Trener czy sprzedawca?

W środowisku osób pracujących z amatorami lubimy używać pojęć związanych ze sportem wyczynowym. My jesteśmy trenerami. A tam są nasi zawodnicy. Czy słusznie?

a

Archetyp relacji trener-zawodnik jest chyba taki sam w każdym sporcie. Trener to mistrz, który bierze pod swoje skrzydła młodego zawodnika przychodzącego po wiedzę. Trener prowadzi jego karierę, rozwija go. Zawodnik słucha trenera we wszystkim, bo co powie trener, jest święte. Jeżeli zawodnik się nie stara, jeżeli ma inną wizję - zazwyczaj kończy się to rozstaniem. Dopiero dojrzały zawodnik ma pewną możliwość usamodzielnienia się, wyboru celów i trenerów.

Relacje te zostały doskonale pokazane w tym fragmencie klasycznego filmu "Kickbokser".

Z biegaczami-amatorami jest inaczej. Nierzadko już na początku swojej biegowej drogi przychodzą oni ze swoją wizją i konkretnymi oczekiwaniami, które ich trener powinien pomóc im zrealizować. Ponadto amator nie jest kosztem dla klubu/reprezentacji, a wręcz odwrotnie - to on przynosi pieniądze. Jest więc jak klient, który przychodzi po usługę. A klient - wiadomo - nasz pan i zawsze ma rację. Czy zatem jesteśmy trenerami, czy sprzedawcami? Nasi podopieczni są zawodnikami, czy klientami?

Plan treningowy. Teoria a praktyka

Alternatywa oczywiście nie jest rozłączona. Jesteśmy trochę i tym, i tym. Warto, byśmy o tym pamiętali i umieli trzymać odpowiedni balans. I by świadomość naszej sytuacji mieli nasi podopieczni.

Co by nie mówić o pasji, która nas napędza i sprawia, że spędzamy godziny na mrozie z naszymi zawodnikami, trenowanie amatorów to dla nas praca zarobkowa. Aby żyć, trzeba zarabiać. Aby zarabiać, trzeba mieć podpiecznych. Żeby mieć podopiecznych trzeba... No właśnie - tu pojawiają się różne pokusy. Żeby się nie zagubić i z trenera nie stać się czystej wody sprzedawcą, trzeba zawsze stawiać na długofalowe dobro podpiecznego.

Banalne? Owszem. Ale jak to ma wyglądać w praktyce? Jak na trenerów powinni patrzeć amatorzy szukający coacha? Na podstawie swoich doświadczeń proponuję kilka punktów w formie rad dla trenera.

1. Naucz się mówić "nie"

Nie podejmuj się każdego zadania, które zaproponuje ci klient. Nie każdy pomysł, nie każde marzenie Twojego (potencjalnego) podopiecznego jest dla niego korzystne, zdrowe. Jeżeli to widzisz - nie wahaj się porozmawiać, odwieść go od realizacji tego planu, a w ostateczności odmówić, nawet kosztem utraty klienta. Tym bardziej nie próbuj zdobywać klientów obiecując im szybkie osiągnięcie rzeczy, które w perspektywie nie będą dla nich korzystne. W końcu dobro biegacza najważniejsze.

2. Rób to, na czym się znasz

Jeżeli nie masz przynajmniej ukończonych studiów I stopnia z fizjoterapii - nie próbuj prowadzić rehabilitacji ani nie sugeruj, że to robisz. Jeżeli nie masz papierów instruktora sportów siłowych - nie prowadź treningów siłowych. Być może wydaje ci się, że Twoi klienci tego oczekują, ale...  przede wszystkim oni ci ufają i to, na czym im naprawdę zależy to ich zdrowie, rozwój i profesjonalne podejście. Zatem zamiast udowadniać, że także potrafisz, lepiej nawiąż partnerstwo z kimś zaufanym i przekaż mu swoich klientów na tym obszarze. Może mniej zarobisz w krótkiej perspektywie, ale na pewno Twoim podopiecznym lepiej to zrobi. Warto też dodać, że mimo reformy Gowina i zniesienia obowiązku posiadania wielu certyfikatów, nadal trzeba posiadać odpowiednie uprawnienia w zawodach medycznych, a do takich należy m.in. zawód fizjoterapeuty/rehabilitanta.

3. Nie rób z siebie Ewy Chodakowskiej

Prawie wszystko się egalitaryzuje. Kiedyś dostęp do papieru/pergaminu i inkaustu mieli tylko naukowcy. Dziś dostęp do kamery HD ma każdy, narzędzia do montowania filmów są darmowe i równie dostępne. Ale są rzeczy, które upowszechniają się wolniej: rzetelna wiedza i doświadczenie. Nie każdy jest tak dobry (niech będzie: poprawny merytorycznie) jak Pierwsza Trenerka Rzeczpospolitej. Biegowe filmy instruktażowe wypełniają sieć po brzegi, a w rzeczywistości nie ma co podopiecznemu pokazać, jeżeli nie ma się czasu na zrobienie długiej listy uwag do znalezionego w sieci filmu. Zatem jeżeli nie masz całkowitej pewności, że w danej dziedzinie jesteś specjalistą z dużą wiedzą i praktyką, a wszystko co zaprezentujesz jest poprawne i kompletne - nie kręć kolejnego filmu, nie pisz kolejnego poradnika. Nie idąc za tą radą może zysk marketingowy osiągniesz, ale... dobro biegaczy, pamiętasz?

4. Nie wykorzystuj ludzi do osiągania własnych celów

Ciężko trenujecie całym klubem, startujecie w wymagających zawodach lub całym cyklu, a tu na kilka dni przed ważnym startem kluczowemu zawodnikowi przytrafia się kontuzja. Co robić? Nie uwierzycie, ale zdarzają się trenerzy amatorów, którzy potrafią powiedzieć: "Biegnij, klub cię potrzebuje!" (czytaj: "Chcę to wygrać i potrzebuję twojego poświęcenia").

Jak NIE biegać, czyli podstawowe błędy początkujących

Sport amatorski różni się od profesjonalnego kilkoma rzeczami. Ale kluczowa wydaje mi się jedna: efektem uprawiania sportu ma być wieloletnie, systematyczne podnoszenie sprawności, zdrowie i przyjemne życie wynikające z możliwości realizacji swojej pasji. Wszelkie ambicje wynikające pragnienia udowadniania czegokolwiek (sobie lub innym) są potencjalnie niebezpieczne. Trener musi umieć to wyczuć i przynajmniej w pełni uświadomić o tym podopiecznego. Żadne bieżące wyniki sportowe nie są warte przeciążeń, które mogą wykluczyć z uprawiania sportu na dłuższy okres. Albo na stałe.

Rynek biegania, całego sportu amatorskiego, rośnie. Coraz więcej osób chce trenować pod czyimś okiem, szuka porad, opieki, pewności. Ludzi, którzy lubią i chcą pracować z amatorami lub być ich przewodnikami po świecie biegowym również jest coraz więcej. Czyż może być sytuacja bardziej komfortowa dla jednych i drugich?

Jest tylko jedno "ale" i jedno poważne zagrożenie w tym potencjalnie idyllicznym świecie, które widzę.  Amatorzy, zwłaszcza początkujący, nie są w stanie ocenić merytorycznej wartości dostępnych na rynku ofert, wskazówek, nauk. A wiele osób pragnąc sprzedawać swoje usługi czy budować pozycję zbyt szybko nazywa się (a może i czuje?) ekspertami. Zbyt łatwo przychodzi im udzielanie rad.

Pamiętajmy, że wprawdzie oprócz trenerów jesteśmy też sprzedawcami, ale nie sprzedajemy garnków ani kołder, tylko pracujemy z ludźmi. Z ich zdrowiem, marzeniami, emocjami. Trzeba zachować balans między byciem sprzedawcą, a trenerem, który bierze pełną odpowiedzialność za osobę i przekazywaną wiedzę.

Przy mądrym rozwijaniu się, przy oferowaniu dobrych usług wszyscy będą zyskiwali. Najgorsze, co może się w naszym środowisku zdarzyć to złe usługi, które będą ludzi niszczyły (fizycznie) i zniechęcały do biegania.

Dlaczego nie biegamy? Lista najczęstszych wymówek

O autorze:

Aleksander Senk - dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z mniej zaawansowanymi od prawie 20 lat. Od 6 lat pracuje z biegaczami amatorami zarówno w trakcie organizowanych przez siebie obozów biegowych, jak i podczas całorocznej pracy.