Lewandowski: Czasem trzeba się zarżnąć

"Jak trenujesz rok, dwa i nie poprawiasz się, to może musisz podkręcić trening. I jeszcze, i jeszcze". Z Tomaszem Lewandowskim, bratem i trenerem mistrza Europy na 800 metrów - Marcina Lewandowskiego - rozmawia Radek Leniarski.

Jak dowiedziałeś się, że twój młodszy brat ma tak niezwykły talent do biegania?
- Najpierw to ja byłem zawodnikiem. Miałem 14-15 lat, Marcin był mały. Ćwiczyliśmy razem. To znaczy robiłem pompki z nim na karku albo biegałem po schodach z góry na dół - z nim na plecach. Wiele razy jako maluch był na zawodach, i też obserwował. Garnął się do sportu. Widziałem, jak się zachowuje, począwszy od skakania po drzewach, czy jak go szkoła wystawiała do reprezentacji w kosza czy siatkę. Był zadziora na boisku. A że ma talent do lekkiej, wiedziałem po pierwszych zawodach na bieżni. W przełajach czy na ulicy jeszcze można jakoś zakamuflować talent lub jego brak - czas niewiele tu mówi. Na bieżni nie ma zmiłuj.
Szkoła wystawiła go do zawodów gimnazjów. Pojechałem jako opiekun i widziałem dokładnie, jak pobił rekord województwa. Od tego czasu nie odpuściłem, a on się przekonał do biegania. A jak później dostał się do finałów mistrzostw świata jako junior, jedyny nieafrykański biegacz - już wiedziałem, że jest talentem na skalę światową.

03.06.2011 BYDGOSZCZ , TRENER TOMASZ LEWANDOWSKI , AKCJA POLSKA BIEGA . FOT. ARKADIUSZ WOJTASIEWICZ / AGENCJA GAZETA

A jeśli ktoś jest ambitnym amatorem i chciałby się dowiedzieć czy ma smykałkę do biegania, to...
- Powinien wystartować na zawodach. Potem wystartować raz jeszcze na tym samym dystansie i sprawdzić, czy jest progres - to najważniejsze słowo w karierze biegacza - spowodowany choćby najlżejszym treningiem. Na początku każdy zrobi progres. Pytanie tylko, czy adekwatny do pracy. Bo, niestety, tak jest w życiu, że jeden może trenować 10 razy w tygodniu, drugi trzy razy w tygodniu, a progres zrobią taki sam. To właśnie jest talent.

Jeśli to wszystko nic nie daje, to może dotarłeś po prostu do granicy swoich możliwości? Każdy ma je zapisane w genach. Haile Gebrselassie też dotarł do granicy swoich możliwości w biegu na 5 i 10 kilometrów.

Jest metoda, aby sprawdzić obiektywnie, jaki mam talent? Bo sporo trenuję, a jestem wciąż w środku stawki. Może inni trenują więcej, albo lepiej?
- W Polsce stosuje się test Coopera, sami go macie w programie Polska Biega. Wiadomo - biegnie się przez 12 minut, mierzy przebiegnięty dystans i sprawdza w tabeli.
Ale dla dorosłych, którzy zaczynają ambitniejszą zabawę z bieganiem, to za mało. Szansą są biegi uliczne. Uczestnicząc w nich, porównujesz swoje czasy do najlepszych, do znajomych...

http://marcin-lewandowski.pl/
Marcin i Tomek Lewandowscy w Kenii

A jak sprawdzić, czy trenuję optymalnie - nie za dużo, nie za mało?
- Bardzo prosto. Nie trzeba startować w zawodach, jest sporo osób, zresztą na początku ludzie zwyczajnie wstydzą się startować. Zwłaszcza dotyczy to osób otyłych, które choćby nawet były w stanie pokonać w biegu ulicznym pięć kilometrów, wstydzą się tych wszystkich wyżyłowanych lasek.

A więc nic na siłę.
- Najpierw trzeba wybrać odcinek, który będzie wyznacznikiem formy. Określasz stan wyjściowy, znaczy tężyznę, jaką dysponujesz dziś. Potem planujesz trening - w zależności od możliwości czasowych, fizycznych, bo na przykład tusza, dopóki nie schudniesz, przeszkadza w częstym treningu - a następnie regularnie, raz na miesiąc, raz na dwa miesiące, sprawdzasz czas na tym odcinku. Podobnie jest w sporcie wyczynowym, tyle że parametrów do sprawdzenia jest o wiele więcej niż czas.
To może być odcinek w lesie od drzewa do drzewa. Jeśli widzę, że trenuję np. trzy razy w tygodniu i nie poprawiam się, to znaczy, że albo muszę zwiększyć liczbę, albo intensywność, albo objętość treningu. I znów sprawdzam, czy to był właściwy bodziec. Zapewne po jakimś czasie zauważę, że zmiana przestała przynosić efekty, jest stagnacja, więc znów coś dokładam. Tak robię z Marcinem. Dokładam, zmieniam. Sprawdzam.

Mój znajomy biega i biega, kombinuje, bo bardzo chce złamać barierę czterech godzin w maratonie i nie może.
- Nie spotkałem się, żeby ktoś trenował i nie mógł jej złamać. Ale jak trenuje rok, dwa i nie poprawia się, może musi podkręcić trening. I jeszcze, i jeszcze.
Paleta metod treningowych jest kolorowa. Bieg ciągły jest podstawową metodą, przy czym lepiej biec dłużej i wolniej niż krócej i szybciej. Jak to nie daje wyników, to może pomogą interwały, czyli szybsze odcinki przerywane truchtem. Efekt w końcu będzie.
Jeśli jednak dochodzisz do ściany, bo biegasz tygodniowo po 40 kilometrów i nie możesz zwiększyć tempa, bo już biegniesz na treningu w tempie niemal takim jak na zawodach, to popraw dietę, prowadź bardziej higieniczny tryb życia. Jeśli to wszystko nic nie daje, to może dotarłeś po prostu do granicy swoich możliwości? Każdy ma je zapisane w genach.
Haile Gebrselassie też dotarł do granicy swoich możliwości w biegu na 5 i 10 kilometrów. Przerzucił się na półmaraton, a następnie maraton i znów odnalazł szczęście w bieganiu.
Aby jednak stwierdzić kres możliwości, daleka droga.

Raz, drugi ukończył taki ciężki bieg, przekonał się, że może wytrzymać ból i zmęczenie i któregoś razu mi powiedział „Już nie tylko chcę ukończyć. Pójdę tak mocno, aby wygrać”. Bo już potrafił.

Ale nawet wy dłużej niż półtorej godziny nie trenujecie...
- Z podwyższaniem objętości treningu trzeba uważać. Marcin i ja rzeczywiście dłużej niż półtorej nie biegamy. Ale ci, którzy przygotowują się do maratonu, raz w tygodniu powinni odbyć dłuższy, wolniejszy bieg. Chodzi o to, aby łamać bariery psychiczne i fizyczne. Czyli ktoś, kto biega godzinę, powinien wyruszyć w teren na dwie godziny. Maratończycy profesjonaliści trenują po półtorej rano i po południu.

Jak się wzmocnić psychicznie do najważniejszej próby, którą planujemy w przyszłości?
- Jako 16-latek Marcin biegał 800 m, 1000 m, 1500 m. Któregoś dnia wystawiłem go na 3000 metrów. Zszedł po 2000 m. Pierwszy raz poczuł graniczne zmęczenie, zupełnie innego rodzaju niż w krótszych wysiłkach. Nie poradził sobie psychicznie. Od tamtej pory raz, dwa razy w roku biegnie ekstremalny trening lub zawody - i długo, i ciężko. Pięć czy 10 km, w przełajach, na podbiegach, gdzie nogi odmawiają posłuszeństwa. Ma jedno zadanie - dotrzeć do mety. To poprawia formę fizyczną czy umiejętności techniczne, ale przede wszystkim buduje pewność siebie. Tak sobie zwykle wyliczam jego tempo, aby po 6, 7 km miał dosyć i potem pozostaje mu już zadanie tylko dobiec do kreski. Czasem się chwieje na boki, ledwo się czołga, ledwo podchodzi pod górę, ale kończy. Nigdy więcej się nie wycofał. Zresztą sam to sobie obiecał w poważnej przysiędze. Raz, drugi ukończył taki ciężki bieg, przekonał się, że może wytrzymać ból i zmęczenie i któregoś razu mi powiedział „Już nie tylko chcę ukończyć. Pójdę tak mocno, aby wygrać”. Bo już potrafił. Jak przyjdzie ból, to wie, że sobie z nim poradzi. Będzie czekał na drugi kryzys i też sobie poradzi. Pojechał na mistrzostwa Polski w przełajach i wygrał na 6 km. Na 10 km przegrał z mistrzem Polski o 30 sekund, czyli trzy sekundy na kilometrze - tyle co nic.
To jest właśnie przełamywanie barier.

31.07.2010 HISZPANIA , BARCELONA , MARCIN LEWANDOWSKI ( ZLOTY MEDAL ) PO FINALE BIEGU NA 800 METROW PODCZAS MISTRZOSTW EUROPY W LEKKIEJ ATLETYCE .
31.07.2010 Barcelona, Marcin Lewandowski zdobywa
złoty medal Mistrzostw Europy w Lekkiej Atletyce,
w biegu na 800 metrów.

21.08.2009 NIEMCY , BERLIN , STADION OLIMPIJSKI , MARCIN LEWANDOWSKI W BIEGU POLFINALOWYM NA 800 M PODCZAS 12 MISTRZOSTW  SWIATA IAAF W LEKKIEJ ATLETYCE .
21.08.2009 Berlin, Marcin Lewandowski w biegu
półfinałowym na 800 m, podczas 12. Mistrzostw
Świata IAAF w LA.

Poland's Marcin Lewandowski, left, and Adam Kszczot pose with their medals during the medals ceremony for the Men's 800m during the European Athletics Championships, in Barcelona, Spain, Saturday, July 31, 2010. Lewandowski won gold, Kszczot bronze. (AP Photo/Manu Fernandez)
Marcin Lewandowski z Adamem Kszczotem
po finale na 800 m w Barcelonie, 2010.

Amator też powinien przełamać się, aby przygotować się do niepękania?
- Warto to zrobić. Ale trzeba pamiętać, że treningi nie mogą się kończyć padaniem na nos. Zawsze trzeba mieć siły na więcej, niedosyt, poczucie, że jak ktoś stanie za mną z batem, to przebiegnę jeszcze 100 m czy kilometr. Ale warto raz na jakiś czas pobiec na dłuższym dystansie, spróbować sił w triatlonie czy duatlonie, byle ukończyć. To sposób na odświeżenie się i zarazem na pokazanie organizmowi, że trzeba czasem na kolanach dokończyć próbę. Dzięki temu w starcie, na którym naprawdę ci zależy, nie odpuścisz.

Dołącz do nas na Facebooku.