Biegiem na Majdan: "Tą akcją chcemy przypomnieć, że na Ukrainie rozstrzygają się losy Europy" [WYWIAD]

- Jeżeli ktoś twierdzi, że w sprawy ukraińskie nie powinniśmy się mieszać, że to nie nasza sprawa, to właśnie taka postawa jest marzeniem każdego dyktatora, takiego jak Władimir Putin. On chce przy pomocy siły doprowadzić, żebyśmy się Ukrainą zmęczyli, znudzili i ostatecznie o niej zapomnieli. - mówi Piotr Pacewicz, organizator akcji "Biegu na Majdan".

d

800 km nocą, w chłodzie i deszczu, czyli potęga gestu. Niezwykła sztafeta "Biegiem na Majdan" startuje z Warszawy 18 listopada i ma dotrzeć do Kijowa 21 listopada, w pierwszą rocznicę protestów na Majdanie i zarazem dziesiątą rocznicę Pomarańczowej Rewolucji. Do Kijowa pobiegną m.in. Kamil Dąbrowa, dyrektor radiowej "Jedynki", Piotr Kraśko, szef Wiadomości TVP, Włodzimierz Nowak, szef "Dużego Formatu", Konrad Piasecki, RMF FM, TVN 24, Beata Sadowska, dziennikarka radiowa i telewizyjna, Tomasz Smokowski , komentator sportowy NC+, Wojciech Staszewski, Newsweek, Magda Sołtys, PolskaBiega.pl, Magda Żakowska, reporterka "Dużego Formatu".

Całą akcję organizuje Fundusz Mediów. Partnerem strategicznym jest PZU, a partnerami wspierającymi "Poradnik Handlowca" i Kulczyk Investments. Patronem medialnym akcji jest PolskaBiega.pl

Rozmowa z Piotrem Pacewiczem *

Damian Bąbol: Dlaczego chcesz pobiec do Kijowa?

Piotr Pacewicz: W pewnym sensie jest to biegacki akt obywatelski. Chcę wyrazić swoją postawę wobec tego, co się wydarzyło rok temu na Ukrainie i tego co się tam dzieje teraz. To postawa wdzięczności, podziwu i wsparcia wobec tych ludzi, którzy, używając poezji, nie kłaniali się przed kulom Berkutu. Tym samym przypomnieli całej Europie o podstawowych wartościach, o których my już często zapominamy. Martin Simecka, który z nami pobiegnie, wybitny czesko-słowacki pisarz i dziennikarz, powiedział, że jest szczęśliwy z uczestnictwa w tej akcji razem z nami, bo jak to ujął "Polacy są ostatnimi romantykami w Europie, którzy wierzą w potęgę gestu". Wzruszyła mnie ta opinia.

Wiesz jak akcja "Biegiem na Majdan" jest odbierana przez Ukraińców?

- Z pierwszych informacji wynikało, że odbiór jest pozytywny. Trochę się baliśmy tego, że mieszkańcy Kijowa mogą tę akcję odebrać jako rodzaj "wydmuszki medialnej". Że zamiast zrobić zbiórkę pieniędzy, to my tam zamierzamy się po prostu przebiec. Na szczęście nic takiego się nie dzieje. Patrzę też na to trochę przez analogię, tzn. pamiętam stan wojenny w Polsce, jeden z najtrudniejszych czasów w naszej historii. Pamiętam, że myśmy wtedy z gorliwością wypatrywaliśmy każdego znaku solidarności, wsparcia, sympatii z Zachodu. Nie chodziło nam tylko o otrzymywanie paczek z żywnością, ale też o gesty, choćby te najmniejsze. Bardzo się cieszyliśmy, kiedy ktoś o nas wspomniał, dodał otuchy. My tym biegiem też w jakiś sposób chcemy się upomnieć o Ukrainę.

11.12.2013 Ukraina , Kijow . Oddzialy milicji i berkutu zgromadzone przy barykadzie blokujacej wejscie na Majdan od strony budynku zwiazkow zawodowych . Po drugiej stronie stoja demonstranci , ktorzy pilnuja wejscia na plac . Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: Kijow Majdan demonstracja /FR/ Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Drugi adresat tej akcji, równie ważny dla nas, to jest polska opinia publiczna. Wiadomo, że media są niecierpliwe, bardzo szybkie, wszystko prędko się nudzi. My chcemy tym gestem, który ma pewien element efekciarstwa medialnego, głośno powiedzieć, że na Ukrainie dzieją się rzeczy niezwykle ważne. Tam się rozstrzygają losy Europy i w dłuższej perspektywie również Polski. W tej dziedzinie myślenia jestem uczniem Jerzego Giedroyca.  Twórcy poglądu, polegającego na tym, żeby Ukrainę traktować jako element polskiej racji stanu. Niezależna, niepodległa, demokratyczna Ukraina na pewno do niej należy. W ogóle jest to bodaj najbardziej konsekwentna linia polityczna III Rzeczypospolitej prowadzona przez wszystkich prezydentów, poza Wojciechem Jaruzelskim. Uważam, że Polska musi spoglądać na Wschód z troską i nadzieją oraz wspierać to, co tam się dzieje.

