Magdalena Mielnik, czołowa triathlonistka: Codziennie trenuję od czterech do sześciu godzin [ROZMOWA]

Fajnie, że jesteśmy coraz bardziej aktywni i chętnie garniemy się do triathlonu. W końcu to fajny sport. Początkującym jednak radzę, żeby nie rzucali się od razu na głęboką wodę. Nie zaczynajmy od ekstremalnych dystansów - radzi Magdalena Mielnik, medalistka mistrzostw Polski w triathlonie i ambasadorka grupy ASICS Frontrunner.

d

Damian Bąbol: Podobno jak miałaś osiem lat przyrzekłaś sobie, że będziesz sportowcem i wystartujesz w igrzyskach olimpijskich. To prawda?

Magdalena Mielnik, ASICS Frontrunner: Od dziecka chciałam uprawiać sport, który w moim domu odgrywał ważną rolę. Szczególnie tata często oglądał transmisje na Eurosporcie. Razem oklaskiwaliśmy sukcesy Otylii Jędrzejczak w pływaniu, czy Tomasza Sikory w biathlonie. I tak mi zostało. Owszem, były jakieś plany, żebym została nauczycielką lub lekarzem, ale jak dochodziło do wyborów, czy wybrać dobrą szkołę czy szkołę z trenowaniem, to decydowaliśmy się na drugą opcję.

Wywodzisz się z pływania. To był twój pierwszy sport, który trenowałaś.

- Na mistrzostwach Polski przeważnie kwalifikowałam się do pierwszej ósemki, ale medalu nie zdobyłam. Byłam chorowitym dzieckiem. Trenowałam, trenowałam, a następnie się rozchorowywałam. I tak w kółko. Przykre. Wtedy ludzie zaczęli mnie zachęcać do tego, żebym postawiła na triathlon. Ja nawet nie wiedziałam co to za sport. Wpisałam w Google „Co to jest triathlon?”. Nagle pokazał mi się rower i buty do niego, których nigdy na oczy nie widziałam i jakiś pan w dwuczęściowym stroju, bo w takich się kiedyś startowało. Po drodze w trzeciej klasie gimnazjum trenowałam jeszcze kolarstwo, a triathlon zaczęłam trenować w wieku 17 lat, czyli w liceum.

W końcu odnalazłaś swoją dycyplinę, w której czujesz się najlepiej.

- To fakt, chociaż czasami sobie myślę „Na co ja się porwałam? Przecież trzeba tyle trenować”. (śmiech).

A ile trenujesz?

- Od czterech do sześciu godzin dziennie.

Jak wygląda twój dzień?

- Wstaję o godz. 5. Jem śniadanie. Na szczęście mój chłopak robi mi najlepszą owsiankę, więc o przygotowanie pierwszego posiłku nie muszę się martwić. Jadę na pływalnię. Przepływam od 6 do 8 kilometrów. Trening trwa około dwóch godzin. Później wracam na drugie śniadanie. Na ogół jestem tak padnięta, że bez drzemki nie jestem w stanie wysłać żadnego maila, ani załatwić sprawy na mieście. Po drzemce i drugiej kawie wsiadam na rower, wracam na obiad. Wieczorem czeka mnie trzeci trening, który często kończę około 20. I tak prawie codziennie.

Prawie, czyli jednak trochę odpoczywasz?

- Czasami w poniedziałki mam tylko jeden trening na pływalni, ale wcale mnie to jakoś nie pociesza, bo zajęcia w wodzie są bardzo ciężkie (śmiech).

Skończyłaś studia?

- Przez trzy lata studiowałam ratownictwo medyczne i uzyskałam tytuł licencjacki. Miałam rok przerwy i teraz jestem na magisterce, ale prawdę mówiąc, studiuję trochę turystycznie. Często wyjeżdżam na zawody. Teraz zaczyna się sesja, która mam nadzieję zaliczyć. Nie wiem tylko co powiedzą niektórzy prowadzący. Pierwszy semestr jednak ukończyłam. Na obozie miała wypadek rowerowy. Nie pozostawało mi nic innego jak tylko się uczyć. Mam nadzieję, że nadrobię zaległości i dam radę.

e

Twoim marzeniem jest występ na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Jego realizacja jest nadal aktualna?

- Oczywiście. Do połowy maja 2016 r. będzie trwała walka o uzyskanie kwalifikacji. Nie będzie łatwo, ale będę walczyć.

Jak wyglądają kwalifikacje w triathlonie na igrzyska w Rio 2016?

- To długa historia. W skrócie wygląda to tak dwa lata, 14 startów i trzeba zbierać punkty do rankingu. Z jednego kraju maksymalnie po trzech reprezentantów i reprezentantek może się dostać, ale dotyczy to kilku krajów, reszta dostaje po dwa lub nawet jedno miejsce. Będę próbować do końca. Zależy mi, żeby znaleźć się chociaż na liście rezerwowej. Oczywiście nikomu źle nie życzę, ale znam wiele przypadków, że przed samymi igrzyskami niektórzy zawodnicy - z wielu względów - nie mogli pojechać.

Triathlony, podobnie jak bieganie, przeżywa rozkwit popularności w Polsce. Jesteś tym zaskoczona?

- Fajnie, że Polacy są coraz bardziej aktywni i chętnie garną się do triathlonu. W końcu to fajny sport. Wiadomo, że dla początkujących osób najbardziej odpowiednie są dystanse sprinterskie. Nie polecam rzucania się na głęboką wodę, w tym startowanie w debiucie np. w połówce IronMana. Na wszystko przyjdzie czas.

Jak skończysz uprawiać triathlon na dystansach olimpijskich i sprinterskim, będziesz chciała zmierzyć się z jego ekstremalną wersją i zostać „kobietą z żelaza”?

- Na razie o tym nie myślę, ale nie wykluczam takiej opcji. Póki co nie jestem przekonana, żeby startować w maratonie, a co dopiero w IronManie.

Rozmawiał Damian Bąbol

Skomentuj:
Magdalena Mielnik, czołowa triathlonistka: Codziennie trenuję od czterech do sześciu godzin [ROZMOWA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX