Polski ultratriathlonista i weganin przed morderczym wyzwaniem: Będę mistrzem świata! [WYWIAD]

Przez miesiąc przejedzie na rowerze ponad 3 tysiące kilometrów. W połowie sierpnia planuje dotrzeć do Słowenii, gdzie wystartuje w triathlonie na dystansie podwójnego Ironmana. - Jaram się tak, że nie pamiętam, jak się nazywam - mówi Adam Sułowski.

Biegowe ciekawostki, porady i newsy. Śledź nas na Facebooku , Twitterze oraz Instagramie

Ma 28 lat. Dla znajomych "Strąk Man". Skąd ta ksywa? Trzy lata temu przeszedł na dietę wegańską, czyli całkowicie zrezygnował z jedzenia nie tylko mięsa, ale wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego.

W ubiegłym roku jako drugi Polak ukończył Ultramana w Walii, w którym biorą udział tylko najtwardsi zawodnicy. W ciągu trzech dni pokonał 10 km wpław, przejechał na rowerze 420 km i przebiegł podwójny maraton.

"Strąk Man" właśnie zaczął kolejne niesamowite wyzwanie. Za siedem lat chce zostać mistrzem świata w Ultramanie. Pierwszy etap jego misji wiedzie przez Puchar Świata w Ultra Triathlonie w Słowenii, poprzedzony miesięczną wycieczką rowerową m.in. przez Ukrainę.

Damian Bąbol: W co ty się wpakowałeś?

Adam Sułowski: Chcę zmierzyć się z najlepszymi w Pucharze Świata w Double Ultratriathlonie i pokonać dystans podwójnego Ironmana (7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu) na Słowenii, który poprzedzę bardzo długą wyprawą rowerową. Na specjalnej przyczepce mam umieszczone sakwy, namiot i kuchenka. Z tym całym ekwipunkiem jadę przez Polskę, Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Serbię, Czarnogórę, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, a potem do Murskiej Soboty na Słowenii. Codziennie dodatkowo biegam i pływam. Zawody zostaną rozegrane 20-22 sierpnia. Chciałbym tam dotrzeć pięć dni przed startem, żeby móc się jak najlepiej zregenerować.

Nie obawiasz się przejazdu przez Ukrainę?

- Lekki stres jest, ale będzie dobrze. Niestety, ubezpieczyciel na przejazd po Ukrainie policzył mi polisę w kwocie paru tysięcy złotych za dodatkowe ryzyko o nazwie "bierne uczestnictwo w działaniach wojennych lub aktach terroru" prowadzonych w tym kraju. Zastanawiam się, czy nie zrezygnować z polisy i po prostu jechać.

Po co się narażać? Starty na krótszym dystansie w triathlonie nie wystarczają?

- Wyjazd do Słowenii jest jednym z etapów przygotowań do mojego głównego celu, jaki sobie postawiłem. Do 2022 r. chcę zostać mistrzem świata w Ultramanie. I zrobię to. Moja podróż do Słowenii jest początkiem tego siedmioletniego planu. Chcę być najlepszy, ale nie aż na tyle, żeby zjadało mnie moje ego. Cały czas staram się mimo wszystko znaleźć równowagę w codzienności i nie żyć tylko sportem i pracą. Poza tym zawsze chciałem wyjechać w długą samotną podróż. Przejadę ponad trzy tysiące kilometrów na rowerze. Do tego po trudnym górzystym terenie. Nigdy nie byłem na żadnych obozach treningowych w górach i tym zamierzam to sobie zrekompensować. Zabieram kamerkę. Chcę nagrywać fajne filmiki i na bieżąco relacjonować wyprawę. Jaram się tak, że nie pamiętam, jak się nazywam.

Żadnych noclegów pewnie nie rezerwowałeś.

- Tak jest, jadę na dzikusa (śmiech). Podczas tej wycieczki chciałbym poznać lokalną ludność. Będę korzystał ze specjalnej strony warmshowers.org. To ogólnoświatowa społeczność oferująca darmową gościnę dla podróżników rowerowych. To cały urok takiej wyprawy, żeby żyć minimalistycznie i odrzucić wszystko to, czego mamy nadmiar w codziennym życiu. Później docenia się spanie w domu i człowiek zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele rzeczy nie jest nam na co dzień potrzebnych.

Co chcesz udowodnić? To, że sportowiec na diecie roślinnej jest w stanie realizować nawet najbardziej ambitne wyzwania?

- Startuję przede wszystkim dla siebie. Wiele osób przykleja mi łatkę promotora weganizmu i w sumie nie mam z tym problemu, ale też nie o to najbardziej chodzi. Pokochałem rywalizację. Znalazłem dystans, który mi najbardziej odpowiada. Dla większości osób może się to wydawać kosmosem, ale gdy poznaje się możliwości swojego organizmu, to okazuje się, że na takim dystansie można naprawdę się ścigać. Wiem, że mogę w Ultramanie trochę namieszać. Z roku na rok zamierzam być coraz lepszy.

Bardzo dużo trenujesz. Masz czas na normalne życie?

- Bywa, że wieczorami jestem ledwo żywy. Trudno mnie wyciągnąć do kina lub na imprezę. Na "baletach" nie jestem królem parkietu. O godz. 22 najczęściej myślę o wyjściu, bo jestem zmęczony. Nie ukrywam, że wielu moich znajomych to irytuje, ale z drugiej strony około północy nic dobrego na mieście się nie dzieje.

Poza tym wszystko zależy od planu treningowego, który realizuję. Zdarzają się dni, w których czuję się naprawdę wykończony. To są te krytyczne momenty, kiedy zazwyczaj ograniczam się do treningu, jedzenia, przygotowywania posiłków i spania.

Adam Fot. Adam Kliczek, zatrzymujeczas.pl

Jak wygląda taki treningowy dzień "Strąk Mana"?

- Pobudka o 4.30. Potem godzina i 45 minut pływania w Jeziorku Czerniakowskim. Po wyjściu z wody przez 45 minut wykonuję trening siłowy z obciążeniem własnego ciała. Szczególnie zimą kładę na to duży nacisk. Ważę 69 kg i jak niektórzy na siłowni widzą, że robię "martwy ciąg" 30 razy ze sztangą 125 kg, to robią wielkie oczy. Węglowodanowa przekąska. Około godz. 13 wykonuję rozbieganie. Wieczorem intensywna jazda na rowerze, na którym przejeżdżam 90 km. Średnia prędkość wychodzi 34 km/h, czyli zapas "pod nogą" jeszcze jest. To są różne warianty treningowe. Są też treningi po 150 km i rozbieganie około 20 km.

Są jeszcze tacy, którzy się dziwią, skąd w tobie tyle siły, skoro teoretycznie wcinasz same liście?

- Pewnie, że tak. Wbrew pozorom dieta wegańska jest wysoce kaloryczna. Po bardzo mocnym treningu wypijam dwulitrowego shake'a m.in. z daktylami i bananami, który ma dwa tysiące kalorii. Siłę dają również warzywa, które w połączeniu z twardymi węglowodanami, jak kasza, strączki czy makaron, dają niesamowity efekt. Pamiętajmy, że dobre kalorie w parze z wysoką jakością jedzenia wyjdą nam tylko na zdrowie.

Wracając do twojej wyprawy, to uważasz, że zatrzymując się u kogoś we wschodniej Rumunii, gospodarz poczęstuje cię wegańskimi smakołykami? W niektórych rejonach odmowa wspólnego posiłku może zostać źle potraktowana.

- No tak, ale zawsze mogę powiedzieć, że jestem uczulony na mięso. Na pewno nie zjem wieprzowiny czy czegoś podobnego. Oczywiście zabieram swoje jedzenie. Poza tym w Mołdawii mam zamiar objadać się 12-kilogramowymi arbuzami. Oprócz tego będę jechał na płatkach owsianych, ryżu, makaronie i przede wszystkim owocach. W ostateczności zawsze pozostają puszki, np. z fasolą, które w razie potrzeby kupię w lokalnych sklepach.

Na weganizm przeszedłeś trzy lata temu. Zauważyłeś, że coraz więcej osób zaczyna stawiać na dietę roślinną?

- Zdecydowanie. Zaczynamy rozumieć, że naturalne i zdrowe jedzenie jest dużo lepsze od sztucznie przetworzonych produktów. Wśród trenujących kiedyś była moda na kupowanie sztucznych odżywek. Teraz coraz więcej osób woli wrzucić do shakera banana, daktyla i wymieszać je z mlekiem kokosowym. Przekonujemy się też do zielonych koktajli na bazie szpinaku czy jarmużu. Bardzo dobrze, że wzrasta świadomość w tym temacie. Nadal jednak słyszę obawy od osób, które nie są do tego przekonane czy nawet do przetestowania takiej diety.

A jest się czego bać?

- Bynajmniej. Do zmiany na najzdrowszy tryb życia zachęcili mnie znajomi z Farmy Świętokrzyskiej. Zgodziłem się i tak już zostało. Pozytywne efekty odczułem momentalnie. Każdy, kto tego spróbuje, poczuje tę różnicę. Nie można tego jednak robić na siłę i wbrew sobie. Trzeba po prostu chcieć i nie stresować organizmu myślą, że dziś na przykład nie zjem jajka. Warto się przygotować, bo dochodzi też do tego zmiana w naszej głowie.

Długo zajmuje ci przygotowywanie wegańskich posiłków?

- Około 30-40 minut dziennie. Wiadomo, że bycie weganinem wymaga trochę większego zaangażowania. Wiąże się to z przygotowywaniem posiłków na następny dzień, ale da się. Jaki problem ugotować ziemniaki, ryż czy zamoczyć fasolę? Ciasteczka owsiane też robią się błyskawicznie, wystarczy później je pokroić i masz fajną, w pełni energetyczną przekąskę w ciągu dnia. Shake'a zrobisz w minutę. Jeśli na śniadanie planuję zjeść kaszę jaglaną, to wieczorem dzień wcześniej ją namaczam, żeby rano szybciej się zrobiła. Czasami płatki owsiane zalewam gorącą wodą albo kaszę robię w termosie i też dodaję wody. Do tego wrzucam pokrojonego banana, musli i już. To kwestia chęci, nic więcej. Później konsekwencja przeradza się w nawyk. Zapewniam, że organizm nam to wynagrodzi.

Jadasz na mieście?

- Rzadko. Ostatnio jak wybrałem się z dziewczyną do knajpy, to nawet wegańska pizza była dla mnie ohydna. Wszystko przez to, że tak bardzo przyzwyczaiłem się do naturalnych smaków. Mówiąc delikatnie - ser wegański i tego typu sztuczne produkty mi nie podchodzą. Czułem po niej duży niesmak. Ale są fajne miejsca dla wegan lub wegetarian. W Warszawie polecam genialne burgery z Krowarzywa.

Zdarza się, że dyskutujesz ze zwolennikami tradycyjnej diety, według których wyrządzasz sobie krzywdę, nie jedząc mięsa?

- W ogóle nie wdaję się w takie dyskusje. Kiedy ktoś przesadza i na siłę próbuje mnie przekonać do swojego poglądu, to odpuszczam. Przytakuję i mówię, że rzeczywiście źle robię i w sumie mógłbym zjeść tego schabowego. Szkoda mi sił i energii na głupie gadanie. Oni wiedzą, że bredzę i robię to specjalnie, żeby tylko nie kontynuować tej rozmowy. Rozumiem, że dla niektórych osób kotlet schabowy stanowi istotę regularnego jadłospisu. Do czasu, aż spróbuje zdrowych i smaczniejszych rzeczy. Musi przekonać go tylko jego dobre samopoczucie. Najważniejsze to jeść więcej owoców i warzyw.

Lubisz gotować?

- Bardzo. Czasami jak jedziemy na zawody, to w mojej ekipie, wśród której znajdują się również mięsożercy, przygotowuję wegańskie jedzenie. Wszyscy to lubią, bo mają dobre i zdrowe jedzenie, po którym świetnie się czują. Kiedy przez tydzień zdrowo się odżywiają, to przyznają później, że głupio jest im napić się słodzonego napoju. Zwyczajnie się wstydzą tego przede mną. Zresztą wiele osób tak ma, że krępują się w mojej obecności wziąć do ust coś niezdrowego, w obawie, że sobie o nich źle pomyślę. Ale to się dzieje naturalnie, bo nie jestem żadnym wegańskim fanatykiem. Nikogo na siłę nie zamierzam przekonywać do roślinnego odżywiania.

 

Post z Facebooka: Zdjęcie z Facebooka. Podpis: Koryto StrąkMana = ziemniaki + dziki ryz + warzywa grilowane + buraki + kapusta czerwona

Alkohol?

- Unikam. Chociaż zdarza się, że czasami jak wracam z mocnego treningu rowerowego, to mam ochotę na piwo. Tyle że zanim wypiję shake'a regeneracyjnego, zjem posiłek, to robi się późno. Efekt jest taki, że opadam z sił i piwko dalej mrozi się w lodówce. Kiedyś, jak byłem młodszy, było inaczej. Lubiłem się bawić. Wszystko jednak sprowadza się do priorytetów. Teraz mój organizm źle reaguje na alkohol. Po wypiciu dwóch piw rano mam kaca, a potem przez dwa-trzy dni czuję brak mocy.

Twoje dzieci będą weganami?

- Nie widzę innej możliwości. Co więcej, trudno jest mi też sobie wyobrazić, żeby mieć dziewczynę, która jest na diecie mięsnej. Ostatnio znajomy zapytał mnie, czy pocałowałbym się z dziewczyną, która je mięso. Odpowiedziałem, że nie, bo czułbym obrzydzenie. Oczywiście nie jest tak, że kobiety jedzące mięso źle mi się kojarzą, ale po prostu jest to dla mnie nieapetyczne.

Masz bardzo poukładane życie, niemal wyłącznie skoncentrowane na treningach i zdrowej diecie. Czymś się jeszcze zajmujesz? Z czego żyjesz?

- "Hunt Run - Polowanie na biegaczy", czyli ekstremalny bieg z przeszkodami w Bałtowie w województwie świętokrzyskim, organizuję z paczką przyjaciół. To projekt, który zaczyna na siebie zarabiać. Priorytetem jest jednak w tym przypadku zawsze dobra impreza i zadowolenie biegaczy. Za nami trzecia edycja, która zakończyła się sukcesem. Zawody trwały dwa dni. W sumie wystartowało ponad tysiąc osób. Zebraliśmy mnóstwo fantastycznych komentarzy. Dla wielu to najlepszy bieg z przeszkodami w Polsce. Udało nam się pozyskać partnerów, dzięki którym łatwiej organizuje się tego typu przedsięwzięcie.

HUNT RUN pokonany! [RELACJA]

Na blogu sprzedaję również moją książkę "Ultra StrąkBuk", w której odkrywam niezwykłą moc roślin i przedstawiam całą masę prostych przepisów. W przystępny sposób pokazuję, w jaki sposób codzienna dieta roślinna może być w pełni urozmaicona i pełnowartościowa. Radzę sobie.

Skąd w tobie zamiłowanie do nietypowych biegów z przeszkodami?

- Organizacja " Hunt Runu" jest dla mnie wielką frajdą. Chcieliśmy stworzyć imprezę z rodzinną atmosferą, która jednocześnie będzie dawała możliwość przeżycia megaprzygody i odkrycia w sobie nutki dzikości. Nigdy nie patrzyliśmy, jak to robią inni, tylko mieliśmy swój pomysł. Fani "Hunt Runu" chwalą nas za wymagającą trasę, którą zmieniamy co roku. Jej tworzenie do ostatniej edycji trwało dwa tygodnie, a całe przygotowania pół roku. Wszystkich, którzy chcą przeżyć niezapomnianą przygodę, już zapraszam na przyszłoroczną edycję. Będzie się działo.

ŚLEDŹ WYPRAWĘ ADAMA SUŁOWSKIEGO NA JEGO FACEBOOKU

Rozmawiał Damian Bąbol

Śledź autora na: twitterze oraz instagramie