W jaki sposób wpadłeś na pomysł, żeby zorganizować sztafetę, która pobiegnie na Majdan?

- Wszystkie moje pomysły na kampanie społeczne, których przeprowadziłem już sporo m.in. "Rodzić po ludzku", "Polska Biega", czy "Szkoła z Klasą", zawsze rodziły się z jakiejś potrzeby. Dostrzegałem różne zjawiska i zaczynałem o nich myśleć. W tym przypadku było tak, że ten pomysł w pierwszej wersji narodził się w głowie Kamila Dąbrowy, obecnego dyrektora radiowej "Jedynki", z którym kiedyś razem m.in. z Wojciechem Staszewskim, zorganizowaliśmy sztafetę "Polska Biega". W 2008 r. rozbiegliśmy się w cztery strony Polski, razem jeszcze z Robertem Korzeniowskim. Pewnego dnia rozmawialiśmy właśnie m.in. z Kamilem o Ukrainie i przy okazji o bieganiu. Nagle zaproponował, żeby zorganizować taki bieg na Ukrainie, a ktoś inny rzucił hasło: "Biegiem na Majdan".

Później oczywiście okazało się, że jest cała masa różnych trudności m.in. finansowych i kadrowych. Trzeba było znaleźć chętnych do biegu.

Były problemy?

- W kultowym filmie "Blues Brothers" jeden z braci wychodzi z więzienia i obaj rozpoczynają objazdówkę po znajomych, aby zmontować zespół. Mniej więcej tak wyglądało to z mojej strony. Pierwsze założenie było takie, żeby to byli ludzie z mediów. Drugie było takie, żeby w sztafecie znalazło się dużo dziewczyn. Myślałem o parytecie, a skończyło się na przyzwoitym podziale - 11 kobiet i 17 mężczyzn.

Uczestnicy akcji Duży Format/Gazeta Wyborcza/Uczestnicy "Biegu na Majdan"

Następnym bardzo poważnym progiem było znalezienie partnera do współpracy w Kijowie. Tamtejsze środowisko dzieli się na tzw. majdanowców, czyli przedstawicieli ruchu obywatelskiego, który wyrósł z Majdanu. Oni chcieli uroczystości organizować w piątek, zaś rząd wraz z merem Kijowa Witalijem Kliczko w sobotę. Stawiało nas to w niewygodnej sytuacji, bo albo musielibyśmy spędzić na Ukrainie dwa dni, na co trochę nie ma ani czasu ani pieniędzy, albo wybrać jeden z tych terminów. Okazało się jednak, że w sobotę przypada również rocznica wielkiego głodu na Ukrainie, więc ostatecznie uroczystości upamiętniające Pomarańczową Rewolucję i wydarzenia na Majdanie, zaplanowano na piątek.

To dobrze, że dotychczas oderwane od polityki bieganie, skupiające ludzi o różnych poglądach, wkracza w jej sam środek?

- Nie chcemy w żaden sposób angażować się w ukraińską politykę. To nie jest bieg dla Kliczki, prezydenta Poroszenki, czy premiera Jaceniuka. My się odwołujemy przede wszystkim do majdanowców, czyli ruchu obywatelskiego, który narodził się w Kijowie, zwłaszcza rok temu. Trochę buntuję się przeciwko straszeniu słowem "polityka". Nasza akcja na pewno jest działaniem politycznym, bo to jest swego rodzaju wypowiedź wykonana przy pomocy nóg. Wypowiedź naszego poglądu, który sformułowaliśmy bardzo wyraźnie. Opinia publiczna w Polsce i Europie powinna śledzić i angażować się w sprawy ukraińskie. Tak, w tym sensie to jest zaangażowanie polityczne i ja się takiej interpretacji nie boję. Bo jeżeli ktoś twierdzi, że on się w sprawy ukraińskie nie miesza, że to nie jego działka, to właśnie taka wypowiedź jest marzeniem każdego dyktatora, m.in. Władimira Putina. On chce przy pomocy siły doprowadzić do tego, żebyśmy się tą Ukrainą zmęczyli, znudzili i ostatecznie o niej zapomnieli. Jeżeli tak mamy rozumieć apolityczność, to ja jestem jej zdecydowanym przeciwnikiem. Dlatego tak bardzo zabolała mnie jedna z pierwszych wypowiedzi Ewy Kopacz, po tym jak została premierem, kiedy stwierdziła, że Polska w relacjach z Ukrainą powinna zachowywać się jak "rozsądna polska kobieta", a rozsądna polska kobieta w jej ujęciu zajmuje się tylko swoim domem, dziećmi i bezpieczeństwem rodziny. Nasze dziewczyny, które biorą udział w "Biegu na Majdan" zaprzeczają temu pseudorozsądkowi, o którym pani premier powiedziała, na szczęście później się z tego wycofując. Biegnie z nami dziennikarka Beata Sadowska, która swój udział uzasadniła, że chce pokazać, iż interesuje ją coś więcej niż granica własnego domu. Chciałaby kiedyś powiedzieć synkowi, że choć bieganie to zdrowy egoizm, to warto myśleć nie tylko o sobie. Albo Ania Dąbrowska [prezeska stowarzyszenia Homo Faber], która powiedziała, że biegnie po to, żeby pokazać, "jak tam jest blisko".

A co odpowiesz internautom, którzy pod naszym tekstem informującym o akcji "Biegiem na Majdan" pisali komentarze w stylu: "O Wołyniu pamiętamy, do Kijowa nie biegniemy" lub "Nie zapomnijcie złożyć kwiatów pod pomnikiem Bandery"?

- Wołyń, akcja "Wisła" - mamy te okropne, wspólne wspomnienia, ale co mamy z nimi zrobić? Nie można ich ciągle rozdrapywać. Mimo bolesnej historii jakoś potrafiliśmy się pojednać z Niemcami, a przecież to jest w ogóle nieporównywalna skala przy całych okropieństwach polsko-ukraińskich. Musimy wykonywać gesty pojednania jeżeli chcemy mieć pewność, że w przyszłości, tacy ludzie jak Putin nas nie pokonają.

Jak będzie wyglądał start sztafety?

- Wybiegamy z warszawskiego Wilanowa 18 listopada o godz. 3. Pierwszy wystartuje Robert Korzeniowski, który  pokona aż 20 km. Ale to multimedalista olimpijski, więc możemy go trochę wykorzystać. Inni uczestnicy będą biec po 10 km. Trasę ułożyliśmy w taki sposób, żeby przechodziła przez jak najwięcej bocznych dróg. Poza jednym autokarem z siedmioosobowym oddziałem osób gotowych do biegu, dwa busy będą krążyć między autokarem, a hotelem w Polsce i dwoma następnymi na Ukrainie. Najważniejsze jest bezpieczeństwo biegnących. Bus będzie jechał z włączonym "kogutem". Startujemy w drugiej połowie listopada, czyli praktycznie będziemy przez cały czas biec po ciemku, co nie będzie łatwe. Jesteśmy przygotowani na trudne warunki, na padający deszcz. Najbardziej obawiam się śniegu, który mógłby nas załatwić. Nasz kolega z Agory i członek sztafety Witek Misztela, poruszający się na wózku, pewnie nie dałby rady dalej się przemieszczać. A to byłaby wielka strata, przede wszystkim sportowa. Rekord Witka w maratonie wynosi 1 godzinę i 47 minut! Liczymy na niego nawet bardziej niż na Korzeniowskiego (śmiech).

Jaki jest plan na ostatni etap biegu?

- 21 listopada o godz. 9 powinniśmy w komplecie, całym 28-osobowym zespołem pobiec ostatni kawałek na Majdan. Tam weźmiemy udział w uroczystościach, m.in. w debacie zorganizowanej przez majdanowców. Nie stać nas ani na samolot, ani na hotel w Kijowe, więc późnym wieczorem spakujemy się do autokaru i busów i nocą wrócimy do Warszawy.

Jeżeli ten pomysł wypali, okaże się skutecznym narzędziem komunikacji międzynarodowej i Ukraińcy odczują to wsparcie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taki bieg organizować co roku. Chciałbym tylko rozszerzyć formułę na inne kraje.

* Piotr Pacewicz, 61 lat, dziennikarz, publicysta, jeden z założycieli "Gazety Wyborczej" oraz biegacz. Rekord w maratonie 3 godziny i 13 minut.

Rozmawiał Damian Bąbol, obserwuj autora na twitterze

Biegiem na Majdan

Komentarze (1)
Biegiem na Majdan: "Tą akcją chcemy przypomnieć, że na Ukrainie rozstrzygają się losy Europy" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • q-ku

    Oceniono 5 razy -3

    Pacewiczowi już wprawdzie odbija od tego haju tlenowego z bieganiem,

    ale racją jest, że wolność Ukrainy to większe bezpieczeństwo dla Polski. MY też potrzebujemy krajów buforowych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX