Bieganie po Budapeszcie, czyli weekend idealny

Jeśli właśnie wróciłeś z majówki i już szukasz kolejnej odskoczni od rzeczywistości, to mam dobry pomysł. Idź sobie pobiegaj w Budapeszcie.

Zawsze tak mam, że już w drodze powrotnej z wyjazdu, myślami wybiegam w niedaleką przyszłość i zaczynam marzyć o kolejnych miejscach, które chcę odwiedzić. Uwielbiam odkrywać, poznawać, próbować tego, co nowe. Rzadko się zdarza, żebym wtedy kombinowała jak i kiedy wrócić w to samo miejsce, które właśnie opuszczam. Ale tak było tym razem. Po 31. Telekom Vivicitta Budapest Spring Halfmarathon.

Są dwie możliwości

Jeśli nie wiesz o czym mówię, to znaczy, że albo nigdy nie byłeś w Budapeszcie albo będąc nie miałeś okazji uczestniczyć w biegach organizowanych przez Budapeszt Sportiroda. Na oba przypadki mam jedną odpowiedź: powinieneś to zrobić!

Miasto - 10/10

W Budapeszcie byłam po raz pierwszy, więc część mojego zachwytu tym miejscem zarzucam na karb "efektu nowości", ale zapewniam Was - to jest jedno z najwspanialszych miast na Ziemi. Dla mnie ścisła europejskich czołówka. Jest przepiękne! Szczególnie w drugiej połowie kwietnia, kiedy wszystko kwitnie i pachnie na potęgę, jest ciepło, ale nie gorąco i nie ma zbyt wielu turystów.

sd

To jest miasto stworzone na weekendowe wypady ze znajomymi (najlepiej na taki przedłużony weekend). Jest co pozwiedzać: 10 kilometrów kwadratowych Starego Miasta zabudowanego pięknymi XIX-wiecznymi kamienicami, wspaniałe zabytkowe termy (10 różnych), największy w Europie (i najbardziej spektakularny moim zdaniem) budynek Parlamentu, Zamek, ciekawe Muzeum Terroru, Cytadela na Górze Gellerta, ze szczytu której można zobaczyć dosłownie całe miasto i kilka pięknych mostów także z genialnymi widokami. Jest gdzie się powłóczyć i zjeść dobre rzeczy (szczególnie w Dzielnicy Żydowskiej pełnej małych knajpek i klubów). Są też rewelacyjne miejsca do biegania czy uprawiania innych sportów - najlepsze na Wyspie św. Małgorzaty, która jest prawdziwym centrum życia rekreacyjno-sportowego. Oprócz boisk, kortów, otwartych basenów, outdoorowych siłowni, stadionu lekkoatletycznego i hektarów doskonale utrzymanego trawnika, na którym ludzie leżą, piknikują, grają we frisbee, itd., jest tam jeszcze jedna genialna rzecz. Marzenie każdego miejskiego biegacza. To tartanowa ścieżka, poprowadzona dookoła całej wyspy (pętla ok. 5,3km), otoczona drzewami, krzewami, z rozmieszczonymi co ok. 1,5km hydrantami, z których można napić się wody. Szczerze, mogłabym na niej zamieszkać ;) To tu zaczynał się i kończył Telekom Vivicitta Budapest Spring Halfmarathon.

Telekom Vivicitta Budapest Spring Halfmarathon - 9/10

Oprócz półmaratonu, rozgrywane są tego dnia także imprezy towarzyszące  - bieg na 7 i 10 kilometrów, sztafety i biegi dla dzieci. Wszystko to w połączeniu z lokalizacją startu/mety na Wyspie Św. Małgorzaty, sprawia, że atmosfera imprezy jest wybitnie piknikowa. Expo to kilkanaście namiotów rozłożonych na trawie, wszędzie pełno dzieci, jakieś gry, zabawy, konkursy. Festyn. Zupełnie nie czuć atmosfery dużego biegu. I tak już będzie do końca.

Pakiety startowe dostaliśmy nawet bez okazywania dowodu osobistego, z jednego z kilku kartonowych pudeł. W papierowej kopercie koszulka i kilka ulotek i koniec. Normalnie, bez zadęcia - lubię to!

Budapeszt PółmaratonExpo Telekom Vivicitta Budapest Spring Halfmarathonu (fot. M.Sołtys by SONY XPERIA)

Można było dokupić sobie Pasta Party, ale nie skorzystaliśmy z tej możliwości. Woleliśmy zjeść coś na mieście (a propos, znalezienie włoskiej knajpy w Budapeszcie nie jest najłatwiejszym zadaniem. Powiem więcej, znalezienie w Budapeszcie czegoś lekkostrawnego do zjedzenia  graniczy z cudem. Za gulasze, langosze, salami i inne specjały polecam zabrać się dopiero po biegu).

Trasa biegu wiedziecie wzdłuż Dunaju, z kilkoma tylko zakrętami wgłąb miasta. Dzięki temu:

- jest dość szybka (omija wzgórza, których w Budapeszcie jest sporo),

- jest też dosyć wietrzna (w półmaratoński weekend wiatr był dość silny. W jedną stronę zabierał ok. -10 sek/km, w drugą dodawał +10 do mocy)

- jest krajoznawcza, ale nie turystyczna (można zobaczyć panoramę miasta, ale nie wbiega się głębiej w miasto, nie da się pozwiedzać).

Kibiców ani oznaczeń trasy nie ma zbyt wielu. Wiesz kiedy mijasz 10. kilometr, bo tam jest (jedyny) międzyczas, a poza tym oznaczeń kilometrów nie było. Węgrzy nie inwestują też zbytnio w odgrodzenie trasy, barierki, taśmy, itp. To nie przeszkadza (tylko w jednym miejscu jakiś turysta wszedł mi w drogę), a daje fajne poczucie luzu.

Punkty odżywcze były bardzo dobrze wyposażone i obsłużone. Wielu wolontariuszy, woda, izotniki, dextryna, banany.

Bardzo na plus oceniam też konferansjerkę. Cała dwujęzyczna, węgiersko-angielska. Rzadko się na to zwraca uwagę - dopóki nie pojedziesz na zagraniczny bieg, do kraju którego język jest absolutnie niezrozumiały dla całej reszty świata. Na szczęście spikerzy wszystkie ważne informacje przekazywali po angielsku, zagrzewali do walki, dopingowali, gratulowali. Mała rzecz a robi różnicę.

W mojej 10-punktowej skali daję tej imprezie 9 - minus za brak oznaczenia kilometrów, za to że nie można było kupić żeli na expo i za to, że trasa mogłaby być jednak trochę mniej monotonna, trochę bardziej prowadzić w miasto. Ale na życiówki jak znalazł!

Kolejny półmaraton i maraton rozgrywane są na jesieni, we wrześniu. Ale w międzyczasie polecam wyrwać się na weekend, pobiegać i pozwiedzać.

budapeszt półmaraton, bieganieBudapeszt - genialne miejsce do biegania (fot. M.Sołtys by SONY XPERIA)

 

Skomentuj:
Bieganie po Budapeszcie, czyli weekend idealny
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX