra, oglądają mnie. A co ma nie grać? Lekarze ubzdurali sobie, że można rocznie robić dwa czy trzy maratony. Jestem żywym dowodem, że bardzo się mylą. Zasada jest jedna: wszystko jest w głowie. Jak ci głowa siądzie, wszystko siądzie. Człowiek musi umieć się ustawić. Pewnie, że czasem boli. Ale kto mówił, że boleć nie będzie? Gdy łapie grypa, błędem jest kłaść się do łóżka. To się da wybiegać. Potem trochę miodu i rano jak nowo narodzony. Przy pierwszych 40 maratonach bolały mnie kolana. Nie poddałem się, ból ustał. Zanim rozpocząłem swój projekt, doktor mówił mi w zeszłym roku: "Rysiu, zrób sto, a nie 366 maratonów, to wystarczy". Ale co mi da sto? Jak już coś robić, to tak, żeby być zapamiętanym.

Dwie godziny po naszej rozmowie (17 kwietnia) Kałaczyński wybiegł na swój 246. maraton.

O wybitnych biegaczach i sile, jaką daje nam bieganie, przeczytaj w książkach >>



Komentarze (5)
Ten rolnik codziennie biega 42 km. "Świnie, pole, a na deser - maraton"
Zaloguj się
  • Tomasz Lesiecki

    Oceniono 5 razy 5

    Witam
    Proponuję poczytać życiorys tej pani.
    www.annettefredskov.dk/
    Niestety nie jest to pierwszy przypadek 365 maratonw w roku.
    Nie mniej jedak kazdy kto przebiegnie chociaż raz 42 km powinien wiedzieć że jest to nielada osiągnięcię. Wilkie gratulacje.

  • Gustaw Knitter

    Oceniono 2 razy 2

    Jestem lekarzem. Biegam od roku żeby schudnąć, żeby uciec od alkoholu i żeby dłużej żyć. Zaczynałem ważąc 108 kg (mam 176 cm wzrostu). Byłem wtedy w stanie przebiec ciągiem 3 km i zajmowało mi to ponad 30 minut. Żeby zawiązać buty musiałem robić wdech, bo brzuch nie pozwalał oddychać w pozycji pochylonej. Zainspirował mnie kolega ze studiów (dzięki Ci Bartek), ale to długa historia.
    Aktualnie mój rekord dnia to 21 km w mniej niż 2,5h (3 minuty z tego w krzakach na postoju). Cała trasa po lesie. Ważę 91 kg i ponownie mogę zawiązać buty bez wysiłku.
    Z mojego doświadczenia wynika, że tolerancja wysiłku rośnie wraz z treningiem (dotyczy to także odporności na urazy, mikrourazy i tp). Chociaż to raczej pojedyncze przypadki, a nie reguła, te 365 maratonów pod rząd, ale chyba wiem jak ten pan do tego mógł dojść.
    Trzeba po prostu biegać na wyczucie. Nie zmęczone mięśnie bardzo chronią stawy przed urazami i mikrourazami, które są przyczyną zwyrodnienia. Dlatego trzeba biec wolno i nawet czasem robić przerwy marszowe, jeżeli się przesadziło. Zdrowiej biec dłużej i wolniej niż szybciej i krócej. Należy stawiać krótkie kroki (widać to na filmach) i przebierać nogami, a nie przeskakiwać długie odległości.Warto biec wyprostowanym. Od pochlania si do przodu bolą plecy. Biec należy w takim tempie, żeby móc prowadzić rozmowę pełnymi zdaniami, a nie pojedynczymi wyrazami. Gonienie z wywieszonym ozorem to już w ogóle odpada. Miedzy innymi dlatego nie biegam po asfaltach. W ogóle. Nigdy. Zaufanie do nawierzchni wydłuża szybko krok.
    Co do głośnego "przerostu serca" u biegaczy to podobno można mu zapobiec kończąc bieg powolnym zmniejszaniem prędkości. Ja po prostu nie kończę zatrzymaniem w miejscu, tylko 1 km marszu. Potem rozciągnie. I dopiero potem na fotel i nawodnienie.
    Pomaga także ciepła kompiel w wannie po biegu (zamiast masażu, bo też zmiękcza mięśnie, a mniej kosztuje). Ogólnie nie jestem przekonany z tym przerostem serca. jestem internistą i widzę to tak- ci co mieli zawały i udary w moim otoczeniu, to nie ci, co mieli przerost serca od sportu. Tak więc być może ten przerost serca jest trochę przeceniany przez stare podręczniki medycyny i nie jest aż tak ważny. A wy co myślicie? Chętnie posłucham o metodach zapobiegania powikłaniom uprawiania sportu. Te rzeczy co wyżej pisałem to nie są moje wymysły, tylko tego "japońskiego profesora", o którym jest mowa w artykule. Podejrzewam ,ze chodzi o Hiroaki Tanaka

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX