Anna Rogowska dla PolskaBiega.pl: Bieganie to moje nowe życie. Maraton? Forma rośnie! [WYWIAD]

- Chciałam spróbować swoich sił w biegach ulicznych. Pamiętam, jak dużą satysfakcję sprawił mi start w pierwszej takiej imprezie na 10 km. Kiedy ruszyłam z tłumem, poczułam dreszczyk emocji i olbrzymią radość. Mazurka Dąbrowskiego już dla mnie nie zagrają, ale cieszę się z samego uczestnictwa w zawodach. - powiedziała w rozmowie z PolskaBiega.pl Anna Rogowska, mistrzyni świata i brązowa medalistka igrzysk olimpijskich.

Damian Bąbol, Paweł Wilk: Dlaczego zaczęłaś biegać?

Anna Rogowska *: Po zakończeniu kariery chciałam być dalej aktywna, potrzebowałam nowego doświadczenia. Kiedy trenowałam skok o tyczce biegałam najwięcej 200 metrów. Pracowałam głównie nad szybkością, która była kluczowa na rozbiegu. Teraz pokonuję znacznie dłuższe dystanse. Trzymam się wyznaczonego planu.

Stawiasz sobie konkretne cele?

- Na początku roku stwierdziłam, że chcę przebiec maraton. Zdecydowałam się, że spróbuję tego dokonać we wrześniu, w Berlinie. To dla mnie wyjątkowe miasto. Mam do niego ogromny sentyment [w 2009 r. Anna Rogowska zdobyła tam złoty medal mistrzostw świata]. O starcie na królewskim dystansie myślałam już wcześniej, ale wiedziałam, że muszę być dobrze przygotowana, aby godnie ukończyć te zawody. Rok temu nie przyłożyłam się do półmaratonu i okrutnie cierpiałam na trasie.

Ile czasu zajęło ci ukończenie imprezy?

- Biorąc pod uwagę fakt, że zaczęłam trenować miesiąc przed startem, to poszło mi całkiem nieźle. Mój wynik to: 1 godzina i 53 minuty. Wiem. Nie było to rozsądne. Najważniejsze, że nic mi się nie stało. Już wkrótce będę mogła się zrewanżować. 20 marca na tym samym dystansie wystartuję w Gdyni. Będzie to dobry sprawdzian i podsumowanie pracy, którą do tej pory wykonałam.

A w Berlinie na jaki wynik się nastawiasz?

- Nie wiem na co mnie stać. Z miesiąca na miesiąc moje treningi się zmieniają, forma jest coraz lepsza. Uważam, że jestem w stanie pobiec poniżej 3 godzin i 50 minut, ale to na razie wróżenie z fusów. Moim celem będzie ukończenie zawodów bez zatrzymywania się, aby z podniesionym czołem przekroczyć linię mety.

Jak wyglądają twoje przygotowania?

- Trenuję codziennie. Niedawno wróciłam z RPA, gdzie przygotowywałam się razem z Andżeliką Cichocką i Marcinem Lewandowskim. To szczególne miejsce, w przeszłości często wyjeżdżałam tam na zgrupowania. Teraz skorzystałam z zaproszenia przyjaciół i mogłam trenować w doskonałych, choć trudnych warunkach. Termometr o godz. 10 wskazywał 30 stopni Celsjusza. Do tego wysokie położenie też dawało się we znaki.

(Ania zwraca uwagę na zegarek biegowy Damiana)

Fajny Garmin? Jesteś biegową „gadżeciarką”, czy cenisz sobie minimalizm?

- Chyba jednak to drugie. Mój mąż ceni sobie nowinki technologiczne. Zanim wyjdzie w teren, to czasami mija pół godziny. Tyle czasu zajmuje mu ustawienie wszystkich parametrów. Mi wystarczy zegarek i mogę mknąć przed siebie. Oczywiście korzystam też z paska do mierzenia tętna, ale gdyby tych dobrodziejstw nie było, to i tak bym biegała. Nie czuję też potrzeby wrzucania zapisów treningu z endomondo na profile społecznościowe.

Anna RogowskaZdjęcie po treningu Anny Rogowskiej, Fot. instagram.com/flyannafly

Biegasz z muzyką?

- Tak. Mam swoją ulubioną playlistę, jakieś 40 kawałków. Muzyka w treningu często się przydaje. Powinna być dobrana tak, aby poderwała nas, szczególnie trudnych momentach, kiedy mamy ochotę odpuścić.

Jakbyś porównała przygotowania do maratonu z treningiem tyczkarskim? Co jest bardziej wymagające?

- Trudno zestawić te dwie konkurencje. Moje bieganie jest amatorskie. Nie ma nic wspólnego z tym, co np. Henio Szost [rekordzista Polski w maratonie] wykonuje na treningach. Sportowiec wyczynowy poświęca na trening całą dobę. Poza wysiłkiem fizycznym musi znaleźć czas m.in. na odnowę biologiczną. Traktuje bieganie jako zabawę. Nie mam zamiaru być zawodowcem, a mimo to mąż wciąż mi powtarza, żebym nie przesadzała i pamiętała, że nie szykuję się do startu w Rio de Janeiro (śmiech). W porównaniu z karierą zawodową - dziś daję z siebie 30 proc.

Przejście w amatorstwo było dla ciebie trudne? Wielu zawodników nie odnajduje się w nowej rzeczywistości, część z nich tyje, gnuśnieje. Bieganie jest twoim sposobem na nowe życie?

- Nie mam problemu z tą zmianą. Od dziecka sport był moją pasją, uwielbiam wysiłek fizyczny. Wiedziałam, że nigdy nie spocznę na laurach. Dlatego tak bardzo zależało mi na udziale w biegach ulicznych. Zaczęło mi brakować emocji związanych z rywalizacją. Pamiętam, jak dużą satysfakcję sprawił mi start w pierwszej takiej imprezie na 10 km. Kiedy ruszyłam z tłumem, poczułam dreszczyk emocji i olbrzymią radość. I choć wiem, że Mazurka Dąbrowskiego dla mnie nie zagrają, to cieszę się z samego uczestnictwa w zawodach.

 

 

Polacy zakochali się w bieganiu.

- Zmieniło się nasze nastawienie do uprawiania sportu, przestaliśmy się tego wstydzić. Teraz, kiedy po treningu, w dresie, idę do sklepu zrobić zakupy już nikt dziwnie się na mnie nie patrzy. Dawniej nie było tak kolorowo. Wielu spoglądało na mnie jak na kosmitkę. Obecnie wszędzie można spotkać aktywnych ludzi. To duża dawka motywacji dla innych.

Masz sygnały, że twoi koledzy lekkoatleci po zakończeniu kariery również zaczną biegać długie dystanse?

- Niektórzy z nich, jak na mnie patrzą to pukają się w głowę i deklarują, że już nigdy więcej nie będą trenować. Mówią, że mają dosyć.

Kto tak mówi?

- Mam podać nazwiska (śmiech)? OK., niech będzie. Marcin Lewandowski. Powiedział mi, że jak skończy karierę, to rzuci wszystko i nie będzie biegać. Z kolei Andżelika Cichocka deklaruje, że spróbuje swoich sił.

Wieloletnie uprawianie sportu z jednej strony może wyzwolić dalszą motywację, a z drugiej całkowicie ją zabić.

- Po odstawieniu tyczki przez pierwsze dwa tygodnie nic nie robiłam. A później? Z zapałem poszłam na trening. Brakowało mi tego, organizm dopominał się o wysiłek. Musimy go uważnie słuchać, on najlepiej wie czego potrzebujemy.

Dobrze się odżywiasz?

- Jem znacznie więcej niż wcześniej. W sumie nic dziwnego. Ubytek energetyczny po długim wybieganiu jest większy niż po zakończeniu ćwiczeń technicznych. Zwracam uwagę na to co jem, ale kiedy zaczęłam przygotowywać się do półmaratonu zauważyłam, że waga spada tak gwałtownie, że ciężko nad tym zapanować. Od stycznia schudłam pięć kilogramów.

Kiedyś powiedziałaś: „Biegam, żeby jeść”.

- Znajomi często mnie pytają, dlaczego zaczęłam biegać - tłumaczę, że lubię jeść. Gdy skakałam o tyczce ćwiczyłam kilka godzin dziennie. Przyjmowane kalorie były niezauważalne. Teraz niczego sobie nie odmawiam. Bieganie to kapitalne rozwiązanie dla osób, które chcą zadbać o swoją figurę.

Czyli schemat jest prosty: Chcesz mieć szczupłą sylwetkę - biegaj.

- Zdecydowanie. Zwłaszcza, gdy planujemy sobie dogodzić paczką ptasiego mleczka (śmiech).

Anna Rogowskafacebook.com/AnnaROGOWSKAOfficialPage

Lubisz słodycze?

- Uwielbiam i nigdy tego nie ukrywałam. Na szczęście nie mam problemów z tyciem. Kiedy wykonuję wymagający trening biegowy i brakuje sił, to powtarzam sobie, że jeśli dam radę, to w nagrodę dostanę deser. Działa (śmiech).

Następny twój krok to triathlon?

- Dostałam wiele takich propozycji, ale jest jeden problem. Mimo że jestem znad morza to... nie umiem pływać (śmiech). Niczego jednak nie wykluczam. Może w przyszłości spróbuję.

Karierę zakończyłaś z powodu kontuzji. Uraz głowy, którego nabawiłaś się podczas mityngu w Sopocie nie przeszkadza ci w bieganiu?

- Problemy zdrowotne po tamtym wydarzeniu ustąpiły po sześciu miesiącach. Postanowiłam zejść ze sceny, kiedy zaczęło pojawiać się więcej dolegliwości, związanych z wyczynowym uprawianiem skoku o tyczce. Lata wysiłku zrobiły swoje, potrzebowałam przerwy. Dopiero po niecałym roku odpoczynku przestałam odczuwać skutki uboczne. Teraz czuję się świetnie, nic mi nie dolega.

Czym się teraz zajmujesz?

- Wspieram młodzież. Jestem ambasadorką, trwającego już kilka lat programu Energa Athletic Cup. Głównym celem jest zachęcanie dzieci do aktywności fizycznej, głównie do lekkoatletyki. Organizujemy zgrupowania, zawody, konsultacje. Bardzo dobrze czuję się w tej roli.

Najmłodsi garną się do sportu czy wybierają jednak smartfony i tablety?

- Entuzjazmu nie brakuje, ale rzeczywiście coraz trudniej nakłonić dzieci do sportu. Kiedy byłam w ich wieku nie było tylu technologicznych atrakcji. Obecnie tendencja jest taka, że maluchy spędzają czas przed telewizorem i ekranem komórki. I tutaj apeluję do rodziców, aby potrafili rozmawiać ze swoimi pociechami i odpowiednio je kierowali. Nauczyciel WF-u lub trener nie jest w stanie sprostać wszystkim przeciwnościom.

Jesteśmy po skandalu dopingowym z udziałem Marii Szarapowej i Aleksandra Markina. Usłyszałaś kiedyś pytanie: po co trenować? Dlaczego się wysilać skoro tylu zawodowców oszukuje?

- Niestety, doping był, jest i będzie obecny. Oszuści są wszędzie, nie tylko w sporcie. Osobiście nie byłabym w stanie kłamać, decydując się na taki krok, nie potrafiłabym spojrzeć w lustro. Również na tym polu rolą rodziców jest, aby od wczesnych lat wpajali dzieciom zasady fair play. Branie niedozwolonych środków w celu zarobienia pieniędzy czy zdobycia sławy - to fatalna droga. Dla mnie większą wartością był i jest sam trening, przełamywanie barier, pokonywanie słabości. Doping zawsze będzie, ale liczymy na to, że w końcu stanie się marginalny.

Nie pierwszy raz Rosjanie zostali przyłapani na szprycowaniu. Twoją największą rywalką była Jelena Isinbajewa. Zastanawiałaś się nad tym czy grała fair? Jej rezultaty znacznie wykraczają poza osiągnięcia pozostałych tyczkarek.

- Żadna kobieta nie skakała tak wysoko na otwartym stadionie. Jej wyniki, a pozostałych zawodniczek to przepaść. W kuluarach wiele się o tym mówiło, ale nikt za rękę nie złapał. A skoro nie ma dowodów - nie możemy jej o to posądzać. O dawna dyskutuje się o wynikach Rosjan. Jeśli ktoś pokonuje barierę niedostępną dla innych, to zawsze pojawią się spekulacje. Zobaczymy, jak to się skończy. Mam nadzieję, że poznamy całą prawdę i nikt nie będzie kryty.

A gdyby się okazało, że przegrywałaś z zawodniczką, która oszukiwała? Np. na igrzyskach w Atenach w 2004 r., na których zdobyłaś brązowy medal.

- Byłoby mi ogromnie przykro. W Atenach pierwsze dwa miejsca zajęły Rosjanki: złoto - Isinbajewa, srebro - Swietłana Fieofanowa. Czwarta była Monika Pyrek. Można przypuszczać, można gdybać, ale potwierdzenia nie ma. Podsumowując - dobrze, że afera która ujrzała światło dzienne dotyczy znanych nazwisk. Przez ostatnie lata w rosyjskim sporcie czołówka była chroniona, a na „odczepne” udowadniano nieuczciwość mniej znanym zawodnikom.

Osoby, które zostały przyłapane na dopingu to sportowi przestępcy, którym należy się bezlitosna dyskwalifikacja czy zasługują na drugą szansę?

- Każdy przypadek jest indywidualny. Niektórzy wspomagają się nieświadomie np. przy leczeniu kontuzji, a inni - robią to z premedytacją. Ci drudzy na pewno nie zasługują na powrót do sportu.

Ciebie, jako wybitną lekkoatletkę boli fakt, że afera dopingowa tak mocno uderzyła w królową sportu?

- Na pewno nie wpływa to pozytywnie na wizerunek lekkoatletyki, i uważam że takich sytuacji nie można zamiatać pod dywan. Ten problem dotyka wielu dyscyplin: m.in. kolarstwa, a teraz głośno jest o tenisie. Tam, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, popularność, atrakcyjne kontrakty - wielu ulega pokusie. Nie możemy jednak wrzucać wszystkich do jednego worka. Nie jest tak, że wszyscy biorą. Takie podejście do sprawy może być bardzo krzywdzące dla wielu sportowców.

ROZMAWIALI: DAMIAN BĄBOL, PAWEŁ WILK

* Anna Rogowska urodziła się 35 lat temu w Gdyni. Jest byłą mistrzynią świata, mistrzynią Europy, brązową medalistką igrzysk olimpijskich w skoku o tyczce, rekordzistką Polski, ambasadorką programu Energa Athletic Cup oraz przyszłym maratończykiem.